Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nielegalny towar
Sado:
- Twoja matka puściła się z krasnoludem, chujku - wrzasnął Sado do jednego z nich, uśmiechając się zadziornie, i wypadł na zewnątrz, czekając, aż przeciwnik wyjdzie, by zadać mu niespodziewany cios.
Eric:
- Ożesz ty! - warknął ten, który stał bliżej drzwi. Prowokacja zadziałała niczym celnie wymierzony kopniak, rozzłościła jegomościa i skłoniła do opłakanej w skutkach szarży na zewnątrz.
- Skurwysynu! Tak ci przeoram mordę, że ork to przy tobie za przystojniaczka uchodzić będzie! - wrzasnął w biegu i splunął na ziemię. Drugi nie dał się sprowokować. Również zaczął zbliżać się do drzwi, ale powoli, bardziej rozważnie. Oczekiwał, co stanie się z jego kompanem. Widać miał od niego nieco więcej oleju we łbie.
Sado:
Gdy tylko ochroniarz wyskoczył na zewnątrz, czekała na niego klinga dowódcy Szwadronu. Miecz ciął ukośnie, rozcinając skórę na twarzy mężczyzny. Ochroniarz wrzasnął, ale zaraz spotkała go pięść Sada, wybijając przednie zęby. Białowłosy odskoczył do tyłu i ścisnął mocniej rękojeść. Po pierwsze, nie chciał ich zabić. Znaczy chciał, ale nie wypadało. Nie takie płotki. Ranny schował się za drzwiami, chcąc najwyraźniej sprawdzić, czy nie wypłynęło mu oko, wyglądał jednak na twardego, więc Sado spodziewał się wkrótce jego powrotu. Jego kolega zaraz wybiegł na zewnątrz, zachowując pewną ostrożność. Dowódca Szwadronu zrobił młynek mieczem, prowokując przeciwnika. Prawdopodobnie obaj byli gorzej wyszkolenie od niego, lecz posiadali lepszą broń. Wróg zaatakował. W jednym momencie wyprowadzili cięcie. Miecze zderzyły się od siebie, zaiskrzyły i odbiły w przeciwnych kierunkach. Następnie wojownicy obrócili się i skrzyżowali ze sobą ostrza. Ochroniarz wlepił wzrok w puste uczy Sada. Ten nie miał czasu na bawienie się w budowanie odpowiedniego klimatu. Sprawnym ruchem kopnął wroga prosto w krocze. Ochroniarz jednak okazał się twardzielem, najwyraźniej był odpowiednie wyszkolony. Nie zwolnił bloku, wręcz przeciwnie, cofnął się i wyprowadził kolejne uderzenie. Tym razem Sado uderzył mocniej, odbijając miecz przeciwnika w jego stronę. Wróg stracił na chwilę balans, co świetnie wykorzystał dowódca Szwadronu. Zaatakował jeszcze raz, tym razem w sam środek ostrza przeciwnika. Miecz znów się odbił, trafiając właściciela prosto w twarz. Klinga wbiła się lekko w czoło. Ochroniarz jęknął, ale nie dawał za wygraną. Wycofał się i zaczął okrążać Sada. Krew cieknąca z czoła zaczęła zalewać mu oczy, przez co widział coraz to gorzej. Dowódca nagle ruszył do przodu. Skierował miecz poziomo, najwyraźniej chcąc uderzyć od boku, ale w ostatniej chwili przerzucił ostrze do drugiej ręki. Miałby doskonałą okazję do ataku, gdyby zrobił to pół sekundy wcześniej. Nie zdążył uderzyć, a sam wystawił się na kontratak. Ledwo udało mu się wykonać unik, ustawiając się bokiem do pionowo lecącego ostrza wroga. Sado rzucił się do przodu, przeturlał po ziemi, szybko wstał i odzyskał równowagę. nie zostało mu dużo czasu. Zaraz przyjdzie drugi ochroniarz, a walka z dwójką w jego obecnym stanie nie zapowiadała się zbyt dobrze. Na dodatek jego przeciwnik nie tracił na sile, najwyraźniej był zahartowany. Sado odetchnął. Postawił wszystko na jedną kartę. Mocno ścisnął miecz i jeszcze raz ruszył na przeciwnika. Wyprowadził pierwszy cios, który napotkał na blok. Cofnął ostrze i uderzył kolejny raz, tym razem z ukosa. Ten atak także został sparowany, jednak dowódca na to liczył. Przesunął mieczem po klindze wroga, spuścił ją w dół, po czym z całej siły podbił broń ochroniarza w górę, całkowicie go odsłaniając, nim ten zdążył się wycofać. Miał świetną okazję. Ciął pierwszy raz. Miecz przeciął miękki materiał i podciął ścięgna na przedramieniu prawej ręki. Ochroniarz musiał wypuścić broń z ręki, gdyż ta odmówiła mu posłuszeństwa. Drugi cios wymierzony był w udo. Broń wbiła się w nogę i przeorała mięsień. Wróg Sada osunął się na kolana, a następnie upadł całkiem na ziemię. Dowódca Szwadronu kopnął go jeszcze w głowę, upewniając się, że nie przeszkodzi mu w kolejnej walce. Zresztą nie mógł ruszać ani ręką, ani nogą, a cios w głowę prawdopodobnie pozbawił go przytomności.
- Wyłaź, gnoju, bo sam do ciebie pójdę! - wrzasnął Sado do środka magazynu, czekając na pojawienie się drugiego - rannego - ochroniarza.
Walka bronią sieczną 75%, akrobatyka.
Eric:
Drugi ochroniarz kucał w ciemnym kącie i kurczowo przyciskał dłoń do rany, z której obficie lała się gorąca krew. Zaklął szpetnie pod nosem i pomyślał, że zdecydowanie za mało mu płacą. Drugą dłonią wymacał gdzieś na ziemi pręt, który najwyraźniej komuś się zawieruszył. Podrzucił go parę razy, po czym cisnął w Ciebie z zawiścią. Pręt płazem uderzył Cię w żebra i na chwilę pozbawił tchu. Zza jednej ze skrzyń wybiegł za to nieco skulony ochroniarz, wykorzystując moment Twojej słabości.
Sado:
Sado schylił się, łapiąc lewą ręką za trafione miejsca. Kroczył do tyłu, starając się zwiększyć dystans, ale bandyta był szybszy. Uniósł rękę z mieczem, chcąc opuścić ją na głowę żołnierza, lecz ten machnął bronią, zmuszając wroga do cofnięcia się. Sado wziął głęboki wdech. Chwila słabości odeszła. Chwycił pewniej miecz i przybrał postawę. Atak nadszedł do lewej. Mężczyzna lekkim ruchem sparował uderzenie, po czym szybko wyprowadził kontratak. Ochroniarz nie był jednak taki zły. Mimo rany wykonał blok, krzyżując ze sobą miecze. Sado pchnął ostrzem w bok, wybijając je na odpowiednią odległość, a następnie wykonał coś, czego jego przeciwnik w ogóle się nie spodziewał. Nie pchnął, co wydawało się najrozsądniejsza opcją, chociaż trochę ryzykowną, lecz wziął krótki zamach i uderzył z impetem ponownie z klingę przeciwnika. Ochroniarzem aż zarzuciło. Nie chciał wypuścić broni, więc niemal stracił równowagę. Teraz Sado mógł być pewny. Wyprowadził szybkie cięcie, ale nie uderzył nad biodrami, bo mógłby w ten sposób doprowadzić do śmierci wroga. Ostrze trafiło na żebra, łamiąc jedno z nich i przecinając skórę. Ubranie natychmiast przebarwiło się brunatną barwą. Dowódca szwadronu uśmiechnął się złośliwie i natychmiast wycofał. W biegu chwycił żelazny miecz pokonanego ochroniarza i zważył go w dłoni. Nie mając czasu na zastanawianie się, złapał rękojeść od dołu, odchylił się do tyłu i rzucił mieczem w biegnącego ku niemu przeciwnika. Ochroniarzowi ledwo udało się uniknąć lecącego ostrza, ale nie zauważył już pędzącego do niego Sada. Dowódca szwadronu wykonał błyskawiczne cięcie, rozcinając ubranie i skórę na ramieniu prawej ręki. Bandyta zawył żałośnie, ale nie rezygnował z walki. Wyprowadził uderzenie, które Sado bez większych problemów sparował. Jego ciosy nie straciły na sile i szybkości, ale były jakby bardziej nerwowe, łatwiejsze do przewidzenia i sparowania. Człowiek bronił się przed uderzeniami bez trudów, cierpliwie czekając na okazję. Kiedy ochroniarz wziął większy zamach, Sado schylił się i skoczył do przodu dzięki swym akrobatycznym zdolnościom. Pięścią uderzył w splot słoneczny, a ostrze wymierzył w gardło wroga.
- Rzuć broń - rzekł cicho, kłując ostrzem grdykę mężczyzny. Po szyi spłynęła strużka krwi. Ochroniarz rzucił miecz i podniósł ręce w górę. Sado uderzeniem łokcia w tył głowy pozbawił go przytomności. Następnie zaciągnął nieprzytomne ciała do wnętrza budynku, gdzie starannie je związał, by obaj nie mogli uciec, gdy się już ockną. Po wykonanej czynności rozejrzał się wokoło, dostrzegając zejście w dół. Ostrożnym krokiem ruszył w tamtym kierunku.
walka bronią sieczną 75%, akrobatyka
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej