Tereny Valfden > Dział Wypraw
W stronę gór
Julian:
Słońce powoli wschodziło, rozjaśniając pola pszenicy przed nami. Stwarzało to piękny krajobraz. Gdybym tylko umiał malować. Bardzo piękne. Idealny początek wyprawy. Zdolny malarz stworzyłby z tego drogocenny obraz.
- Możemy się cieszyć, bo w tych okolicach zła nie ma. Czasami tylko jest coś do roboty. To jest dobre, mamy czas na szkolenia, które przygotowują nas. Nie wiadomo kiedy będziemy naprawdę potrzebni.
Ale skupmy się na zadaniu! Mamy tylko przewieźć list. Nie jest to zbyt trudne wyzwanie. Nie zdziwię się jeśli nie spotkamy żadnego przeciwnika.
Nadal patrzyłem na wprost siebie, a w głowie zaczęła się kłębić jedna myśl: KAWY!
///Got:
Tak mówimy
Tak myślimy
Patty:
Konie spokojnie szły przed siebie w przyjemnym chłodzie wiosennego poranka, co rusz rozbijając kopytami błoto. Drogi wciąż były rozmokłe po niedawnych deszczach, jednakowoż były już przejezdne, co wykorzystywali zakonnicy. Wciąż byliście w pobliżu fortecy ÂŚwitu, przez co dało się dostrzec okazjonalnych podróżnych, kierujących się w stronę zakonu.
Wjechaliście w mały zagajnik, droga zaczęła delikatnie kołować wśród drzew.
Julian:
Mimo, że podróżowaliśmy od ponad godziny, zdawało się, że stoimy w miejscu. Przez cały czas mijaliśmy podróżników zmierzających do Bractwa. Na nasz widok zatrzymywali się i milcząco kiwali głowami. Czułem na ten czas dumę mieszającą się z odpowiedzialnością. Organizacja miała renomę na całej wyspie, ale to My będziemy pierwszymi, do których się zwrócą, gdy będą w niebezpieczeństwie.
Nawet nie zauważyłem, gdy wjechaliśmy w mały zagajnik pełny zakrętów. Jeśli jeszcze raz będzie jakiś zakręt, to zasnę. Nie dość, że Danko jest wielce lakoniczny, to jeszcze mam ochotę ponarzekać. Ach kawo! Gdzie ty jesteś.
got2:
Danko cały czas rozglądał się na przechodzących ludzi którzy kłaniali się i schodzili z drogi. Elf był nieco znużony podróżą. Ale to wyprawa więc postarał był silny i trzymał się. Przez pewien czas przypominał sobie młodość. Po pewnej chwili zauważył że krzaki jakby się z lekka ruszyły. Elf zaczął powoli przesuwać ręką ku rękojeści. Chciał powiedzieć o tym towarzyszowi, ale nie wiedział czy rzeczywiście jest jakieś niebezpieczeństwo.
// Tak może być <anioł>
Patty:
//Okazało się, że to zwykła wiewiórka. Wybiegła z piskiem z krzaków i z astronomiczną prędkością wbiegła na drzewo, kryjąc się wśród gałęzi
Po nieokreślonym już bliżej czasie męczącej jazdy ujrzeliście przed sobą wioskę Lumi:
Spokojnym tempem wjechaliście do wioski, ludzie po niedawnej historii z nawiedzonymi ruinami od razu poznali w was zakonników Bractwa i machali przyjaźnie rękami na powitanie. Julian znał drogę i szybko poprowadził was do domu sołtysa. Zresztą nawet tego nie było trzeba, jego dom był najokazalszy w całej wsi, szybko można było to poznać.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej