Tereny Valfden > Dział Wypraw

Jesienny spacer

<< < (7/12) > >>

Anette Du'Monteau:
-Dziękuje Livio, na pewno mi się przysłuży. - odparłem i ukłoniłem się uprzejmie.
-Z chęcią ci potowarzyszę Ellthariasie, przynajmniej zobaczę jakie pancerze według was są dobre. A nuż coś i dla was utarguję. Mi to nie szkodzi, a będziecie bardziej skuteczni w tępieniu tego nieumarłego paskudztwa na wyspie.

Gordian Morii:
-Więc chodźmy. - powiedziałem i ruszyłem w dół uliczki. Na targu przebywała masa osób różnego stanu i pochodzenia. Większość z nich przybyła tu tylko sprzedać bądź zakupić żywność przed zbliżającą się porą mroku. Zręcznie mijając wszystkich kupujących i sprzedających doszedłem do kuźni, a właściwie zakładu płatnerskiego pewnego krasnoluda, który swego czasu miał niewielki problem ze zjawą, która nie wiedzieć czemu zadomowiła się w jego piwnicy. Stare czasy pomyślałem, chociaż od tego wydarzenia nie minęło więcej niż rok. Wchodząc do zakładu poruszyłem mały dzwoneczek wiszący u drzwi zawiadamiając krasnoluda o pojawieniu się nowych "gości".

Anette Du'Monteau:
-Przyjemne miasteczko, nie uważasz? Tak sielankowo i spokojnie. - odezwałem się chcąc jakoś rozwinąć rozmowę, miast trwać w bezowocnej ciszy. Popatrzyłem chwilę na stojący przede mną zakład płatnerski. Nie wyglądał jakoś szczególnie inaczej od pozostałych, które widziałem w swym życiu. Jednak jeden element różnił je wszystkie, sprawny kowal. To on decydował o jakości wyrobów. Chata mogła być zubożała, a palenisko mieć sporo lat na karku, ale najważniejszy był ten rzemieślnik.

Gordian Morii:
Kilka minut później krępy rzemieślnik wygramolił się zza drzwi wycierając ręce w jakąś tam szmatkę.
- Wybaczcie panowie, żonka pieczyste rzuciła... O witajcie zakonniku! Co u was słychać? - rzekł swym basowym głosem, który zawsze kojarzył mi się z tymi barczystymi mieszkańcami gór.
- Witaj Mistrzu. Dzisiaj to ja przybywam prosić o pomoc. Jak długo zajmie Ci przygotowanie tych pancerzy? - powiedziałem podając krasnoludowi pergamin z planem zbroi zakonnej.
- Jeśli macie chwilę, to zaraz skompletuję, bo chyba mam na składzie wszystko co potrzebne, buty i pasy również. - odparł lustrując kartę.
- To dobrze, usiądziemy i poczekamy a ja poproszę 5 kompletów.

Izabell Ravlet:
Oczywiście, będę wam towarzyszył. Mam również nadzieję, że pomożecie również mi w wyborze oręża - rzekłem z charakterystycznym dla mnie uśmiechem. W międzyczasie doszliśmy do płatnerza. Jego chata wyglądała jak, hmmm, chata płatnerza. Duży komin i narzędzia pozostawione pod ścianami. Mnie jednak zakup pancerza nie interesował...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej