- Czyli oblężenie pełną gębą - rzekł Ra stając w strzemionach i z góry lustrują tereny przed miastem. Uwagę przytoczyła magiczna bariera. Na ogól niewidzialna ale co chwila po niewidzialności przebiegały magiczne promienie, nerwy energii, półkula ukazywała się. Gunses kojarzył kilka barier z historii. Zwłaszcza tą w Górniczej Dolinie Khorinis. Barierę, którą można było przejść do wewnątrz, ale nie można było z niej wyjść i jej słynny upadek. Oraz barierę nad stolicą, nad Vengardem. Barierę, której nie można było przekroczyć z żadnej strony. Taaak, magiczna bariera. Izolacja, idealna tarcza
- Jest naprawdę piękna - rzekł mówiąc o barierze - Taka cicha, spokojna, stała. Jak bańka mydlana. Ale drzemie w niej siła, którą ciężko zburzyć - potem spojrzał na teren w okół bariery, który niczym pierścień, czy pas, otaczał w koło stolicę imperium. Tysiące namiotów i baraków, trzepot proporców i flag, setki huczących ognisk, zapach pieczonego mięsa i gwar wojska. Cadacus zauważył siebie, kiedy był człowiekiem. Zauważył siebie pośród starych ruin na pustyni Ohsi, wśród braci asasynów, przy huczącym ognisku, w szacie, licząc swój dzienny łup, gadających o tym co ich spotkało. Klan Ohsi... Oj tak, Gunses dużo by dał, żeby tam wrócić. Na wyspę o nazwie Marant, do miasta Ombros gdzie wszystko się zaczęło, na pustynię Ohsi do starych ruin, gdzie dojrzewał i do Fortecy Magii, gdzie w podziemiu porzucił swą naturę. Oj tak, Gunses dużo by dał, żeby móc tam wrócić.