Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi
Nessa:
- Nie, nie, nie, nie, nie. Nawet tak nie myśl! - elfka pomachała energicznie dłońmi w zaprzeczeniu. Dopiero teraz zrozumiała, jak jej słowa mogły zostać odebrane. Zmieszała się jeszcze bardziej, ale teraz jej reakcja była inna, gdyż nie spuściła głowy, a patrzyła się na dracona, próbując mu w ten sposób dać do zrozumienia, że wcale nie chce się go pozbyć. Normalnie położyłaby jeszcze przyjacielsko dłoń na ramieniu, ale przy tak dużym bydl...mężczyźnie wyglądałoby to dziwnie. - Sądziłam, że teraz wszyscy pójdziecie wesoło się napić i integrować. Bo tak chyba zawsze było... - dodała lekko zamyślona, po czym rozejrzała się po pokładzie. To dziwne. Nikt poza Julianem nie poszedł się napić.
Dragosani:
- Och, oczywiście nie wątpiłem, że nie próbujesz mnie pozbyć. - odparł mag, gdy elfka zaczęła dość intensywnie zaprzeczać temu. Jednak pozostawała kwestia tego, że w ogóle zadał takie pytanie. To nieco podważało jego kolejna wypowiedź. - Po prostu musiałem to skomentować. Wrodzona złośliwość. - wyjaśnił z uśmiechem. Również rzucił okiem po pokładzie. Nie dziwiło go może to, że pić poszło tak mało osób. Ale to, że nie poszedł Diomedes. Uśmiechnął się krzywo.
- Widocznie nasza mała gromadka dorasta. - skomentował zerkajać na Nudę.
Nessa:
- A może Adamus za cicho rzucił swym pomysłem. Nie chcę nikogo oceniać, ale być tutaj i nie napić się sake? - mówiąc to elfka zacierała dłonie, które były już zimne. Nieprzyjemna rzecz. Dodatkowo Nuda starała się powstrzymać podzielenie się opinią z magiem, ale nie mogła. Zagryzła górną wargę, odczekała chwilę i dodała tonem typowym dla długouchego czyli lekkim, pewnym siebie i gdyby nie była uroczą niewiastą, to można by pomyśleć że pogardliwym:
- Nie zapominaj Zelerisie, że złośliwość to jad, który zatruwa umysł.
Eric:
Kolejne prychnięcie stało się niemalże nachalne, ale Diomedes miał to gdzieś. Od dawien dawna miał coś w sobie z cynika.
- Ukrywanie twarzy ma uczyć pokory? - powiedział z niedowierzaniem zahaczającym o kpinę. - W jaki sposób? - zapytał, wiedząc, że odnalezienie odpowiedzi na to pytanie będzie trudne. Nivellen czuł, że coś tu się nie trzyma kupy. Ta organizacja utworzyła się zbyt niedawno, zbyt nagle. Więc skąd tak dziwaczny kodeks? Po co wychodzili z cienia, skoro wcześniej tak skrzętnie się ukrywali? Może byli szpiegami z Imperium? Diomedes przeklął Zeyfara, że tak łatwo pozwolił nieznajomym dołączyć do ratowniczej eskapady. To było lekkomyślne.
Anv:
- Może i tak, a może to poprostu nasze rodowe przywitanie. Jebnąć w plecy najmocniej jak można? - stwierdziłem spoglądając na brata. Przysłuchałem się jego rozmowie z zamaskowanym, mhrocznym towarzystwem, po czym znów otworzyłem usta celem wypowiedzenia kilku słów.
- Odpuść chłopakom, nie chcą, niech nie mówią. Ważne, żeby byli lojalni.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej