Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tańce z liszami - Na ratunek Aragornowi

<< < (29/118) > >>

Gunses:
Gunses wyprostował się. Wiedział, że słońce powolnie ale chyli się ku zachodowi. Było ciepło, chociaż na pełnym morzu wiatr orzeźwiał to i tak było ciepło. Gunses odziany w szatę i płaszcz cieszył się, że jego ciało jest odporne na tak wysokie jak i niskie temperatury. Zaczynał głodnieć...
Przelotem rozejrzał się po pokładzie. Złowił ruch głowy Czarnego Dracona.

Elrond Ñoldor:
Nacjo nie odpowiedział. Nosferowi zawsze wydawało się, że jest jedyną osobą w Zgromadzeniu która ma poczucie humoru. A reszta długowiecznych zamiast się do niego przyłączyć, patrzała jak na dzieciaka. O tak. Gnijcie przez tysiące kolejnych lat w tych waszych sztywnych pozach... myślał wówczas. Miał niecałe trzydzieści lat. Nie chciał spędzić kolejnych tysięcy jako jakiś snob. Krwawego schował do pochwy na plecach. Pomacał się po masce. Nie pocił się. Nie śmierdział. Słońce i jego ciepło działało całkiem inaczej na niego i jego najbliższych towarzyszy. Oparł się o burtę i obserwował tych, którzy znajdowali się aktualnie na statku. Zachichotał widząc starania człowieka, coby nikt nie zauważył jak popija sobie chyłkiem.
- Ząbków nie wybiłeś? - zagadał do nieznajomego.

Nessa:
   Czyżby dracon był chory? Elfka zmartwiła się. Nikt nie kaszle bez powodu. Chociaż może wleciała mu do paszczy (nie, "buzia" przy takich kłach jest za delikatnym określeniem, a "usta" nie przyszły narratorowi na myśl) jakaś muszka? To uspokoiło Nudę. Choć nie! Biedna muszka!
   - Wszystko w porządku? Może chcesz coś do picia? - zapytała grzecznie. Zgadzała się z magiem i jego opinią dotyczącą mężczyzn w maskach, jednak ważniejsze było zdrowie Zelerisa. To oczywiste. Poza tym nie chciała otwarcie kwestionować decyzji Zeyfara. Gdy usłyszała słowa dracona o "nożu wbitym w plecy", odwróciła się przodem do pokładu za sobą mając jedynie wodę. Lepiej obserwować mężczyzn w maskach i popaść w paranoje zwaną ostrożnością.

Gunses:
Gunses przysłuchiwał się rozmową. Chociaż słońce nie osłabiało go, słuch wampira był wyostrzony tylko nocą. Gunses nie był jednak tylko wampirem. Był hybrydą. Połączeniem wampira i bestii, której przymioty utrzymywały zmysły wyostrzone przez cały czas. Wampir słuchał więc. A miał czego. Z jednej strony Dracona, z innej Juliana.

Eric:
Diomedes posłał zamaskowanemu człowieczynie podejrzliwe spojrzenie. Teraz, jak widać, ta szaleńczo ważna tajemnica nie należała tylko do niego. Z lekkim wyrazem zawodu dla swoich poczynań, które okazały się nie dość dobre, by nikt nie spostrzegł się jego ukradkowemu popijaniu, odparł z niepewnością:
- Nie... - po czym szybko zrozumiał, że musi działać natychmiastowo. - Pewnie chcesz sobie łyknąć, albo powiesz pozostałym? - uderzył w punkt. - No nic. Nie mam wyboru. Zresztą lepiej napić się z kimś niż samemu. Ale dyskretnie proszę. To tylko jedna flaszka, a na całym pokładzie jest nas, no... - zaciął się, rozglądając wokół. - Dużo. A przy okazji będziesz miał okazję mi powiedzieć, kim wy właściwie jesteście - dodał niekulturalnie i wyjął flaszkę ponownie. Zasłonił ją ręką, gdy podawał ważny artefakt zamaskowanemu kompanowi. Nie chciał, by refleksy słoneczne na szkle zwróciły uwagę pozostałych.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej