Tereny Valfden > Dział Wypraw
"Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
Anette Du'Monteau:
Zeyfar leżał niedaleko odpoczywając. Poza raną po bełcie i kilku płytkich rozcięciach nic mu nie było. Dźwignął się do pionu unosząc klatkę piersiową. Obok siebie zobaczył leżącą maskę. Cała była pokryta skrzepłą posoką. Westchnął mimowolnie i rozejrzał się po obozowisku. Był wycieńczony po całej tej walce i pierwszy raz zobaczył rannych towarzyszy od momentu znalezienia się za liniami wroga. Stęknął czując pieczenie z niezagojonych do końca ran.
-Widzę, że nie tylko mi się oberwało. - powiedział i wysilił się na uśmiech. Zeyfar postanowił stanąć na nogi. Sięgnął po miecz i opierając o niego dłonie podniósł się.
-Nie za ciekawy widok. - skwitował krajobraz walki
Patty:
- Zelerisie - zaczęłam mówić do maga - Dzięki za uratowanie mi życia. Mam u ciebie dług - W zasadzie nic więcej nie potrafiłam powiedzieć, nigdy wylewne podziękowania nie szły mi za dobrze. Pod tym względem moje zdolności komunikacyjne zawodziły, miałam jednak nadzieję, że dracon to zrozumie.
Dragosani:
Tak... jawne podziękowania od Patty zdziwiły Zelerisa. W końcu był jedyną osoba znającą zaklęcia uzdrawiające w "ich" drużynie, więc to jasne, że używał swej magii, aby leczyć "swoich". Każdy by tak zrobił. Mag uśmiechnął się krzywo. Spojrzał nieco lubieżnym wzrokiem na dziewczynę.
- Myślę, że noc dzikiego seksu wystarczy dla spłacenia długu. - powiedział, po czym natychmiast dodał. - Nie no, żartuje. Każdy by tak zrobił, więc nie ma sprawy. Wiem, że i ty byś mnie uratowała, gdyby zaszła taka potrzeba. W końcu od tego jest kompania.
Anv:
- O, też poproszę. Aura robi swoje. - stwierdziłem, wchodząc tuż za Zelerisem. Doczłapałem się do szafki z miksturami i po krótkich oględzinach odnalazłem tak upragnioną buteleczkę. Sięgnąłem, odkorkowałem i przystawiłem do ust, przechylając. Mikstury. Czemu zawsze były tak okropne w smaku. Tego nigdy nie wiedziałem i zapewne nigdy się nie dowiem. Natychmiastowo na myśl przyszły mi wspomnienia z przemiany mej ręki. Podane mi wtedy specyfiki wykrzywialy i wykręcały wnętrzności jak nic innego na ym świecie. W końcu blokowały nawet działanie narzadów wewnętrznych. Teraz uczucie było jednak swoją drogą błogie. Powracała energia, która zdawała się być wypompowana z mego ciała. Czułem też, że z czasem rana na plecach przestawała mniej boleć. To jednak nie za sprawą tego cudownego płynu jakim zdążyłem sie przed chwilą uraczyć. To już właściwości mutagenne. Rana z czasem sama się zasklepi, tkanki się regnerowały Zostanie cholernie brzydka blizna. - pomyślałem. Choć z drugiej strony takie blizny wojenne tylko nadawały charakteru wojownikom. Będzie się czym pochwalić przed wnukami przynajmniej.
- Jak się czujesz Aragornie? Widzę, że operacja desantowa wykonana z powodzeniem? - zapytałem. Walka z legionistami na porawdę nie należała do łatwiejszych starć w mym życiu. Tu umiejętności i wyposażenie grały kluczową rolę, bowiem przeciwników były całe tabuny.
Hagmar:
No, ale tak to już bywa na wojnie prawda Zey? Aragorn upił wody z bukłaka, resztę wylał na siebie i obtarł ryj czystą szmatką która od razu nabrała czerwonej barwy. Ważne że żyjemy, Zey, Patty, Zeleris odsapnicjie i zjedzcie coś ruszamy za godzine. ÂŻyję Anv, jeszcze.. Znajdź Adamusa albo Orzecha no i Nudę, Pójdziecie na zwiad. Wiedzział że będą marudzić i jęczeć, ale to była wojna, wojna od której zależał los Valfden... ale to wiedział tylko Aragorn.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej