Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zegar tyka

<< < (19/20) > >>

Koza123:
-Istedd, kurwa! Plan był inny! Nie tak miało być! Gonią nas?- krzyknął rozwścieczony Konrad do swego towarzysza.

Istedd:
- Eee.... a jaki miał być plan? - zapytał krzywiąc się nieco. Nie dostrzegł na całe szczęście pogoni, choć w chwili jednak mogło się to wszystko zmienić. W duchu odetchnął, gdyż nie czuł jeszcze bólu. Być może nawet go nie zranili, choć adrenalina mogła zdziałać cuda.

Anette Du'Monteau:
Liam jedynie kiwnął głową na znak zrozumienia. Zarzucił kaptur i po chwili siedział na koniu. Ludzie na placu zaczęli panikować i biegać chaotycznie nie wiedząc co się dzieje w ich mieścinie. Bez chwili zbędnego gadania ruszyliście czym prędzej naprzód. Konie gnały przed siebie w kłusie, a wy zostawialiście miasteczko za sobą. Przy głównej bramie poleciał za wami włócznie, jednak żadna nie trafiła bliżej niż kilkadziesiąt centymetrów od koni.

Istedd:
- Cha! Udało się... ufff.... - powiedział oddychając ciężko. Nadal jednak prowadził konia, który pewnie bardziej zmęczył się od jeźdźca (cóż za wykorzystywanie zwierząt!). Otarł pot z czoła i schował miecz do pochwy. Pościg wyruszyć mógł za nimi, jeszcze świeżymi śladami. Nie wiedział co począć. Myślał nad tym, aby popędzić konie same, a na nogach już uciec w inną stronę.

Koza123:
Konrad również schował miecz.
-Istedd.- zaczął. Po chwili wziął głęboki wdech i mówił dalej.-Nie taki był plan. Co Ci odwaliło? Mogłeś zginąć człowieku. Pamiętasz, jak ustalaliśmy? Miałeś ich zaatakować dopiero po oddaniu przeze mnie strzału. A gdybym nie zdążył? Co wtedy?- mówił zdenerwowany.-Następnym razem oszczędź mi nerwów, dobra?- dodał po chwili. Tym razem w jego głosie rozbrzmiewała troska. O towarzysza i jego życie. Po chwili młody łowca odwrócił się do jeńca. Następnie znów do swego kompana.-Szkoda człowieka.- znów spojrzał na Liama.-Co się stało, że wpadłeś? Może zdołam Ci pomóc.- mówił.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej