Autor Wątek: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"  (Przeczytany 32436 razy)

Description:

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Patty

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 7406
  • Reputacja: 7093
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wszechwiedzy nie mam, lecz wiem różne rzeczy
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #420 dnia: 06 Listopad 2011, 20:00:51 »
Gdy wrodzy żołnierze natarli niemal natychmiast poderwałam się ze swego rodzaju półsnu, tak, jak nauczyłam się już dawno, by zawsze być w stanie obronić siebie i innych. Nigdy nie spałam za mocno, teraz wykształciłam tę umiejętność dużo lepiej, co pozwalało mi obudzić się w niemal każdej, ważnej dla mnie chwili. Dobyłam miecza, przygotowując się na atak najbliższego jeźdźca. Zamachnął się potężnie, wychylając z siodła. Wtedy zawirowałam w piruecie, jednocześnie szarpiąc wroga telekinezą. Przeciwnik z hukiem zwalił się z siodła, uderzając ciężko o ziemię, a spłoszony koń uciekł, kłusując w dal. Ten jednak zebrał się zadziwiająco szybko, zapewne wykorzystując swoje nadnaturalne zdolności. Sama jednak nie próżnowałam, błyskawicznie zaatakowałam, przechodząc do półmiecza. Lewa dłoń przesunęła się za jelec, dając mi większą swobodę pchnięć, tak bardzo potrzebną w czasie w walki  z przeciwnikiem w zbroi płytowej. Spokojnie przyjęłam cios, uchylając się dodatkowo. Klinga obcego miecza ześliznęła się po mojej, sama zaś przeszłam do ataku. Ostrze ze złowrogim pomrukiem pomknęło ku szczelinie w zbroi wroga, zostało jednak odepchnięte na bok. Znałam to uczucie, często korzystałam z magii; psionika. Przyciągnęłam go telekinezą, jednocześnie zaburzając jego równowagę. Nadstawiłam miecz, wbił się pomiędzy blachy pancerza, po zbroi spłynęła krew. Nie na tyle jednak, by go zabić. Wyszarpnęłam ostrze, uskakując w tył. Wygenerowałam energię magiczną.
- OIIIG - szepnęłam, posyłając ognistą strzałę w Wyniesionego. Ten krótki, magiczny atak zdezorientował przeciwnika, płomienie rozpłynęły się po przyłbicy wroga. Wtedy doskoczyłam, z całą siłą wbijając miecz w szczelinę zbroi, jednocześnie naciskając brzuchem na głowicę. Stal zanurzyła się w ciele wroga. Skrzywiłam się, dociskając miecz do końca.

23/30

Offline Hagmar

  • Obywatel
  • ***
  • Wiadomości: 15659
  • Reputacja: 16508
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #421 dnia: 06 Listopad 2011, 20:54:53 »
Dracon spiął konia, szarżował na jednego z demonicznych rycerzy był blisko gdy... Psioniczny pocisk zwalił go z konia, upadł i odruchowo przeturlał się na bok, leżąc sparował niezwykle mocne uderzenie, szarpnął telekinezą zrzucając go z konia, rycerz głucho grzmotnął o ziemię, Aragorn błyskawicznie dobył sztyletu i rzucił się na wroga wbijając ostrze w szczelinę hełmu. Bryzgnęła demoniczna posoka. Dalej był tylko wyćwiczony odruch, obrócił się na pięcie z kataną tnąc pędzącego konia po nogach, demon tym razem powstał dość szybko.
Nie zmienisz przeznaczenia Tacticus.
Gówno prawda. Ruszył na dracona z uniesionym do ataku mieczem, to był błąd... Aragorn pchnął w pachwinę, przyciągając go dodatkowo telekinezą, była tam przerwa między płytami pancerza. Impet sprawił że nadział się aż po rękojeść. I wtedy słońce zgasło... nie, to był cień, cztery cholernie wielkie cienie smoków, każdy prowadzony przez jeźdźca...

21/30


Forum Tawerny Gothic

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #421 dnia: 06 Listopad 2011, 20:54:53 »

Offline Adaś

  • Podskarbi Koronny
  • ***
  • Wiadomości: 7908
  • Reputacja: 8331
  • Płeć: Mężczyzna
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #422 dnia: 06 Listopad 2011, 21:03:44 »
Adamus pędził dalej na kolejnego jeźdźca który właśnie jechał na jakiegoś młodocianego żołnierza. Zaczął ponaglać konia bo widział że ten młodzik zaczyna uciekać. Gdy tylko zajechał wyniesionego od tyłu przykucnął na siodle i przymierzył się do przeskoku z swojego wierzchowca na konia przeciwnika. Przeskoczył, chwycił się mocno za ramie jeźdźca i szybkim ruchem poderznął mieczem gardło  wyniesionego. Po czym zwolnił konia i zrzucił truchło na ziemie. Gdy to zrobił nawrócił nowo zdobytego rumaka i popędził go dalej. Po chwili cwału doszedł do wniosku że ten koń jest równie rączy co poprzedni. Ale nie miał zbyt wiele czasu na rozmyślenia bo już widział jakieś 50 metrów od siebie kolejnego jeźdźca. Mijając się z nim zamachnął się mieczem odcinając głowę przeciwnikowi. W tym momencie ujrzał smoki pomyślał sobie:Kurwa tego brakowało!. Zawrócił konia i ruszył w kierunku Aragorna gdy zbliżył się do niego i wykrzyknął:
-Co robimy do kurwy nędzy?

Zostało misiów 19/30
« Ostatnia zmiana: 06 Listopad 2011, 21:10:04 wysłana przez Mr. Adamus »

Offline Anette Du'Monteau

  • Zakon Keitai
  • ***
  • Wiadomości: 9810
  • Reputacja: 12877
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ktoś i każdy, to moje imię.
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #423 dnia: 06 Listopad 2011, 21:17:41 »
Mauren rozglądał się na boki obserwując swoich towarzyszy w walce. Wtedy coś go przewróciło. Jeden z rycerzy wykorzystał swoje umiejętności i teraz szarżował na wierzchowcu w kierunku leżącego łowcy. Navarre w porę się przeturlał na bok i chlasnąłem mieczem strzemię wraz z pasami siodła. Zwierzę również ucierpiało i na uczucie bólu pognało prędko przed siebie. Nagła zmiana tempa i pozbawienie oparcia w strzemieniu spowodowało na początku zaplątanie się nogi rycerza, a później upadek. Gdy wstawał spróbował pchnąć Zeyfara w tył, lecz ten cofnął się nieznacznie. Upiorny wojownik wygiął rękę zadając uderzenie zza głowy. Z niemałym trudem maurenowi udało się odeprzeć atak blokiem krzyżowym. Nim klinga przeciwnika zdążyła świsnąć po raz kolejny niebezpiecznie blisko ciała łowcy, ten wyprowadził dwa cięcia pozostawiając dwie bruzdy na zbroi w pobliżu karku. Rycerz rzucił spojrzenie pełne gniewu. Znów spróbował psioniki, tym razem z udanym skutkiem. Mauren wylądował na plecach, a miecz Wyniesionego błysnął nad nim złowrogo. Szybki refleks pozwolił uniknąć skrytobójcy przebicia. Natomiast rycerz przez siłę ciosu spowodował iż jego broń utknęła w ziemi. Zeyfar natychmiast uruchomił ukryte ostrze i uderzył ręką prosto w szparę hełmu. Nóż wgryzł się w głowę pozwalając kilku kroplom czarnej mazi upaść na twarz maurena. Zdezorientowany rycerzy cofnął się trzymając głowę skrytą w rękach. Ciemnoskóry assasyn chwycił swoją mithrilową katanę. Kopniakiem spowodował, że oponent odrzucił ręce od hełmu. Wtedy wyprowadził śmiertelne pchnięcie. Ostrze wbiło się w szyje, a Navarre dopchnął je jeszcze drugą ręką. Klinga przebiła ciało na wylot niszcząc kręgosłup. ÂŁowca mocnym szarpnięciem wyciągnął katanę i pozwolił ciału zwalić się na ziemię. Odszedł w pośpiechu zabierając drugi miecz i gotując się na kolejny pojedynek.

18/30

Offline Dragosani

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 13737
  • Reputacja: 11794
  • Płeć: Mężczyzna
  • Chwalmy Tawernę!
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #424 dnia: 06 Listopad 2011, 21:21:51 »
Flamel latał sobie nad wrogami, gdy nagle zrobiło się ciemniej... było to dość podejrzane, gdyż słońce dopiero wstawało. A niebo było bezchmurne! Dracon spojrzał więc w górę. O, cztery smoki pomyślał i leciał dalej. Nagle spojrzał jeszcze raz w górę, tym razem odwracając się gwałtowniej. Cztery smoki! CZTERY! niemal wykrzyczał w myślach. Natychmiast wylądował na ziemi. Jakoś w tej chwili demoniczni rycerze nie wydawali mu się naglącym problemem. Jednak nie naglący problem ruszył na niego z wzniesionym mieczem. Dracon pchnął go silnie psioniką, co spowodowało przewrócenie się wojownika. Instynktownie pobrał nieco mocy i uformował ją w piorun kulisty. Wypowiadając zaklęcie cisnął nim we wstającego wypaczonego. 
- IHIGI. - wyszeptał skróconą inkantację. Kula błyskawic trafiła w rycerza i wypalając dziurę w jego tułowiu, zabiła go na miejscu. Dracon wpatrywał się w nadciągające smoki. Wiedział, że czeka ich cholernie ciężka walka. I nie zamierzał jej odwlekać. Podbiegł do stojącego nieopodal Aragorna.
- Mamy jakiś plan, czy walimy czym się da? - zapytał

17/30

Offline Hagmar

  • Obywatel
  • ***
  • Wiadomości: 15659
  • Reputacja: 16508
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #425 dnia: 06 Listopad 2011, 21:25:20 »
Nie wiem kurwa! W lewo! Ledwo zdążyli zrobić unik prze ognistym podmuchem. Ppędź na plaże, powiadom Kapitana Kirrahee to mag! Sprowadzi Cesarskie Siły Powietrzne, cokolwiek to znaczy!

Offline Dragosani

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 13737
  • Reputacja: 11794
  • Płeć: Mężczyzna
  • Chwalmy Tawernę!
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #426 dnia: 06 Listopad 2011, 21:32:07 »
Zeleris mógł najszybciej dostać się na plażę. Dlatego też uznał, że słowa Aragorna były kierowane do niego. Kiwnął głową i skupiając wolę na swoim celi przemienił ciało w energię magiczną. Zniknął w głośnym trzasku i błysku mocy. Przeteleportował się na plażę. Tam rozpoczął poszukiwania kapitana. Popytał kilku ludzi, którzy wskazali mu sporawy namiot. Dracon ruszył tam natychmiast. Przed wejściem dwójka przydupasów kapitana próbowała go zatrzymać, ale spotkali się z pięścią Dracona. Flamel wpadł do namiotu.
- Potrzebujemy Sił Powietrznych! Szybko! - powiedział. - Wróg zaatakował. Czterema smokami! - nie było raczej czasu na dłuższe tłumaczenia.

Offline Hagmar

  • Obywatel
  • ***
  • Wiadomości: 15659
  • Reputacja: 16508
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #427 dnia: 06 Listopad 2011, 21:35:20 »
Pfuu... - w stronę dracona poleciała struga kawy - Wytrzymajcie, dziesięć minut. I znikł w srebrnej mgiełce.

Offline Dragosani

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 13737
  • Reputacja: 11794
  • Płeć: Mężczyzna
  • Chwalmy Tawernę!
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #428 dnia: 06 Listopad 2011, 21:40:09 »
Zeluś wytarł kawę z twarzy i również się przeteleportował. Do swoich, na front. Sytuacja nie poprawiła się ani trochę podczas jego nieobecności. Padło jedynie kilku demonicznych rycerzy. Mag szybko podleciał do Aragorna.
- Jesteśmy udupieni! - powiedział optymistycznie. - Mamy wytrzymać tutaj dziesięć minut! - powiedział. Spojrzał w niebo na nadciągające smoki. Będzie ciężko. pomyślał. Nagle wpadł na pomysł.
- Mógłbym jako wiatr utrudnić im nieco manewrowanie i lot... - zaproponował.

Offline Anv

  • Weteran
  • ****
  • Wiadomości: 4006
  • Reputacja: 4143
  • Płeć: Mężczyzna
  • I am Iron man.
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #429 dnia: 06 Listopad 2011, 21:41:30 »
Nagle poczułem mocne uderzenie w plecy, zachwiało mną i upadłem. Odruchowo odwróciłem głowę i zauważyłem idącego w moją stronę wyniesionego.  A więc to co mnie trafiło, to był pocisk psioniczny. Wspaniałe w swej potędze narzędzie, jak bardzo chciałbym zgłębić tajniki tej sztuki. Telekineza nie pozwalała na tak wiele jak jej silniejsza odmiana. Teraz jednak nie miałem zbytnio czasu na rozmyślenia, bowiem w moją stronę już pikowało od góry ostrze miecza. Błyskawiczna reakcja pozwoliła mi się przekręcić na bok, unikając przygwożdżenia do ziemi. Miecz wciąż trzymałem w ręce, więc obecnie miałem dość ciekawą sytuację. Zamachnąłem się w tej niewygodnej pozycji, prowadząc klingę równolegle do ziemi na niewielkiej wysokości. Nagle moją twarz zalała niezła porcja czarnej mazi. To mój miecz napotkał na swej drodze nogę wypaczonego wojownika i bez większych problemów pozbawił go jej. Szybko zerwałem się na nogi, gdy mój przeciwnik jednocześnie upadł. Stanie na jednej nodze w czasie walki nie było zbyt łatwe. Jak widać nie radził sobie z tym zbytnio. Teraz role się odwróciły i to ja uderzałem raz za razem mieczem w ziemię, by ubić zmorę. Radził sobie i kilku ciosów sprawnie uniknął, jednak niektóre zatopiły się głęboko w jego brzuchu. Ostatecznie przeskoczyłem nad nim wykonując efektowne salto w tył, po czym kontynuowałem ruch mieczem, który ostatecznie opadł w miejscu gdzie powinna być szyja wyniesionego. Wyprostował się w konwulsjach i zmarł. Już bez głowy. Zapewne był to tylko ostatni ruch nerwów, mięśni. Nagle ni stąd ni z owąd wychyliłem się w bok. W tym samym momencie obok mojej lewej stopy wylądował koniec miecza. Moje wyczulone zmysły dały mi znać już wcześniej, że ktoś się do mnie zbliża. Przeniosłem ciężar ciała na jedną nogę, a drugą odbiłem się od ziemi. Poskutkowało to bardzo ładnym półobrotem, zakończonym mocnym kopniakiem w udo wypaczonego wojownika. Nie był to oczywiście standardowy kopniak. Przyłożyłem się do niego dość znacznie i siła z jaką opadł na nogę mojego oponenta była naprawdę spora, co odepchnęło go na kilka ładnych metrów. Po takiej walce byłem pełen wściekłości. Efektownie zrzuciłem rękawicę z demonicznego szponu ukazując jego pełne oblicze. ÂŚwiecił cały jasnym światłem, pomiędzy palcami można było dojrzeć drobne wyładowania elektryczne. Jakby na mej dłoni rozgrywała się burza. Wyprostowałem ramię, wyrzucając je przed siebie, jednocześnie impulsem emocji nakazałem atak. Z dłoni w stronę Wyniesionego pomknął silny piorun. Nie przytrzymywałem go jednak. Byłem zbyt rozjuszony. Zamiast tego ciskałem raz za razem. Jedno wyładowanie, drugie, trzecie, w końcu czwarte. Ciałem przeciwnika miotało na wszystkie strony, zmarł zapewne po drugim uderzeniu, bowiem pioruny były bardzo silne. Jednak ja ciskałem. Po chwili opanowałem się. Opanowałem? To chyba zbyt duże słowo, zwłaszcza zważając na to co zrobiłem potem. Jednym skokiem przeniosłem się nad ciało wyniesionego. Stanąłem za jego barkami, układając sobie jego głowę między nogami. Błyskawicznie nachyliłem się łapiąc go szponem za głowę, za szyję , by być pewnym. Resztę ciała przytrzymałem stopą, położoną na klatce piersiowej. Nagłym ruchem oderwałem głowę od korpusu i podrzuciłem do góry. Czemu to zrobiłem? Bo mógł jeszcze żyć. Chyba. Przecież mógł być tylko oszołomiony. Dlaczego jednak gdy głowa spadała, zręcznym ruchem przeciąłem ją mieczem? Nie wiem. Ale było fajne.

15/30 zostało.

Offline Adaś

  • Podskarbi Koronny
  • ***
  • Wiadomości: 7908
  • Reputacja: 8331
  • Płeć: Mężczyzna
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #430 dnia: 06 Listopad 2011, 21:43:25 »
Adamus znowu wrócił do rzeczywistości. Pędził jak oszalały przed siebie. Czuł nie wyżytą żądze zabijania w tym momencie. Sam nie wiedział skąd mu się to wzięło teraz. Na jego ubrudzonej czarną mazią twarzy malowała się nienawiść do przeciwnika i chęć zabijania. Non stop popędzał konia, już nie wyglądało to jak cwał tylko jak wyścig w poszukiwaniu krwi. Koń pędził z dużą prędkością. Adamus ujrzał kolejnego jeźdźca który zbliżał się ku niemu. Był już przygotowany do konfrontacji gdy nagle kawałek nad nim i jego przeciwnikiem przeleciał smok. Przez co konie się spłoszyły i zrzuciły z koni. Pech chciał że łowca wylądował tuż obok przeciwnika a miecz leżał jakieś dwa metry od niego. Nie pozostawało nic jak rękoczyn. Adamus błyskawicznym ruchem dźwignął się chwycił pierwszy lepszy kamień i zaczął nim bić po głowie wyniesionego. Bił go tak niezmordowanie że przeciwnik stracił przytomność. Teraz Adamus sobie przypomniał o sztylecie w cholewie. Wyciągnął go i powoli z miną psychopaty zaczął podrzynać gardło nie przytomnemu. Gdy to skończył schował nóż z powrotem do cholewy, dźwignął miecz i złapał konia. Po czym go dosiadł i ruszył dalej.

14/30

Offline Hagmar

  • Obywatel
  • ***
  • Wiadomości: 15659
  • Reputacja: 16508
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #431 dnia: 06 Listopad 2011, 21:51:27 »
Dawaj Selerku! Nakurwiamy! Waaaaaaaggghhhhh!!!! Ryczał Yarpen, huknęło dwa razy z pistoletów i na ziemi leżały dwa trupy z dziurami w czaszkach. Adamus! Ja strzelam Ty ładuj, kula do lufy proch na panewke!

Offline Dragosani

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 13737
  • Reputacja: 11794
  • Płeć: Mężczyzna
  • Chwalmy Tawernę!
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #432 dnia: 06 Listopad 2011, 21:59:58 »
Zeleris machnął skrzydłami i wzniósł się w powietrze. Lecąc w stronę smoków pobrał moc do aktywacji zaklęcia. Miał być wiatrem... miał zespolić się z żywiołem, którym władał... wizualizacja przebiegła szybko. Jak zawsze.
- Elishashqihu! - wykrzyczał inkantację, a jego głos przebił się przez szum wiatru. Ciało maga zaczęło parować. Po chwili jego ciało zniknęło, stał się częścią żywiołu. Powietrzem. Wiatrem. Impulsem woli skierował się w stronę smoków. Nadał sobie prędkości huraganu. I uderzył. Z całą mocą na jaką było go stać. Był powiewem. Pędem powietrza. Wiatr, sprzymierzeniec lecących smoków, stał się teraz ich wrogiem.

Offline Patty

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 7406
  • Reputacja: 7093
  • Płeć: Mężczyzna
  • Wszechwiedzy nie mam, lecz wiem różne rzeczy
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #433 dnia: 06 Listopad 2011, 22:04:15 »
Przeniosłam ciężar ciała na lewą nogę, przyjmując uderzenie. Stal zwarła się ze szczękiem, posypały się iskry. Patrzyłam spokojnie na przesłoniętą hełmem twarz przeciwnika i odepchnęłam go telekinezą, przechodząc do natarcia. Jednak nie było mi to dane, psioniczny pocisk trafił mnie w brzuch, odsunęło mnie do tyłu i skrzywiłam się. Na szczęście łopatka nie sprawiała mi już żadnych kłopotów, odzyskałam swoją sprawność. Szybkim półpiruetem uniknęłam ciosu przeciwnika i wyprowadziłam własne, proste cięcie. Nic, co mogłoby choćby naruszyć zbroję, nie dysponowałam takim orężem, chciałam tylko zasypać wroga uderzeniami, by nie zepchnąć go do defensywy. Klinga miecze co rusz uderzała o blachy pancerza, w kilku miejscach wgniatając metal. Wtedy gwałtowne, psioniczne uderzenie odrzuciło mnie w tył, poleciałam na ziemię. Zabolało. Rycerz zaszarżował, w biegu składając się do co najmniej trzech kombinacji. Idiota, przemknęło mi przez myśl, zatem to prawda, co mówili o zgubnym wpływie demonów na umysł. Nie potrafili logicznie myśleć. Podcięłam go telekinezą, jego nogi nagle zgięły się i przeciwnik z łomotem upadł na ziemię, wypuszczając miecz. W tym czasie zdążyłam się zerwać z ziemi i doskoczyłam do niego, już trzymając miecz oburącz. Klinga z chrzęstem wbiła się w szczelinę pancerza, krusząc nieznaną mi kość. Wyłączony z walki wróg nawet nie westchnął. Sama zaś obróciłam się, dostrzegając kolejnego wroga. Widząc mnie spiął konia i zaszarżował, wznosząc miecz. Odsunęłam się na drugą stronę, by nie mógł mnie ranić i złożyłam się do prostego cięcia, po końskich pęcinach. Zwierzę zakwiczało przeraźliwie, zrzucając jeźdźca z siodła. Mimo uzbrojenia zaczął się błyskawicznie podnosić z ziemi. Skumulowałam energię magiczną, jednocześnie wyciągając lewą rękę.
- XIR - mruknęłam, obserwując wielobarwne nici wydobywające się z koniuszków palców. Zawsze mnie fascynowały. Bezszelestnie dotknęły napierśnika wroga i wniknęły w ciało, rozrywając duszę na strzępy. Bez niej bardzo szybko słabł, co po chwili dawało się zauważyć. Co prawda nie próżnował, próbując mnie zaatakować. Gdy jednak odczuł działanie zaklęcia uderzyłam z półpiruetu, wykorzystując impet i telekinezę. Ostrze z szybkością błyskawicy pomknęło ku hełmowi, uderzając z hukiem w blachę.

12/30

Offline Adaś

  • Podskarbi Koronny
  • ***
  • Wiadomości: 7908
  • Reputacja: 8331
  • Płeć: Mężczyzna
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #434 dnia: 06 Listopad 2011, 22:04:33 »
Adamus jak na rozkaz w momencie zjawił się przy Krasnoludzie. Przykucnął i zaczął błyskawicznie ładować strzelbę. Nie szło mu to zbyt dobrze.  Szczególnie z powodu pośpiechu, dużo prochu mu się rozsypywało. Ale po chwili miał obie strzelby nabite.  Podał je Yarpenowi a ten wystrzelił, co spowodowało spadek dwóch jeźdźców ze swoich rumaków. Gdy Adamus ładował kolejny raz strzelbę z tyłu krasnoluda zaatakował kolejny wyniesiony. ÂŁowca błyskawicznym przy skokiem zablokował cios przeciwnika. Rozgorzała między nimi walka, dźwięk szczebiotającego metalu rozchodził się. Adamus nie miał szans wyprowadzi morderczego gdyby nie pomoc Yarpena. Gdyby ten nie podszedł od tyłu i nie podbił strzelbą nogi przeciwnika. Co adept wykorzystał i pogrążył swoją klingę w szyi lezącego wojownika. Gdy łowca to zrobił odezwał się Yarpen:
Kurwa wracaj do nabijania, tylko ruchy!!

9/30

Offline Hagmar

  • Obywatel
  • ***
  • Wiadomości: 15659
  • Reputacja: 16508
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #435 dnia: 06 Listopad 2011, 22:06:50 »
Gadami zachwiało tak że piloci pospadali, gady szykowały nalot...

Offline Anette Du'Monteau

  • Zakon Keitai
  • ***
  • Wiadomości: 9810
  • Reputacja: 12877
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ktoś i każdy, to moje imię.
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #436 dnia: 06 Listopad 2011, 22:28:55 »
Mauren znalazł się znów w towarzystwie nieprzyjemnie wyglądającego wojownika. Widać stracił gdzieś swojego wierzchowca. Oczy łypały lodowato z pod hełmu, obserwujące każdy ruch ciemnoskórego. Zeyfar więc puścił się biegiem przed siebie. Wyniesiony zrobił podobnie szarżując z uniesionym ostrzem.  Gdy ten się zamachnął, łowca zwinął się w kulkę i przeturlał pod klingą. Miecz upiornego rycerza zawadził nieznacznie za pancerz skrytobójcy, jednak to nie przeszkodziło mu wbić obu mieczy w bok przeciwnika. Głownia katany powędrowała wprost pod pachę. Druga klinga znalazła szczelinę miedzy pasem, a napierśnikiem wbijając się głęboko w biodro. Z gardła rycerza wydobył się niesamowity ryk. ÂŁowca nie czekając wyszarpnął miecze i potężnym kopniakiem posłał oponenta na ziemię. Zanim demoniczny szermierz wstał, syn pustyni przygniótł go butem. Kilka chwil potem para zabójczy mieczy tkwiła w karku nieruchomego upiora.

8/30

Offline Anv

  • Weteran
  • ****
  • Wiadomości: 4006
  • Reputacja: 4143
  • Płeć: Mężczyzna
  • I am Iron man.
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #437 dnia: 06 Listopad 2011, 22:29:40 »
Spojrzałem w górę. Cztery smoki! Czy to kiedykolwiek jest możliwe do powstrzymania? Słyszałem wszystkie rozmowy towarzyszy wokół mnie. Mieliśmy wytrwać dziesięć minut i nadejdzie pomoc. Niby nie dużo, dziesięć minut to nic w porównaniu z życiem człowieka. Jednak dziesięć minut w piekle urządzonym nam przez wyznawców Oma było nie do wytrzymania, bądź graniczyło z cudem. Spojrzałem na swój miecz. To był mój przyjaciel. Ratował mi życie i był wierny od początku i będzie do samego końca. Przeznaczony mi w rytuale powiązania z krwią. Potem spojrzałem na jednego ze smoków wirujących w powietrzu. A gdyby tak?... Nagle skupiłem w sobie odpowiednią porcję energii i uniosłem się gwałtownie do góry. Mogło się to wydawać szalone, może nawet samobójcze, jednak nie miałem wyjścia. Moim kompanom zagrażała śmierć a obecnie byliśmy wszyscy niemal bezbronni. Czasem trzeba się poświęcić. A nuż się uda. Leciałem w stronę jednego ze smoków. Był on wystawiony do mnie tyłem, więc miałem pewną swobodę działania. Jednak tu było ich więcej. Nagle któremuś ze smoków zachciało się pozbyć mnie. Zapewne byłem dla nich jak natrętna mucha. Kula ognia pofrunęła w moją stronę. Widząc to przyspieszyłem lotu, zwłaszcza, że nie miałem tyle pokładów energii magicznej co np. Zeleris. Pocisku jednak nie uniknąłem. Kula trafiła w moją nogę, zajmując cały but płomieniami. Nie miałem czasu by to jakkolwiek ugasić. Pięta o piętę zsunąłem płonącego po cholewę buta. Spadł gdzieś w tłum. Szczęśliwie, reszta zbroi nie zajęła się ogniem. Szybko wylądowałem na grzbiecie upatrzonego wcześniej smoka. Szczęście w nieszczęściu, że teraz jeden nie będzie atakował mnie bo, może zranić drugiego, tego na którym stoję. Teraz musiałem się przemieścić w miejsce gdzie siedział pilot. Być może bestia się nie zorientuje. Co ciekawe po latającym smoku nie da się chodzić. Musiałem trzymać się jego grzbietu rękami i nogami. W połowie drogi, gdzieś pomiędzy skrzydłami smoczyska, ten chyba się zorientował. Bowiem podwijając ogon do góry, uderzył jego koniec prawie idealnie we mnie. Prawie, bo nie trafił w tułów, a nogę. Oczywiście moja kość gruchnęła z przyjemnym chrupnięciem. Chodzenie, nie było już tak łatwe. Starając się wydostać spod zasięgu ogona, zacząłem wykorzystywać całą moją siłę. W efekcie dotarłem d nasady jego głowy. Tu było potencjalnie bezpiecznie. Szybko sięgnąłem do cholewy buta, tak do cholewy drugiego, bo jeden zrzuciłem już wcześniej. Stamtąd wyciągnąłem różdżkę, którą nakierowałem na miecz. –  IGOI! – wykrzyczałem a kula ognia objęła swymi płomiennymi ramionami całą klingę. Wtedy zacząłem mój taniec śmierci. Wstałem ciut wyżej i przysunąłem się bliżej czoła smoka. Z całej siły jakiej tylko miałem jeszcze w swym organizmie wbiłem płonące ostrze w gałkę oczną bestii. W sumie, miecz wbity w gada dawał mi jak takie oparcie. Teraz trzymałem się go jedną ręką, drugą zaś w której dzierżyłem różdżkę, wymierzyłem w skrzydła smoka. – IGOI! IGOI! - posłałem kulę ognia raz w jedno, raz w drugie. Po zabiegu, błyskawicznie, schowałem różdżkę za pas i wyciągnąłem miecz z oka smoka. Zacząłem dźgać go, gdzie tylko odnalazłem bardziej miękki kawałek skóry. Wszystko to jednak w wyznaczonym obszarze, aby nie tyle go ranić, co zabić. Spędziłem na tej głowie, już trochę czasu, a znając anatomię smoka, dopatrzyłem się specjalnego miejsca, pod którym powinien być jego mózg. Skupiłem w sobie całą siłę. To była chwila decydująca o moim życiu lub śmierci. Na nic więcej nie mogłem sobie pozwolić.  – Aaaaarrgh! – wykrzyczałem i zatopiłem ostrze w czaszce smoka. Bestia zawyła przeraźliwie Znaczy udało się? – przeszło mi przez myśl. Prawdopodobnie tak, bowiem imperialny smok, ostatnim odruchem, jakże typowym też dla ludzi, uderzył łapskiem w miejsce skąd dochodził ból. Uderzenie było celne, bowiem było, uderzeniem agonalnym, jednak było na tyle silne, że złamało mi przynajmniej trzy żebra. Tym samym rozwalając zbroję końcem pazurów, które to o mnie zahaczyły, przy okazji konkretnie orając mój bok. Smok, a raczje truchło zaczęło opadać, ja się ześlizgnąłem i opadałem oddzielnie. Nie miałem siły wygenerować na tyle energii by wyhamować upadek lewitacją.
- Zeleris, mam nadzieję, że jesteś tu gdzieś obok. Błagam – krzyknąłem ostatkiem sił i zemdlałem. Tak mi się wydaje, przynajmniej straciłem chwilowo przytomność.
« Ostatnia zmiana: 06 Listopad 2011, 22:36:38 wysłana przez Anvarunis »

Offline Dragosani

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 13737
  • Reputacja: 11794
  • Płeć: Mężczyzna
  • Chwalmy Tawernę!
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #438 dnia: 06 Listopad 2011, 22:40:37 »
Flamel latał sobie wesoło jako wietrzyk. Przeszkadzał smokom. Może to niewiele, ale też niezbyt dużo mógł zrobić. Oczywiście zauważył Anva, który wylewitował się na smoka. Gdyby Dracon w postaci wiatru miał ręce pacnąłby się w rogate czoło. To co robił ÂŁowca była szalone. I w sumie bardzo do niego pasujące. Zeleris obserwował jego poczynania, gratulując u w duchu. Gdy jakimś cudem smok został zabity, Anv odpadł od ciała i zaczął spadać w dól, ku niechybnej śmierci. Flamel nie mógł czekać. Ruszył pędem w dół. Nie zamierzał zostawić przyjaciela, aby roztrzaskał się o ziemię. W powietrzu rozproszył zaklęcie i wrócił do formy Dracona. Wciąż dzieliło ich kilkanaście metrów, gdy transformacja się zakończyła. Flamel ścisnął skrzydła, aby pikować jak najszybciej. Zbliżał się do tego demonicznego sukinsyna. Dzieliła ich coraz mniejsza odległość. Piętnaście metrów, dziesięć, pięć... Dracon minął Anva i zawisł za nim, hamując potężnym machnięciem skrzydłami. Wyciągnął ramiona... Anv wpadł w nie. Pęd popchał maga w dół, lecz praca skrzydeł zniwelowała to. Złapał pewniej przyjaciela i wylądował. Od ziemi dzieliło ich pięć metrów.
- Jesteś popierdolony. - wyraził swoją radość po uratowaniu kompana.

Offline Hagmar

  • Obywatel
  • ***
  • Wiadomości: 15659
  • Reputacja: 16508
    • Karta postaci

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #439 dnia: 06 Listopad 2011, 22:42:24 »
Tymczasem od południa nadleciało pięć pięknych złotych smoków.



Forum Tawerny Gothic

Odp: "Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
« Odpowiedź #439 dnia: 06 Listopad 2011, 22:42:24 »

 

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
top