Tereny Valfden > Dział Wypraw
Biała rewolucja - Początki
Istedd:
Odetchnął z ulgą widząc gąsiorek z odrobiną miłego w smaku napoju. Przechylił naczynie i po chwili do suchego jak wierzba gardła wlała się fala przyjemnego chłodu. Otarł wąsy i cisnął gąsiorkiem na ziemię (wszak zawsze chciał tak zrobić, a teraz nie musiał się o nic martwić!). Krztyna napoju ostała mu na brodzie, ale pozbył się jej ruchem dłoni. Przy okazji zgarnął do ust okruchy chleba. Potem przyszedł czas na pałaszowanie mięsiwa. Zajęło mu to nieco czasu, lecz opłacało się. Morale wzrosło i od razu poczuł się lepiej. Beknął głośno i przeciągle. Potem wyszedł z kuchni. Musiał też stwierdzić, że bardzo mu się podobało to pomieszczenie. Miało wiele oczywistych walorów - jak chociażby zawieranie w sobie pysznego jadła i napitku. Istedd skierował się teraz w lewo.
Anette Du'Monteau:
Na lewo był schowek, w którym trzymano wszelakie miotły i przyrządy służące utrzymywaniu porządku w domu, czyli w sumie nic ciekawego.
Istedd:
Ale dzieło zniszczenia czasami jest podobne do dzieła tworzenia. To kierowało właśnie Isteddem, który postanowił sabotować siedzibę nieprzyjaciela (jak przynajmniej sądził). Ujął jedną z mioteł w dłoń, napiął się jako-li tur i złamał ją z trzaskiem. Dumny z siebie cisnął ją na ziemię. Był wielce z siebie zadowolony. Przyczyniał się wszakże do osłabienia konkurencyjnej organizacji! Nie dość, że wyjadł im zapasy jedzenia i picia, dodatkowo niszczy niezbędne sprzęty! Wielki był z niego pożytek śród Kruków, acz skromność nie pozwalała mu tego głośno przyznać. Wyszedł ze schowka i rozejrzał się za innymi pomieszczeniami. Schował również miecz. Nie sądził, że nagle zostanie napadnięty, a niewygodnie było taszczyć za sobą ostrze. Zresztą usłyszałby napastników. W końcu przypomniał sobie, że znaleźć miał jakieś ważne informacje odnośnie sprawy konkurencji dla organizacji zabójców. Jął więc szukać czegoś takiego i zwiedzać kolejne pokoje.
Anette Du'Monteau:
Trafiłeś do pomieszczenia wyglądającego na gabinet przywódcy. Były różne papierzyska, spore biurko no i parę regałów zapełnionymi książkami i tym podobnymi, choć pewnie jedynie dla efektu i wrażenia.
Istedd:
Znalazł to czego szukał. Zatarł ręce pocieszony swym znaleziskiem. Jął przeczesywać stosy papierzysk. Rzucał na nie tylko okiem, po czym odkładał na bok. Tak też przewertował dwa stosy papierów. Nic ciekawego chyba nie znalazł (abociem w jego uznaniu nic nie było tu interesującego, choć musiał przejrzeć to wszystko, gdyż tego być może oczekiwali zleceniodawcy). Po wykonaniu tejże niezbędnej czynności zbliżył się do regału. Był nieco większy od dawnej moczymordy, toteż uniósł lekko głowę i ściągnął z najwyższej półki jedną z książek. Przeczesał ją od niechcenia i cisnął w kąt (to też chciał uczynić!).
Cholera... - zaklął w myślach. Musiał się zabrać za siebie. W innym wypadku dłużej mógł tu spędzić. A im dłużej - tym większa była szansa, że powrócą do swej siedziby wrogowie. W końcu więc począł dokładniej przyglądać się rękopisom. Postanowił zabrać kilka ważniejszych ze sobą.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej