Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Dragosani:
Gdy słońce skryło się za horyzontem i nad polem bitwy zaległ mrok, Zeleris wstał. Nadszedł czas działania. Otrzepał szatę z piasku i poprawił plecak. Spojrzał na miasto. Prócz blasku bariery, rozświetlane było tysiącami latarni, pochodni i innymi źródłami światła. Całkiem ładny widok. Lecz nie był to czas na delektowanie się wrażeniami estetycznymi. Dracon rozłożył skrzydła i machnął nimi potężnie. Chciał najpierw podlecieć kilkanaście metrów w górę i dopiero tam rzucić zaklęcie.Tak też uczynił. Wzniósł się nad obozem, pod sobą pozostawiając namioty, armię i przyziemne sprawy. Tutaj, w przestworzach, czuł się najlepiej. Tutaj właśnie był bez wątpienia najbardziej skuteczny. Czuł wiatr owiewający mu twarz, słyszał jego szum... pomogło to wczuć się w zaklęcie, którego miał użyć. Miał się stać jednością z wiatrem. A nawet więcej, miał być wiatrem. Delikatnym powiewem nocnego wiatru letniej pory, albo też prawdziwym huraganem. Przymknął oczy i skupił się na własnej duszy, na źródle swojej mocy. Nie musiał się spieszyć, powoli synchronizował się z żywiołem, wizualizując zaklęcie i pobierając moc. W końcu wyszeptał inkantację.
- Elishashqihu... - szept był cichy, ledwo słyszalny dla samego Flamela poprzez szum powietrza w przestworzach. Lecz efekt był prawidłowy. Jego moc zaczęła przemieniać jego ciało. Rozpływał się i parował. Wciąż był materialny. Tak materialny, jak samo powietrze. Gdy przemiana dobiegła końca, Zeleris jako podmuch, powiał w kierunku bariery. Był tylko powietrzem, więc jej magia powinna go przepuścić. Jeżeli zaś się pomylił... cóż wtedy miałby problem.
Isentor:
//Mag w formie wiatru, po użyciu zaklęcia przemiany w wiatr nie jest w stanie przekroczyć magicznej bariery utworzonej z niebieskiej rudy.
p.s.
Jeśli komuś zależy na treści usuniętego postu niech zgłosi się do mnie na PW.
Dragosani:
// Dobrze, tato
- ... - zaklął Flamel, gdy bariera po prostu go odepchnęła. Rzecz jasna nie mógł nic powiedzieć, dlatego też jego klątwa przybrała właśnie niemą formę. Zrozumiał, że zaklęcie Wiatru nic nie dało. W sumie mógł się tego spodziewać, lecz interpretował całą akcję w nieco odmienny sposób, niż powinien. Odleciał kawałek od bariery i rozproszył zaklęcie. Nie było sensu go dłużej utrzymywać. Gdy wrócił do dracońskiej postaci przyjrzał się miastu przed sobą. Wyraźnie widział swój cel - Boską Wieże. Mógł więc po prostu się tam teleportować. Oczywiście podnosiło to ryzyko wykrycia, ale cóż... Mag wbił wzrok w przestrzeń nad wieżą, po czym rozpoczął proces teleportacji. Zwizualizował swoje ciało jako energię magiczną i impulsem woli posłał ją ku wybranemu punktowi. Magiczna podróż trwała ułamek sekundy. Flamel natychmiast po pojawieniu się nad wieżą, poszybował w dół. Bacznie rozglądał się za patrolami straży i gdy uznał, że może w miarę bezpiecznie wylądować, uczynił to. Zdjął plecach i podszedł pod samą wieżę. Będąc tam wysunął lont z pakunki, a samą bombę włożył we wnękę w ścianie wieży. Wiedział, ze ma mało czasu. Pobrał więc odrobinę mocy i wyszeptał inkantację Ognistej Strzały.
- Osh Isarish Izqiash, Izqihuxuash Grash. - nad jego dłonią pojawił się mały płomyk. Dracon nie czekał i ujmując go psioniką, przyłożył ogień do lontu. Ten zajął się natychmiast. Jasne iskry zaczęły pełznąć po nim ku pakunkowi z prochem. Zeleris odskoczył i machając skrzydłami wzniósł się w powietrze. Miał dziesięć sekund. Odlatując w myślach odliczał... 10, 9, 8, 7...
Hagmar:
... 3, 2, 1... //www.youtube.com/watch?v=zsTRxXvQY0s
Z wieży jak i sporej części dzielnicy wiele nie zostało, fala uderzeniowa zmiotła Zelerisa który wpadł przez dach do jakiegoś domu. A bariera padła.
Julian:
Siedziałem przed namiotem i paliłem spokojnie fajkę. Pyszne, lecz muszę ograniczyć jeszcze się uzależnie.
Nagle usłyszałem potężny huk.
-Co do jasnej...
Odwróciłem się w kierunku do miasta i zobaczyłem, że bariera padła. Zdjąłem intuicyjnie tarczę z pleców i wyjąłem miecz z pochwy. Czas na szturm.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej