Tereny Valfden > Dział Wypraw

Antagonista

<< < (5/12) > >>

Patty:
Rozglądałam się po piwnicy z rosnącym obrzydzeniem. W oczy rzucała się mnogość preparatów ze szczątkami zwierząt czy ludzi, czego wyjątkowo nie lubiłam. Miejsce to było wyjątkowo antypatyczne i złowrogie. Wróciłam myślami do bajeczki o złym nekromancie, która nagle stała się dużo bardziej realna. Potrząsnęłam głową i zauważyłam starą lampę oliwną. Postanowiłam ją rozpalić, przyda się lepsza orientacja w pomieszczeniu. Podeszłam do niej, odłożyłam tuż obok miecz i po chwili lampka rozjarzyła się delikatnym płomieniem. Rozejrzałam się już uważniej po izbie, szukając detali, które dotąd mi umknęły.

Anette Du'Monteau:
ÂŚwiatło rzucane przez lampkę pozwoliło ci dostrzec schody w górę po przeciwnej stronie piwnicy.

Patty:
Podniosłam z powrotem miecz, chwytając go pewnie prawą dłonią i ruszyłam wgłąb domu. Ciekawiło mnie, co to za indywiduum mieszka w takim miejscu i bawi się w naukowca, odpowiednio preparując różne szczątki. Czułam przez skórę, że mój miecz napije się dzisiaj krwi. Powoli wspinałam się po schodach, chcąc zachować czujność.

Anette Du'Monteau:
Weszłaś schodami na górę. Odrzucając drzwiczki blokujące dalsze przejście, znalazłaś się na parterze. Jednak nie czekał tam żaden gospodarz czekający z chlebem i solą, aby cię przywitać w skromnym domostwie. Za to znowu poczułeś odór, tym razem różnił się od poprzedniego. Nie było czuć niczego co by przypominało zioła jak poprzednio. W odległości kilku metrów od Ciebie były zombie.


2xZombie

Patty:
Już czując wściekły odór rozkładającego się ciała przystanęłam, wznosząc lekko miecz. Po chwili ujrzałam przeciwników, których nigdy w życiu nie polubiłam. Zombie. Skrzywiłam się lekko i wyszeptałam - OIIIG - szybko uformowana strzała pomknęła w stronę bliższego nieumarłego, uderzając go w pierś. Płomienie trafił na nadgniłą skórę, a sama dołożyłam lewą dłoń na rękojeść miecza, częściowo opierając ją na głowicy i skoczyłam przed siebie. Biała peleryna załopotała gwałtownie, poruszona, a sama skupiłam się już tylko na walce. W szybkim półpiruecie minęłam płonące zombie i znalazłam się w dobrej pozycji do uderzenia kolejnego potwora. Wykorzystując nadany przez obrót impet uderzyłam, mocno, od dołu, kompozytowa klinga przejechała po torsie nieumarłego, siła ciosu odepchnęła go lekko do tyłu. Zręcznie uniknęłam ciosu, cofając się drobnymi kroczkami do tyłu i uderzyłam ponownie. Klinga zawyła w powietrzu, tnąc zgniły kark potwora. ÂŁeb stwora z obrzydliwym mlaśnięciem oderwał się od reszty ciała, upadając na ziemię, a sama odwróciłam się, odruchowo uskakując do tyłu. Intuicja mnie nie zawiodła, płonące zombie nacierało wściekle, wymachując rękoma. Uniknęłam ataku i sama uderzyłam, mocnym, bezlitosnym sinistrem, dokładnie wymierzonym. Metal niemal gładko odciął głowę ożywieńca. Westchnęłam, wiedząc, że nie muszę tego robić, lecz mimo to uklęknęłam i dokładnie upuściłam obu zombie całą krew, jaką miały.


Walka bronią sieczną [100%], ciało atlety, Ognista strzała, upuszczanie krwi.

Zabieram:
2l krwi zombie

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej