Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Eric:
- Wiem, ale ostrożności nigdy za wiele - mruknął i rozejrzał się po plaży. W jakiś dziwny sposób, zamaskowani goście cały czas szwendali się nieopodal Ra. Tyle że Diomedes nic nie mógłby z tym zrobić. Otwarta konfrontacja skończyłaby się źle, poza tym nawet nie miał powodów, by do niej doprowadzić. Teraz był zdany na oczekiwanie.
Gunses:
- Odpocznij więc. Nie wiadomo kiedy przyjdzie nam wyruszyć - rzekł Ra miłym głosem, był opanowany bo jego ta sytuacja nie drażniła - Niech każdy robi swoją robotę a będzie dobrze. Właściwie, to będę musiał porozmawiać z kimś z tych stron, co do zagrożeń jakie można tutaj spotkać. Nosferau, Nacjo, może przejdziemy się do kogoś, kto zna te tereny lepiej? Zeyfar będzie będzie mógł nam kogoś takiego wskazać.
Mogul:
- Diomedesie? Nie mylę imienia? Nie wiem po co cały czas snujesz swoje głupkowate teorie. Martwisz się bez potrzeby i wykańczasz tym wszystkich. Możesz dalej być skupiony na nas, ale jak coś innego zaatakuje, będziesz bezradny i zaskoczony, bo wolałeś tylko mnie i moich towarzyszy obserwować. Zajmij się czymś innym najlepiej. Aye, Ra, dobry pomysł.
Gunses:
Ra popatrzył na Dioma. Rzecz jasna, nie mógł nic tym wzrokiem powiedzieć. Szpary maski patrzyły więc czernią. Nieprzeniknioną czernią. Czy to była wina maski? Tego nie wiedzieli.
- Nacjo ma rację - rzekł Ra spokojnym głosem w którym dźwięczało coś mrocznego - Zajmij się innymi sprawami.
Eric:
- Głupkowate teorie? - prychnął. - Widzę, że cała wasza banda charakteryzuje się srogą bezczelnością. Godne pokwitowania - mruknął. - Nie wiem, może wasz "trening" - zaakcentował prześmiewczo. - Nie mówił o niczym takim, jak czysta ostrożność, ale ze mną jest inaczej. I wyobraź sobie, że trzy, zamaskowane postacie, które pod pretekstem jakiegoś kodeksu nie chcą pokazać twarzy i oczekują zaufania, wcale tego zaufania nie budzą. Wręcz przeciwnie - zaoponował natychmiast. Nie podobała mu się postawa Nacjo. Był zbyt cwany, jakby przekonany o tym, że nic mu się nie może stać. Wydawało się, że w przeciwieństwie do reszty zamaskowanych, ten był młodszy i niedoświadczony. Diomedes uśmiechnął się paskudnie pod nosem, wiedząc, że życie pewnie zgotuje temu cwaniaczkowi jeszcze jakieś paskudne niespodzianki, które go nauczą nie zadzierać nosa w tak bezczelny sposób.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej