Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cierpkie wino
Dragosani:
- Słyszałem o nim. Isentor Pierwszy. - Adept wyszczerzył się lekko, nalał sobie kompotu do drewnianego kubka i wypił solidny łyk. - Wspaniały król, wielki czarodziej i tak dalej i tak dalej - dodał nieco znudzonym tonem, jakby nie lubił rozmawiać o polityce i przywódcach narodów. Jednak ledwie zauważalny błysk w oku zdradzał coś innego. Mimo to, zmienił temat.
- A jak było z tobą? zapytał. - Skąd pochodzisz i jak długo pracujesz tutaj? - dodał, popijając kompot, bo zdrowy jest to napój!
Anette Du'Monteau:
-O przeszłości przed Valfden nie chcę wspominać. Natomiast u szlachetnego pana pracuje 2 miesiące, może więcej? Nie jest źle, więc na razie nie śpieszy mi się do zmiany pracy. Agentka dopiła swój kompot i otrzepała fartuch. -No kolacja dobiega końca. Trzeba się zaraz zbierać.
Dragosani:
- Jak chcesz. - Adept wzruszył ramionami, nie drążąc tematu pochodzenia kobiety. Skoro nie chciała o tym rozmawiać, nawet łgać podobnie do niego, to trudno, nie miał zamiaru naciskać. I tak nieszczególnie go to interesowało. Wypił do końca kompot i odstawił kubek na stół. - Więc nie ma się co ociągać - stwierdził. - Najedliśmy się, napiliśmy, więc pora wracać do obowiązków, gdyż zapewne zostało nam jeszcze sporo pracy - dodał uśmiechając się lekko, na te słowa o drugim tnie. Wstał od stołu, cicho odsuwając krzesło. - Pani pozwoli... - wyszczerzył się paskudnie i podał dłoń agentce w parodii gentlemanskiej pomocy.
Anette Du'Monteau:
-Albo ktoś tu dawno nie miał kobiety, albo odebrał wyjątkowo dobre wychowanie na "drodze". - odezwała się w odpowiedzi na gest. -Polecam ci iść na strych. Podobno robiłeś już porządki w piwnicy, więc teraz pora na wyższe sfery. - powiedziała lekko chichocząc
Dragosani:
- Albo to i to - przyznał Severus z dość nietęgą miną, lecz już po krótkiej chwili ponownie uśmiechnął się zadziornie. - Strych mówisz... no cóż, wygląda na to, ze dość szybko wybije się tutaj na sama górę - zarzucił sucharem, który nawet jego nie rozśmieszył. - Ale skoro tak, idę do pracy, pani Bertho Młodsza - dodał i wyszczerzył się wstrętnie. Wymyślony pseudonim dodał jednak nieco ciszej, aby nie usłyszał go nikt, prócz Arron. W szczególności Bertha Starsza. Po tych słowach odwrócił się i wyszedł z jadalni, celem udania się na wspomniany strych, który zapewne pełen był pajęczyn i wszelkiego syfu pamiętającego jeszcze czasy, gdy rządziły tutaj wampiry.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej