Tereny Valfden > Dział Wypraw
Czara goryczy
Gunses:
//No moi mili, robimy przecież akcję w Marancie v.3, a to ma na celu powrót do Marantu v.1
//To wy tworzycie grę, rozwijacie fabułę, GM ogranicza swoje działanie do minimum, wstawiając w odpowiednie miejsca jakieś ważne wydarzenia. Także jeśli daję wam taką sytuację, to tylko i wyłącznie od was zależy, czy pójdziecie tylko po złoto, czy zaatakują was jednak potory. Wiecie co to za zwierzęta (macie podaną nazwę, wystarczy ruszyć się do Zasad Gry), macie podaną ich liczbę itp. Ale to wy tworzycie grę, nie czekajcie za mną. W Marancie v.2 wszystko było w zasadach gry i każdy GM musiał wszystkiego pilnować, podawać statystyki, pisać co mają robić uczestnicy. Teraz jest tak, że GM ma Plan, dość luźny, wy macie Cel. Dróg do Celu wiele, więc kombinujcie. My teraz musimy was nauczyć tamtego systemu (który był najlepszy), a Nikoi i Aerandirowi przypomnieć. Także dajecie :)
Elrond Ñoldor:
// przypomnieć? mnie canis nie skrzywił ;)
- Idioci, nie lepiej ostrzelać ich wszystkim co mamy? Jesteśmy wyposażeni w broń dystansową i stoimy w idealnym miejscu strzeleckim! - powiedział Niko ładując kuszę. Wymierzył i uwzględniwszy ruch potwora, nacisnął na spust. Bełt z wiadomym dla szybującego bełta odgłosem, przeszył powietrze i uderzył tuż pod głowę Rotisha, w szyję. Miało być w głowę...
ÂŁadował kolejnego bełta.
Gunses:
//Jesteście na tyle wyszkoleni (Niko, Aer, Ocian), że możecie zabijać bez mojej akceptacji. Garik może zabijać bez mojej akceptacji jeżeli napisze całkiem przyzwoitego posta. Pinik może lepiej, żeby na początku się nie włączał do walki, niech się zajmie kliamtycznymi opisami :)
stefan666:
Pienik postanowił zostać koło Ociana jako, że wojownik był z niego raczej marny nie chciał ryzykować. Ubrany w zwykły płaszcz bawełniany dzierżąc miecz z bazarku, nie chciał walczyć z potworami. Podbiegł do Ociana:
-Bracie pozwolisz, że zostanę tu z Tobą, w razie czego będę się bronił, lecz tylko w ostateczności. Człowiek stał na urwisku i wpatrywał się jak jego Bracia schodzą coraz to niżej i niżej, aby walczyć z potworami. Kiedy zobaczył jak Nikolai zaczyna kolejno strzelać w Rotishe pomyślał. Taki wstyd, czuje się jak kobieta..
W okół panował mrok, jedne światło jakie było widać, to blask księżyca, który oświetlał urwisko.
Gunses:
- Nie jetseś jego Bratem - rzekł lodowato Gunses stojąc na szczycie urwiska. Jego płaszczem poruszał lekko wiatr a rozwiane włosy duwadału upiornego wyglądu - Nie tytułuj się na raze tak, człowieku.
Gunses mówił głośno. I tak Rotishe zaczęły już atak. Raniony w szyję rzucając się i skrzeczący Rotish poiadomił pozostałe. Gunses przyglądał się uważnie poczynanią swoich synów.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej