Tereny Valfden > Dział Wypraw
"Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
Dragosani:
Zeleris twardo spojrzał na Aragorna.
- Nie będę bawił twoich dzieciaków! - zaparł się. Zeżarł kawałek ogona. - No chyba żebyś zapłacił. - uśmiechnął się. - Opowiadałbym im bajki! - chyba naprawdę dopisywał mu dobry humor.
Hagmar:
No pewnie że będę płacił, regurarnie nawet. Naucz mnie psioniki. Umiem telekineze o patrz. Podniósł złoty nocnik siłą woli i położył go sobie na głowie.
Anette Du'Monteau:
-Widzę po Tobie, że jesteś strasznie regulaminowy. W naszym gronie zawsze można trochę zrzucić z tonu, ale gdy sytuacja tego wymaga stajemy się podobni. Nie sądzisz chyba, że będąc za liniami wroga świetnie się bawiłem i odpoczywałem zabijając tych wszystkich ludzi? Wtedy trzeba przyjąć maskę obojętności, powagi i chłodu obowiązku jaki spoczął na twych barkach. - opowiadał
-Poza tym nie każdy z nas jest tak żywiołowy. Jak widzisz ja np nie pije. Wolę zachować pełnie zmysłów i trzeźwość umysłu w każdej chwili. Wypracowałem w sobie takie blokady. Ktoś musi się nimi czasem "zajmować". - powiedział uśmiechając się w stronę ogniska i bawiących się przyjaciół.
-Jeśli będziesz chciał porozmawiać zwyczajnie na jakikolwiek temat jestem do dyspozycji. Mogę nawet rozprawiać o waszym Bractwie, gdyż interesuje się nim. Przyznam w duchu, że kiedyś chciałem zostać paladynem i bronić pozostałych przed złem tego świata z mieczem w ręku, tarczą na ramieniu i słowem otuchy na ustach.
Gordian Morii:
- Niestety, ale wybierając drogę paladyna musisz być świadomy, że od tego momentu to Ty będziesz paladynem i nie będzie to twój zawód, ale sposób bycia. Dlatego więc już od samego początku nasze kształcenie przebiega w taki, a nie inny sposób.
-Rozumiem, że nie wszyscy u was są jednakowi, ale jednak porównując Samotnych łowców z Bractwem na pierwszy rzut oka widać ogromne różnice dzielące te dwie organizacje.
Dragosani:
- O, niesamowite. - skomentował Dracon ironicznym tonem. - Też tak umiem. A nawet lepiej. O patrz. - skupił wolę i używając psioniki podniósł przebiegające obok dziecko i położył sobie na głowie. Po chwili wypuścił je, coby pochwaliło się kolegą.
- Mogę cię nauczyć, ale jak wrócimy. - powiedział. - Tyle że niech to zostanie wśród zaufanych. Gildia krzywo patrzy na takie coś.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej