Tereny Valfden > Dział Wypraw
Niepokoje na południu...
Dragosani:
Darlenit
Dokument został wydany na "czas nieokreślony". Czyli zapewne na tyle, przez ile czasu sprzedawca ryb będzie płacił podatki. Albo chociaż daje w łapę zarządcy targu. Co w sumie dla samego kupca nie stanowiło wielkiej różnicy. I to i to było bowiem zbrodniczo wysokie.
- No! To moje miejsce! Mam dokumnent! - stwierdził sprzedawca ryb, przewidując swoją wygraną. Natomiast handlarz warzywami zdawał się próbować wycofania, gdy mauren był zajęty czytaniem papieru. Teraz zatrzymał się i spojrzał niepewnie na adepta.
- Ten... hehe... - odpowiedział inteligentnie. - Hehe... to ja już pójdę. Albo... moze chce pan kupić ogóry? Okazyja! Nanisza cena i najlepsiejsza świeżość! - zmyślnie próbował wybrnąć ze swojej sytuacji.
Izabell Ravlet:
Panowie co robimy? - zapytał mauren milicjantów. Sam nie wiedział, czy wypuścić kupca, czy jednak go pochwycić. Stwierdził również:
Dokument jest prawdziwy, handlarz ryb ma rację - oddał dokument kupcowi
Eric:
- Będę zobowiązany - powiedział, wyciągając rękę w stronę komendanta. Wyraźnie oczekiwał, aż ten użyczy mu dokumentów lub słownie przekaże informacje. Czuł pewną ulgę z powodu tego, że posterunek był niemalże całkowicie opustoszały.
- Też zdobyłem pewne informacje. Dlatego chciałbym porozumieć się z moim partnerem. Mógłby mi pan powiedzieć, gdzie udali się na ten patrol? - zapytał, wyraźnie akcentując, że nie zaakceptuje odpowiedzi odmownej.
Dragosani:
Darlenit
- Teoretycznie ten tutaj nie popełnił przestępstwa - odparł znawca miejskiego prawa - sierżant Bobd, wskazując na sprzedawcę warzyw. - A skoro sprawa się wyjaśniła, to nic tu po nas - dodał Nobby.
- Więc sugeruję już powoli wracać na posterunek - zakończył sierżant. Dwaj milicjanci rozumieli się bez słów.Tymczasem omawiany handlarz próbował dyskretnie się ulotnić. Zaś sprzedawca ryb dziękował Darlenitowi i obiecywał "dozgonną zniżkę na makrele".
Diomedes
Funkcjonariusz zaś całkowicie zignorował wyciągniętą dłoń Diomedesa i schował dokumenty.
- Nie mam potwierdzenie, że jesteś tym za kogo się podajesz. Jestem pewien, że twój... partner na pewno potwierdzi twoją tożsamość, jeśli nie łżesz. Możesz poczekać na niego tutaj. - wskazał ławkę stojącą pod ścianą. - Niedługo on i moi chłopcy powinni wrócić. - najwyraźniej nie był człowiekiem, który pozwala na to, aby inni nim pomiatali i wyraźnie nie spodobał mu się ton nowicjusza.
Eric:
- Niech pan sobie wyobrazi, że cierpię na niekontrolowany brak czasu - powiedział kąśliwie. - I nie mam zamiaru go marnować na jakieś głupie utarczki z człowieczkiem, który najwyraźniej popadł w kompleks szefunia. Jak pan sądzi, czy przeszkadzanie Gildii w misji dobrze wpłynie na pańską karierę? Nie sądzę. To sprawa niecierpiąca zwłoki. Ludzie mogą zginąć. Z pańskiej winy - uśmiechnął się paskudnie.
- Poza tym - wtrącił. - Myśli pan, że każdy może dostać taką szatę? - zapytał retorycznie. Nadal wyraźnie i cierpliwie oczekiwał, aż komendant zmięknie i udostępni mu dokumenty. Z drugiej strony zaniepokoiło go to, że musiał jeszcze poczekać na Darlenita. Jak wcześniej powiedział, nie było czasu do stracenia. Obiecał coś karczmarzowi, a i nie widziało mu się tak dysputować z dupkiem, który najwyraźniej miał to wszystko gdzieś, kiedy cały czas istniała możliwość, że ktoś zginie.
- Kurwa mać. Przychodzę rozwiązać sprawę, która dręczy wasze miasteczko, a wy robicie problemy - westchnął z politowaniem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej