Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dezerter

<< < (2/5) > >>

Eric:
Pomieszczenie, do którego wszedłeś, było wielkości Twojej kwatery. Przy tym w podobny sposób umeblowane i zagospodarowane. Właściciel najwyraźniej nie kwapił się, by dodać doń nieco swej własnej inwencji twórczej i zdał się na to, co oferowała mu organizacja. I chyba bardzo podobało mu się łóżko, bo właśnie tam teraz leżał w towarzystwie dwóch skąpo ubranych kobiet, wyraźnie zadowolonych ze swojego obecnego położenia. Informator natychmiast zerwał się z łóżka na wyprostowane nogi, wywołując tym stłumione śmiechy ślicznych dziewek. Poprawił kołnierz rozpiętej koszuli i uśmiechnął się ze skrępowaniem.
- Ty pewnie przyszedłeś dowiedzieć się, gdzie się podział nasz słodki dezerter, co? - zapytał. Jedna z kobiet spojrzała na ciebie wyzywająco i odsłoniła kawałek jedwabiu, którym była odziana, ukazując Ci sutek piersi. Mrugnęła z perwersyjnym uśmiechem na twarzy. Informator kontynuował.
- Szczerze mówiąc, nie potrafię tego sprecyzować. Rezyduje w jakiejś podłej chatce dzielnicy biedoty. Wschodnia część. Popytaj ludzi o "Człowieka bez głowy" - uśmiechnął się kpiąco. - Miło wiedzieć, że ludzie już wiedzą, co czeka ludzi, którzy samowolnie odchodzą ze Szwadronu - odparł i spojrzał na Ciebie wyczekująco.

Iddeous:
No, natychmiast tam się udam.Popytam ludzi. No, a tego kolesia czeka niespodzianka, krwista niespodzianka..- Iddeous puścił oczko do jednej z ponętnych dziewek. -Dzielnica Biedoty, jak ja nienawidzę tego miejsca, wolę zdecydowanie moją schludną kwaterę.- myślał.- Zazdroszczę mu takiego życia. Dziewki piękne, ale no cóż, w końcu jestem jeszcze żołnierzem. Iddeous pożegnał towarzystwo i ruszył w kierunku parszywej, brudnej i jakże biednej dzielnicy biedoty.

Eric:
Wskazówki, choć bardzo ogólne, w takiej dzielnicy, jaką jest dzielnica biedoty, mogły się okazać na wagę złota. Tam każdy za odpowiednią namową (zwykle pieniężną) byłby w stanie wydać najlepszego przyjaciela. Wszedłeś w jej niewyznaczone granice, które jednak wyraźną warstwą brudu, błota i kurzu oddzielały się od porządniejszych części miasta i od razu uderzył cię nieprzyjemny, szczypiący w nozdrza zapach rynsztoka, rzygowin, gówna, potu, uryny i nieumytych żebraków, którzy mnożyli się wszędzie niczym króliki o nadzwyczajnej potencji. Klęczeli, siedzieli, niektórzy leżeli uwaleni na brudnym, pękającym bruku, ubrani w brudne, podarte łachmany z cienkiego, nietrwałego materiału i służalczo zawodzili w stronę każdego przechodnia. Nie każdy o tym wiedział, ale byli oni bardzo dobrym źródłem informacji. Szczególnie wtedy, kiedy człowiek wiedział, w jaki sposób ich zadowolić. A co tu dużo mówić: interesowały ich okrągłe, złociste monety, za które mogli sobie pozwolić na chwilę luksusu przebijającą się przez ogólną nędzę, w której spędzali swe życie.

Iddeous:
Iddeous prawie zwymiotował z powodu odoru, który panował na ulicach w dzielnicy biedoty. Nie za bardzo też lubił rozstawać się ze swoim złotem, więc postanowił zrobić coś innego. Podszedł do żebraka, który okropnie śmierdział, ale wyglądał na dość inteligentnego. - Ej żebraku, podejdź tu do mnie.- rzekł żołnierz. Ty na pewno wiesz coś o ludziach tu przebywających. Otóż, interesuje mnie pewien człowiek o ksywce "Człowiek bez głowy..- Iddeous uśmiechnął się szyderczo, a przezwisko dezertera zaakcentował suchym, ochrypłym głosem.- Powiedz mi mój drogi, gdzieżby on mógł się ukrywać? Jak się dobrze spiszesz, może coś dostaniesz.- puścił oko do żebraka. -Kurwa jego mać, byleby długo nie gadał bo na serio puszczę pawia. Chyba zaoferuje mu kąpiel w nagrodę..- uśmiechnął się pod nosem.

Eric:
ÂŻebrak uśmiechnął się, odsłaniając pozbawione zębów, pokryte licznymi strupami dziąsła. Prosto w twarz buchnęła Ci fala przenikliwego smrodu, przywodzącego na myśl pieczarę smoka zatrutą oparami siarki.
- Panocku drogi mój - wypowiedział ledwo zrozumiałym bełkotem. Jego wzrok uciekał co chwila do stojącej za twoimi plecami kobiety z głębokim dekoltem i kusą spódniczką.
- Powim jo ci szysko, co wim, jak mi pan te dziewecke weźmisz załatwis - wyseplenił i drżącym palcem wskazał ów kobietę stojącą zaraz za Tobą.
- Rozumis panie, dawnom nie chyndozył - znów uraczył Cię bezzębnym uśmiechem. Dziewka, o którą chodziło staruszkowi stanowiła elementarny przykład portowej dziwki. Brudna, ze zwisającymi piersiami i nogami skrzywionymi od ciągłego ich rozszerzania i zachcianek co bardziej agresywnych klientów. Długie, nieuczesane włosy kołtuniły się wokół ramion, stanowiąc tym samym idealne naturalne środowisko dla wesz, pcheł i innego syfu. Jedynym przyzwoitym elementem jej wyglądu były zęby - ich czystość i biel niesamowicie kontrastowała z całokształtem wyglądu. Uśmiechnęła się do Ciebie tym powalającym uśmiechem i mrugnęła, już nieco mnie powalającym okiem okraszonym równie mało powalającą powieką.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej