Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Gunses:
- Za mną - rzekł Ra i pobiegł przez kanały. Kiedy w namiocie generała przypatrzył się mapie, zapamiętał ją. teraz wystarczyło tylko iść zgodnie z nią. Jeden tunel, drugi i skręt w prawo. Dalej dwa tunele i skręt w lewo. Dalej...
- Nosz kurde. Kraty. Zamek trochę skomplikowany, chyba krasnoludzki, bo na duży klucz. Ktoś potrafi to jakoś otworzyć?
//A co, niech się złodzieje wykażą! (Zamek K2-11B, na dwa wytrychy i tam coś wymyślcie sobie) :P
Eric:
- Na mnie nie patrz - powiedział, nie ukrywając swojej bezradności. - Zeyfar chyba potrafi tymi wytrychami szperać w zamkach. Tylko gdzie on się podziewa? - zapytał i wlepił zatroskany wzrok z w kraty stanowiące kolejną, po barierze, warstwę obrony miasta.
- A nie możemy tego jakoś rozpieprzyć po cichu? - zasugerował. - Anv dysponuje siłą większą niż przeciętny człowiek - wytłumaczył.
Anv:
- Czekajcie. - rzekłem mijając Ra i Diomedesa. Szybkim ruchem wyjąłem wytrych z kieszeni. Delikatnie umieściłem ją w dziurce na klucz. Teraz musiałem odnaleźć wszystkie zapadki. Raz w lewo. Poszło gładko, przesunąłem wytrych dalej. Tu zamek także nie był jakoś wybitnie skomplikowany i kolejny ruch w lewo. Niemal na wyczucie, znając zasady zamków, przesunąłem wytrych lekko do przodu i obrociłem w prawo. Teraz jednak nie mogłem odnaleźć żadnej możliwej konfiguracji. Czyli jednak ktoś się postarał przy odpowiednim zabezpieczeniu. Nie obeszło się bez drugiego wytrycha, umiejscowiłem go dokładnie pod tym pierwszym. Uniosłem koniec lekko do góry, pod delikatnym kątem w bok i znów odnalazłem przestrzeń do obrócenia mojego zastępczego klucza. łatwym zadaniem to nie było, gimnastyka palców jak trzeba. Dolnym wytrychem odnalazłem jeszcze dwie cylindryczne zapadki, po czym jego kanał był juz w pełni otwarty. W tym momencie można było wreszcie przesunąć także górny wytrych. Co ciekawe, wszystko to robiłem z niesamowita precyzją, do tego stopnia, iż nie wydobywałay się niemal żadne dźwięki, jakie możnaby usłyszeć gdyby zamek otwierał nowicjusz. Teraz dwie proste sekwencje u góry, zamek wydał lekki chrżest a ja wyjąłem wytrych i pchnąłem drzwi. - Proszę. - po czym ułożyłem teatralnie rękę na brzuchu, wskazując na przejście.
Anette Du'Monteau:
-Wy magowie to tylko rozpieprzać byście chcieli wszystko. Potem się dziwią, że meteory z nieba spadają nagle. - mruczał Zeyfar podchodząc do zamka. Przyjrzał się nieco mechanizmowi z zewnątrz i wyciągnął skórzane zawiniątko. Miał tam wytrychy różnego rodzaju, odpowiednie na każdą okazję. Obejrzał jeden, drugi, trzeci...aż w końcu trafił an ten dobry. Zwinnymi palcami zaczął majstrować przy zamku wespół z Anvem. Z precyzją godną zegarmistrza wykonywał swoją robotę. Usłyszał brzęk jednej zapadki. Zmotywowało go to to dalszego działania. Kolejne sekundy opiewały w odgłosy wrzasków z zewnątrz i przekręcanych mechanizmów. Nagle zamek ustąpił. Zeyfar wstał z triumfalnym uśmiechem i pozbierał resztę drobiazgów.
-Droga wolna panowie. - rzekł z nutą wyższości
Gunses:
Bo za pierwszą krata była druga! O!
- Dobra robota - rzucił do chłopaków i ruszyliśmy dalej. Teraz prosto, i schodami w górę, dalej dwa tunele na lewo i skręt w trzeci. I tutaj kręciło się już kilku strażników. Dokładnie pięciu. Przechodzili się z pochodniami po kanałach. Z przerażeniem stwierdziliśmy, że to lochy, w których skazańcy umierali wręcz z głodu. Było tutaj dużo ciemniej. Kilkanaście rąk nagle zaczęło wystawać zza krat, próbując nas złapać. Jeden z nich uchwycił elfkę, przyciągnął. Kłapał za nią przegniłymi dziąsłami. Ra odwrócił się
- Odsuń głowę - rzekł do Elfki, ta przechyliła głowę na tyle na ile pozwalał jej uścisk wychudzonej ręki mężczyzny. Gunses wymierzył cios pomiędzy kraty. Coś chrupnęło, odór zgnilizny przyćmił zapach krwi, mężczyzna puścił dziewczynę, potoczył się i upadł na posadzkę. Niestety to zwróciło uwagę straży, gdyż światła zaczęły połyskiwać coraz bliżej. Gunses zaklął
- Kurwa! Pod ściany, za kolumny, w nisze i chicho! Bez akcji! Muszą nas minąć! Jazda! - rzekł i sam przykleił się do ściany. Zarzucił kaptur. W krzątaninie pozostałych miał czas by niepostrzeżenie stać się niewidzialnym. Dwójka strażników była już kilka kroków przed wejściem...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej