Tereny Valfden > Dział Wypraw
"Sok z Złotej Rudy - Kici kici smoczku"
Anette Du'Monteau:
Syn Uriela zszedł leniwie pod pokładł i biorąc jeden z pucharów wypełnionym winem lub miodem usiadł z boku opierając się o ścianę. Miał ochotę się wyciągnąć i zasnąć, jednak wiedział że to dość niebezpiecznie podczas biesiady z ÂŁowcami i resztą towarzystwa. Upił kilka łyków z pucharu i westchnął z ulgą.
Nessa:
Elfka odprowadziła kilku towarzyszy wzrokiem, jednak nie miała zamiaru schodzić pod pokład. Nie przepadała za dziczyzną, co dość nietypowe jak na spiczastouchą. Poza tym objadanie się przez osobę cierpiącą na chorobę morską było nierozsądne. Chociaż Nuda rzecz jasna owej choroby nie posiadała. Po prostu nie była głodna i jedynie wizja rozbawionych towarzyszy przynosiła nadzieję, że tak duży stateczek nie będzie chwiał się aż nazbyt. Bo przecież kołysanie się tej cholernej łajby mogłoby popsuć im zabawę. Chodzi jedynie o to. Wbiła paznokcie w reling i starała się myśleć jedynie o jakimś ładnym lesie. Lubiła drzewka. Nie lubiła wody. Proste.
I oczywiście nie miała choroby morskiej.
Gordian Morii:
Elltharias wszedł na pokład galery jako jeden z ostatnich. Przechodząc po trapie zeskoczył na niezwykle uporządkowany (puki co) pokład i przeszedł na dziób statku szukając jakiegoś miejsca, na którym mógłby spędzić podróż w spokoju i ciszy. Usiadł na jakimś zwoju lin zaraz przed dziobem. Opierając się o niską balustradę zastygł w tej niezbyt wygodnej dla pleców pozycji.
//:Miśki wracam do Lublina i kompa będę miał dostępnego dopiero koło 20 więc nie spamujcie za bardzo;)
Patty:
Zeszłam pod pokład, siadając obok Zeyfara. Wszak zadał mi pytanie, niewłaściwie byłoby po prostu to zignorować. I ja wzięłam kielich z winem, wszak za darmo i w dodatku dobre, uznałam więc, że nie ma się co marnować. Szybko zastanowiłam się nad odpowiedzią dla maurena i zaczęłam.
- Wiesz, w Bractwie nie jest tak źle. Zresztą w każdej organizacji ciężko o jakąś sensowną towarzyszkę rozmów. W Gildii może i były nowicjuszki, ale to głupie, rozchichotane panny, nie mające pojęcia ani o magii, ani o życiu - Uśmiechnęłam się lekko, wspominając krótkie rozmowy z dziewczętami w Gildii. To zdecydowanie nie były zbyt inteligentne panny, choć miały potencjał magiczny. A może po prostu nie potrafiłam się z nimi dogadać - Teraz przynajmniej mam okazję się samodoskonalić. Bo widzisz, magia jakoś nie była mi pisana, w Bractwie za to czuję się dobrze. Robię coś szczególnego - Zamyśliłam się, patrząc jednocześnie na maurena.
Dragosani:
Dracon jadł i pił z towarzyszami. No cóż, głodny był. A na danie ze smoczego ogona będą musieli jeszcze chyba trochę poczekać. Tak więc Dracon jadł dzika. I oczywiście pił miód, bo był. W końcu jednak postanowił zrobić sobie małą przerwę i zrealizować to co zamierzał - przejść się po pokładzie. Nigdy nie odbywał podróży morskiej. Tylko rejs po wielkim jeziorze na Valfden. Flamel wyszedł więc na pokład i odetchnął świeżym powietrzem. Czuł w wietrze wyraźnie morską sól. Ten niepowtarzalny zapach morza. Wiatr łopotał jego szatą. Jako mag Lindangol Zeleris czuł pewną więź z wiatrem więc odczuwanie jego powiewów na twarzy sprawiało mu przyjemność. Dostrzegł postać przy burcie statku. Konkretniej "nudną" postać. Dracon zachichotał niezmiernie dumny ze swojego dowcipu. Cóż, poczucie humoru magów było co najmniej dziwne. Podszedł do elfki. Powstrzymał się, aby nie trzasnąć jej przyjaźnie w plecy.
- Nie wyglądasz najlepiej. - stwierdził. Może nie były to najlepsze słowa kierowane do kobiety, ale cóż.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej