Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zabawa cienia
Istedd:
- Niechaj tak będzie, nie kłopocz się. - powiedział zatroskany możliwością, że jego przyjaciel może zadławić się jajecznicą i umrzeć. Wszak nawet takie przypadki mogły chodzić po ludziach.
Adaś:
Nie odpowiedziałem nic no słowa Istedda. Powoli jadłem dalej między, a kęsami popijałem herbatę. Gdy tylko skończyłem posiłek rzekłem do młodego kurka:Zbieramy się.
Wstałem zabrałem swoje manatki i kiwnięciem głowy pożegnałem karczmarza. Prosto z karczmy udałem się do stajni, osiodłałem konia. Wyprowadziwszy go na drogę wsiadłem i ruszyłem powoli na wschód, w oczekiwaniu aż Istedd do mnie wyrówna.
Istedd:
Tak też stało się i w jego wypadku. Jako drugi dosiadł konia, po czym zrównał się z towarzyszem. Nie wiedzieć czemu nie miał ochoty na rozmowę. Pewnie przez tego stajennego, który dość niechętnie oddał im najzwinniejsze zwierzęta. Takie wszak były potrzebne: zwinne, a zarazem wytrzymałe. Nie kłopocząc sobie głowy Istedd jechał w milczeniu. Prowadził zdecydowanie starszy rangą kruk.
Anette Du'Monteau:
Mieliście do przejechania około 80km. Główna część traktu była wyrównana i zdatna do przejazdu. Niewielkie laski rosły na obrzeżach. Wielkością nie mogły się równać z tymi wokół siedziby i masywu górskiego Nagaz.
Istedd:
Istedd jechał koło swego towarzysza. Jechali spokojnie i miarowo, by nie męczyć zbytnio zwierząt. Droga wszak była druga i nie warto było niepotrzebnie gnać wierzchowce. Podziwiał w milczeniu las i drogę. Milczał jednakoż, gdyż nie czuł potrzeby zabrania głosu. Miecz miło ciążył. Czuł się bezpiecznie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej