Tereny Valfden > Dział Wypraw

"Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"

<< < (38/91) > >>

Hagmar:
Obudziły nas dźwięki rogów, gongów, krasnoludzkich i orczych przekleństw. Aragorn zjadł pośpiesznie śniadanie, jajecznicę w której było więcej mięsa niż jajek. Wyszedł na pokład, widok był wspaniały, setki a może i tysiące okrętów ustawiało się w szyk bojowy. Dowódcy ustawiali i przydzielali żołnierzy do barek desantowych. Dracon zrobił coś nie typowego, wyciągnął miecz i opierając się na nim zaczął się modlić. Rasherze Pater nocte gelu dominae veneficus bellis. Da nobis virtutem, et victoriam. Accipe sacrificium sanguine inimici et animas defunctorum. Kropla krwi z naciętej dłoni spłynęła po ostrzu miecza.

Dragosani:
Zeleris, po oddaniu się w ramiona wspaniałej kobiety znanej jako "Noc", obudził się słysząc rogi, gongi i chrapliwe wrzaski brodaczy i zielonoskórych. Wstał pospiesznie, wdział szatę i zjadł szybkie śniadanie. Był wypoczęty i gotów do akcji. Wyszedł więc na pokład. Stanął obok modlącego się Aragorna. Ten widok był nieco dziwny. Jego "rasowy brat" jakoś nigdy nie przejawiał zapędów religijnych. Może śmierć tak na niego wpłynęła? Albo narodziny dzieci? Lub przemiana? Top wie chyba tylko sam ÂŁowca. Flamel wyciągnął kostur z futerału umieszczonego pomiędzy skrzydłami. Smoczymi oczyma wpatrywał się w brzeg. Wiatr szarpał jego szatą. Dracon z dumnym i poważnym wyrazem twarzy, rogami, wpół złożonymi skrzydłami, w szacie ukazującej jego status w Gildii i ze srebrnym kosturem prezentował się co najmniej majestatycznie. Postanowił wziąć przykład z Aragorna. Próba sprowadzenia na siebie łaski bogów nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Jednak mag nie wypowiadał słów na głos. Wystarczyły myśli. Rasherze, panie śmierci. Nie obawiam się końca życia. Jeżeli mam zginać tego dnia, przyjmę to z godnością. Nie zhańbię siebie skamleniem. Jeżeli jednak nie nadszedł mój czas, daj mi siłę do walki z wrogiem. Niech ich dusze trafią do Twej domeny! Każda z nich bęzie moja daniną dla Ciebie. Te słowa może niezbyt pasowały na "modlitwę", ale cóż. Były przynajmniej szczere. Ventepi, pani powietrza, Ellmorze władco burz i błyskawic. Wspomóżcie proszę moją magię swoją mocą. Wspólnie poraźmy wrogów potęgą żywiołu. Zewolo, pani ognia. Wspomóż proszę moją magię. Niechaj moc ognia będzie zwiastunem pokoju, który nadejdzie po tej wojnie. Zeleris nie miał jednego bóstwa, które uważał za "opiekuńcze". Uznawał wszystkich bogów za równych i uzupełniających się nawzajem. Uważał jednak się za dość blisko związanego ze śmiercią, która kroczyła za nim wszędzie. Sprowadzał śmierć na wiele osób z którymi się zetknął. Często nieświadomie i wbrew swojej woli. Dlatego od dziecka czuł największy wpływ Rashera. Dlatego też do niego pierwszego się zwrócił. Reszta bogów do których się zwrócił miała pewien związek z żywiołami, którymi władał dzięki magii.

Nessa:
   Elfka spokojnie, choć dość chwiejnie weszła na pokład. Już nie była aż tak blada jak poprzednio, lecz dwa rumieńce na jej policzkach w sąsiedztwie bladych ust wyglądały dość upiornie. Poprawiła włosy i zaczęła rozglądać się za kimś znajomym.
   Dostrzegła dwóch przedstawicieli najstarszej znanej rasy. Nuda nie wiedziała dlaczego, ale miała ochotę zacząć się śmiać. Wydawało jej się, że jej przełożony pogrążony jest w modlitwie, jednak szybko odrzuciła taką myśl. Był on chyba jedną z ostatnich istot, którą podejrzewałaby o bogobojność. Na liście znajdowałby się zaraz za Zelerisem. Mimo to Aragorn zdawał się być wyciszony, skupiony i pełen pokory. Obok barona stał mag. Jego postawa była odmienna, więc elfka podejrzewała, że coś knuje lub zwyczajnie chełpi się. Jak mawiają baby w osadach: ÂŹle mu z oczu patrzy. Choć Nuda rzecz jasna bab słuchać nie miała zamiaru.
  Spokojnie ruszyła w kierunku mężczyzn, stając kilka kroków za nimi. Utwierdziła się w przekonaniu, że Aragorn jest pogrążony w modlitwie. Dziwne. Sama prosić bogów nie chciała już o nic, gdyż miała wrażenie, że limit cudów i wysłuchanych próśb skończył się wraz z ustaniem kołysania galery.

Hagmar:
Aragorn po modlitwie poszedł do dowódcy, rozmawiali dość długo i wydawało się że dość gwałtownie. Tak jednak nie było, dracon zwołał całą kompanię.
Niema co tłumaczyć w zasadzie, szturmujemy umocnione pozycje na plaży. Możecie spodziewać się Legionistów, bestii bojowych i machin. Anv, Orzech, Zey, Adamus, wy przenikniecie na tyły za pomocą tutejszych magów, Zeleris, przeteleportuj się na tamtą galerę. Wraz z magami Cesartwa ostrzelasz plażę, reszta do za mną łodzi. Hoah!

Dragosani:
Zeleris podszedł do Aragorna, aby wysłuchać przydziału. chociaż w sumie był on do przewidzenia. Gdy usłyszał co Dracon ma do powiedzenia kiwnął głową.
- Nie będę marnował energii na teleportację. Przyda się każda jej ilość. - stwierdził dość logicznie. Zamiast przenosić się magicznie po prostu rozpostarł skrzydła i wzniósł się w powietrze. Poleciał do wskazanej galery i tam wylądował na pokładzie. Rozejrzał się za kimś, kto mógł wyglądać na magów.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej