Tereny Valfden > Dział Wypraw

Okno życia

<< < (2/11) > >>

Nessa:
   Po kilkunastu minutach doszedłeś do swojego domku. Będąc od niego oddalonym o kilkanaście metrów dostrzegłeś pakunek, o którym wspominał nieznajomy. Im bliżej byłeś swego starego lokum, tym więcej nabierałeś pewności - pod drzwiami znajdował się koszyk. Wysoki i od góry częściowo zasłonięty jakimś jasnym materiałem. Nie pozostało Ci nic innego, jak zajrzeć do środka. O, słodkości!

Anette Du'Monteau:
Zeyfar był nieco zdziwiony. Pierwsze myśli odegnał dość szybko widząc jasny kolor skóry dziecka. Westchnął nieco z ulgą. Teraz przyjrzał się nieco dokładnie dziecku. Wyglądało na zdrowe. Tylko po kiego grzmota jakiś facet ma mu podrzucać dziecko pod drzwi. Mauren zachodził w głowę, czy ostatnio interesy na czarnym rynku szły tak źle, że musiano zacząć handlować dziećmi. A może zaczynają teraz swoich szpicli tresować od samych narodzin? Jednak szczerze powiedziawszy Navarre nie miał pojęcia. Zaczął szukać jakiejś karteczki albo czegoś w tym rodzaju.

Nessa:
   I znalazł karteczkę obok malca, który przyglądał mu się teraz. Można pokusić się o stwierdzenie, że spojrzenie niemowlaka było zaciekawione, ale to ryzykowne, gdyż jak wiadomo wszystkie dzieci w tym wieku wyglądają tak samo. W każdym razie na karteczce napisany był jedynie adresat - Zeyfar Navarre.
   Minęły cię dwie młode dziewczyny chichocząc z powodu Twojej zdziwionej miny i zaglądając z zaciekawieniem do koszyka, co tylko spotęgowało ich śmiech. Musiałeś zadecydować, co zrobisz z uroczym fantem i swoim zleceniodawcą, a raczej jego pośrednikiem, gdyż to jedyny twój trop. Czy wrócisz do karczmy, czy poszukasz pomocy z malcem w świątyni, a może wybierzesz się na targ?

Anette Du'Monteau:
Mauren starał się odwzajemnić uśmiech w kierunku kobiet. Miało to wyglądać tak jakby panował nad sytuacją. Bo przecież panował, tak? Zeyfar uznał, że najlepiej będzie jeśli wróci do karczmy. Wziął zatem koszyk - bo jakim człowiekiem by był, gdyby go zostawił - i ruszył z powrotem. Po drodze spotkał więcej dziewcząt i uznał, że dzieciak to całkiem niezły patent na kobiece serca. Chyba, że to tylko piękne sploty wikliny tak zwracał uwagę na niego.

Nessa:
Patent na podryw może i niezły, ale do czasu. Będąc zaledwie kilkadziesiąt metrów do celu, malec rozpłakał się straszliwie. Twoje bystre oko sprawdziło, że nie jest to spowodowane brudną pieluszką. Głodny również nie był, gdyż swoje małe rączki, jeszcze przed chwilą schowane pod kocykiem, wyciągał w twoim kierunku. Usłyszałeś jeszcze tylko komentarz jakiejś grubej i zrzędliwej kobiety:
- Portek na miejscu nie umiał utrzymać, to niech teraz się bachorem zajmie, bo ten ryk łeb urywa! - krzyknęła i zniknęła w jednej z uliczek.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej