Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zabawa cienia

<< < (12/13) > >>

Istedd:
- Niechaj tak będzie, nie kłopocz się. - powiedział zatroskany możliwością, że jego przyjaciel może zadławić się jajecznicą i umrzeć. Wszak nawet takie przypadki mogły chodzić po ludziach.

Adaś:
Nie odpowiedziałem nic no słowa Istedda. Powoli jadłem dalej między, a kęsami popijałem herbatę. Gdy tylko skończyłem posiłek rzekłem do młodego kurka:Zbieramy się.
Wstałem zabrałem swoje manatki i kiwnięciem głowy pożegnałem karczmarza. Prosto z karczmy udałem się do stajni, osiodłałem konia. Wyprowadziwszy go na drogę wsiadłem i  ruszyłem powoli na wschód, w oczekiwaniu aż Istedd do mnie wyrówna.

Istedd:
Tak też stało się i w jego wypadku. Jako drugi dosiadł konia, po czym zrównał się z towarzyszem. Nie wiedzieć czemu nie miał ochoty na rozmowę. Pewnie przez tego stajennego, który dość niechętnie oddał im najzwinniejsze zwierzęta. Takie wszak były potrzebne: zwinne, a zarazem wytrzymałe. Nie kłopocząc sobie głowy Istedd jechał w milczeniu. Prowadził zdecydowanie starszy rangą kruk.

Anette Du'Monteau:
Mieliście do przejechania około 80km. Główna część traktu była wyrównana i zdatna do przejazdu. Niewielkie laski rosły na obrzeżach. Wielkością nie mogły się równać z tymi wokół siedziby i masywu górskiego Nagaz.

Istedd:
Istedd jechał koło swego towarzysza. Jechali spokojnie i miarowo, by nie męczyć zbytnio zwierząt. Droga wszak była druga i nie warto było niepotrzebnie gnać wierzchowce. Podziwiał w milczeniu las i drogę. Milczał jednakoż, gdyż nie czuł potrzeby zabrania głosu. Miecz miło ciążył. Czuł się bezpiecznie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej