Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (96/118) > >>

Eric:
- Elegancko - pokwitował robotę dwóch panów o zręcznych palcach. Jako pierwszy przeszedł przez kraty, uśmiechając się przy tym do brata. Stanął w blasku jednej z dających nikłe światło pochodni i czekał na towarzyszy. Odgłosy walki sprawiały, że Diomedes robił się niecierpliwy. Wiedząc jednak o wadze ich misji szybko poskromił te niebezpieczne uczucia, które zdecydowanie nie powinny stać się w tej chwili domeną mentalności młodzieńca. Zastanawiało go tylko jedno. Po co Om porwał Aragorna? Gdyby chciał go zabić, mógł to zrobić wcześniej. Najwyraźniej chciał zwabić tu lojalnych wobec niego ludzi, by pozbyć się potencjalnego zagrożenia. Ale takie wytłumaczenie w jednym ze swoich odnóży mogło zawierać śmierć dracona już tu, w lochach. Bo przecież najzagorzalszym jego zwolennikom wystarczyłby choćby pretekst, nikła nadzieja, że on żyje. A do takich zwolenników należał wysoko postawiony w Samotnych ÂŁowcach Zeyfar, który mógłby tę akcję nawet wymusić. Tylko że Om nie mógł o tym wiedzieć. Liczne prawdopodobieństwa szalały w jego głowie. Nie potrafił wydobyć tego najbardziej racjonalnego, gdyż zawsze w kluczowym miejscu pojawiał się jakiś kruczek, bezsensowny punkt, który ważył o wszystkim. Jego rozmyślania przerwała nagła wrzawa. Ra w lekkomyślny sposób sprowokował straże do sprawdzenia miejsca, które wydawało się być tylko nieprzeniknioną ciemnością. Zmuszony do szybkiego ukrycia się, Diomedes skulił się przy ziemi, przylgnął do ściany i owinął szatą tak, że odsłaniała tylko jego oczy.

Anette Du'Monteau:
Zeyfar przypadł do niewielkiej krzywizny przy ścianie. Na szczęście była dostatecznie duża aby schować jego sylwetkę. Mauren naciągnął kaptur, zamknął oczy i przylgnął do swojej kryjówki niczym ćma kryjąca się w dzień przed drapieżnikiem.

Anv:
Moja reakcja była błyskawiczna. Szybko odnalazłem wzorkiem niszę w ścianie i zatopiłem się w niej. Sztuki kamuflażu były wazne w czasie szkolenia łowców, teraz pokazywały jak są przydatne.

Gunses:
//Wypada poczekać na Nudę :)

Julian:
Po upadku bariery masa ludzi i sprzętu ruszyła naprzód. Setki wojowników jednocześnie ruszyły naprzód, z żądzą krwi w oczach. Czas na walkę. Teraz o wszystkim zadecyduje miecz i tarcza.. Schowałem fajkę do kieszeni, zdjąłem tarczę z pleców, a z pochwy wyciągnąłem miecz. Zacząłem biec. W około trwała walka. Wojska cesarskie wbiły się niczym klin w oddziały legionistów stojące pod główną bramą. Rozpoczęła się krwawa łaźnia. Musiałem jak najszybciej biec, aby osiągnąć granicę murów, by być bezpieczny od nadlatujących w około bełtów. Biegnący obok mnie żołnierz otrzymał postrzał w szyje. Trzeba jak najszybciej zlikwidować ten oddział kuszników. Dobiegłem do muru, który był po części rozbity. To pewnie sprawka upadku bariery. Przynajmniej mam łatwiej Zatrzymałem się. Zacząłem się bacznie rozglądać. Gdzie są Ci kusznicy. Do diabła! Nagle zauważyłem schody, który prowadziły do wpół rozbitej wieży. Budowla i to dokładnie naprzeciw miejsca, z którego biegł obok mnie ten żołnierz. To może być właśnie tutaj. Zacząłem cicho wchodzić po schodach. Mam nadzieje, że na tej wieży  nie ma za dużo żołnierzy. Wpaść w niewolę to ostatnie, o czym marzę.Zobaczyłem ich. Dwóch wysokich mężczyzn. Kusznicy. Z zapałem strzelali w stronę oddziałów cesarstwa. Kompletnie zapomnieli o ochronie schodów. Uśmiechnąłem się pod nosem.
A może jest ich więcej? Będę musiał zaryzykować. To moja szansa. Ode mnie zależy ilu wojowników zginie.
Nagle jeden z nich odszedł w nieznanym mi kierunku. Podbiegłem do nic niespodziewającego się kusznika, zamachnąłem się i miecz trafił go w plecy. Wrzasnął przeraźliwie, ja jednak byłem obojętny na jego krzyki i zaatakowałem. Trafiłem go ponownie w to samo miejsce.. A on usunął się na ziemie bez życia. Sprawdziłem mu puls.
-Nie żyje. Teraz czas na drugiego. Tylko gdzie on jest?
Nie musiałem zastanawiać się za długo. Obok mojego ucha świsnął bełt. Drugi kusznik strzelał do mnie. Wyciągnąłem tarczę naprzód, aby chronić się przed bełtami i szedłem w jego kierunku. On jednak odrzucił kuszę i wyjął miecz z pochwy.Tego się nie spodziewałem Zaszarżował na mnie. Sparowałem miecz tarczą i uderzyłem go.
Nie spodziewał się takiego zagrania. Zamachnąłem się mieczem, a on lekko oszołomiony nawet nie podniósł miecza. Trafiłem go w klatkę piersiową niszcząc pancerz. Ułatwiło mi to zadanie. Zamachnąłem się drugi raz i zrobiłem mu w klatce piersiowej długą krwawą wstęgę. Wziąłem łyk wody z mojej manierki. Zacząłem iść wzdłuż murów…

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej