Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cierpkie wino
Dragosani:
- Dobra i dzięki - odparł na pożegnanie Severus. Jakoś niezbyt obchodziła go dobra opinia szlachetnego pana względem niego. Podejrzewał, ze nie ważne jak dobra by zdobył, to i tak została by ona zszargana w chwili śmierci szlachcica. Jeśli, rzecz jasna, zda on sobie sprawę kto jest jej winny, co jest wątpliwie, biorąc pod uwagę to jak zostanie ona zadana. Według planu, gdyż ten mógł po prostu się nie udać. Ravnblod wyszedł z psiarni i udał się do domu. Szczerz to miał nadzieję, że już niedługo ten dzień się skończy i będzie mógł wypytać pannę Arron o informacje jakie posiada. Wątpił jednak, czy uda mu się podać truciznę szlachcicowi jeszcze tego dnia, lub nocą, ale kto wie? Musiał wypatrywać okazji. Przeszedł przez trawnik i wszedł po schodkach, prowadzących do domu. Wszedł do środka, otwierając frontowe drzwi. W duchu zaśmiał się. Zabójca wchodzący frontowymi drzwiami. Geniusz czy szaleństwo? Kwestia punktu widzenia.
Anette Du'Monteau:
W dworze wszyscy zdawali się stopniowo schodzić na wieczerzę. Wcześniej tego nie dostrzegłeś, ale czas zawsze upływał w zaskakująco szybkim tempie. Obok ciebie pojawiła się agentka.
-Choć, zaprowadzę cię do stołu. Zjesz coś chociaż, bo pewnie nieco cię ganiali z robotą, a wiadomo, że człowiek po ciężkiej robocie zawsze głodny.
Dragosani:
Gdy tylko wszedł do domu, Severus spostrzegł pewne poruszenie, wśród służby. Wszyscy zdawali się gdzieś iść, a ich kroki były nieco bardziej entuzjastyczne, niż podczas pracy. Wniosek był prosty, szczególnie, że był poparty zbliżającym się wieczorem. Służba szła na kolację. Podejrzenia te potwierdziła agentka, która pojawiła się nie wiadomo skąd, jak zmutowany żółw wychodzący z kanałów miejskich i powiedziała o i jak.
- Zatem damy przodem - odparł na jej słowa, szczerząc się lekko.
Anette Du'Monteau:
Agentka zaprowadziła cię do średniej wielkości jadalni, gdzie stał stół na kilkanaście osób. Leżało na nim nawet sporo półmisków. Nie były to może dania wykwintne, jak choćby kaczka w pomarańczach i warzywnym farszem, ale trudno było narzekać jako służący. Nie zabrakło również paru dzbanków wypełnionych wodą, lub kompotem z suszu.
Dragosani:
Sev uśmiechnął się lekko widząc posiłek. Widocznie dbano tutaj o służbę. Mniej więcej, dodał w myślach, gdy przypomniał sobie Berthe i jej pomiatanie. Kruczemu adeptowi nie pozostało nic innego, jak tylko zasiąść przy stole, aby wraz z resztą pracowników szlachcica spożyć zasłużony posiłek. Może nie wykwintny, ale Ravnblod już dawno przestał takowe jadać. Wieczerza była prosta, lecz bez wątpienia pożywna i syta. Czyli taka, jaką w teorii służba powinna dostawać, a o czym pracodawcy często zapominają.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej