Tereny Valfden > Dział Wypraw
Gdy mrok ostrzy szpony: pierwszy krok
Hagmar:
Kurwa! Tera nam sie nie przyda. Dracon wyciągnął sztylet i dobił jeńca. Przerzucił ciało szlachcica przez ramie i ruszył na posterunek.
Xvier aep Deler:
- No nareszcie, 3 dni nudów na tym festynie teraz sie zabawie, nie to co jakieś tańce i inne badziewia.
Szybko dobyłem miecza i ruszyłem w euforii na jednego z przeciwników. Trafiło na najbardziej wysuniętego z przodu, był to ten sam którego goniliśmy. Ciąłem pionowo szarżując na przeciwnika. Mężczyzna jednak sparował, przez krótką chwilę krzyżowaliśmy miecze i patrzyliśmy na siebie z pogardą. Przeciwnik przerwał jednak moment zadumy rozcinając mój płaszcz sztyletem. Odskoczyłem, byłem już niesamowicie podniecony, czułem że za moment eksploduję. ÂŚcisnąłem mocniej rękojeść miecza i ugiąłem nogi w kolanach. Tym razem to przeciwnik wyprowadził atak, ciął z prawej. Sparowałem cios i wyczułem co chce zrobić, kopnąłem go w brzuch zanim zdążył użyć sztyletu. Natychmiast wykorzystałem przewagę i wykonałem cięcie, rozpłatałem przeciwnikowi klatkę piersiową i brzuch. Polała się pierwsza krew tego starcia. Wróg jednak nie zwrócił zbytniej uwagi na obrażenia, od razu przeszedł do ofensywy. Chciał wyprowadzić pchnięcie, udało mi się jednak zablokować atak i poprowadzić ostrze wprost na dłoń przeciwnika. Ze ścięgien zostały strzępy. Wróg odskoczył rzucił sztyletem na ziemię i chwycił miecz w zdrową lewą rękę. W tym momencie zbliżyłem się do przeciwnika i ciąłem pionowo, wróg zablokował atak jednak zdobyłem się na błyskawiczne kopnięcie w ranny brzuch. Przeciwnik zatoczył się pół metra w tył trzymając się za brzuch i upadł skulony na kolana. Podbiegłem do niego i nadepnąłem na miecz który wciąż trzymał w ręce. Podniosłem swoje czerwone od krwi ostrze i wbiłem bezpośrednio w 2 dłoń przeciwnika. Mężczyzna wypuścił miecz z ręki, teraz był bezbronny, kopałem go po głowie dopóki nie zemdlał.
0/1 tajemniczy gość
2/2 zabójca
Sado:
Wątek 2
Zakończono.
Sado:
Jeden z zabójców uderzył mieczem, przecinając Guttsowi lewe ramię. Kolejny niepewnym pchnięciem zranił Ociana w bok.
Mogul:
*mogul dziubuś
Mogul w ostatniej chwili odskoczył, no, w ostatniej to może za dużo powiedziane, ponieważ i tak ork oberwał. Cięcie musnęło tylko bok wielkoluda. No, kolejna blizna do kolekcji chociaż będzie. Tych blizn na swym ciele miał bardzo wiele, większość pamiętał jak je zdobył, ale są perełki, które nie wie skąd się wzięły. Nie było teraz jednak czasu na rozmyślanie, wróg znów zadał pchnięcie. Tym razem Mogul był przygotowany na to, zasłonił się swoim toporem. Mogul ustawił swoją broń pod kontem tak, że miecz przeciwnika bezpiecznie się po niej zsunął. Zostawił jednak rysę na toporze. Na szczęście go nie uszkodził. Mogul kontratakował uderzając z dołu. Przeciwnik zdążył zablokować. Sam miał mniejszą broń, którą można było szybciej władać. Siła była dosyć duża, więc przeciwnika odepchnęło. Ork wykorzystał to i dalej atakował. Całkowicie pochłonęła go walka, był w swoim żywiole. Wykorzystywało to dużo jego energii, wiedział, że jeśli będzie się tak dalej bawił, to zmęczy się tym za bardzo. Kolejnym trzecim uderzeniem chciał zakończyć pierwszą walkę. Przeciwnik zablokował je, lecz widać było, że też nadszarpnęło to jego siły. Dłoń z mieczem odsunęła się od ciała zabójcy tak, że odsłonił się. Mogul wykorzystał sekundę nieuwagi i podniósł topór do góry nad głowę, i walnął rękojeścią w głowę przeciwnika. Ten wiedział co zamierza, próbował się zasłonić, jednak przez swoje zdezorientowanie po ostatnim uderzeniu nie udało mu się to. Gdy już wróg zemdlał ork spojrzał się w stronę Guttsa sprawdzając jak on sobie radzi w walce. Nie chciał mu zbytnio przeszkadzać, bo to byłoby niekulturalne, jednak broń miał cały czas przygotowaną, jeśli znalazłaby się możliwość wkroczenia do walki.
0/1 tajemniczy gość - 1 nieprzytomny
1/2 zabójca - 1 nieprzytomny (zaraz go dobije)
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej