Tereny Valfden > Dział Wypraw

Niepokoje na południu...

<< < (10/37) > >>

Eric:
Diomedes odetchnął z ulgą, gdy zauważył, że tym razem nie zrobiono go w konia. Przyjrzał się krytycznie budynkowi, który bez wątpienia służył w tej portowej mieścinie za ostoję prawa i sprawiedliwości. Ta, pomyślał. A w środku pewnie grają sobie w karty przy flaszeczce jakichś tanich szczyn. Zawsze darzył pewną pogardą służby miejskie. Nigdy jeszcze nie zauważył takiego, który naprawdę czuł się w tej pracy dobrze. Większość zazwyczaj unikała kłopotów i tylko sprawiała wrażenie, że patroluje teren i dba o bezpieczeństwo. Tego Diomedes nie cierpiał najbardziej. W pewnym sensie im zazdrościł - też chciałby otrzymywać wynagrodzenie za regularne i sumienne opieprzanie się. Niestety nie miał takiej możliwości i aktualnie miał sporo na głowie. A jeden z problemów był bardzo blisko rozwiązania, dlatego Diomedes chciał się go pozbyć, nim się skomplikuje. Wszedł po niskich, brudnych schodkach i bez pardonu otworzył wejście do budynku. Za biurkiem siedział jakiś naburmuszony milicjant ze spojrzeniem skurwysyna. Z wymuszonym uśmiechem zaczął rozmowę.
- Witam pana. Poszukuję pewnego maurena w szacie podobnej do tej mojej. Może zjawił się w czasie jakichś ostatnich dwóch, trzech godzin tutaj, na posterunku?

Dragosani:
Darlenit

Kupcy i milicjanci spojrzeli na adepta dziwnym wzrokiem. Jakby uznali go za osobę... niezorientowaną w otaczającym go świecie.
- Piątek... - mruknął Nobby, na co natychmiast odezwał się sprzedawca ogórków i ziemniaków.
- No! Piątek! Wypieprzaj z mojego miejsca, tępy gburze! - wrzasnął do handlarza ryb. Ten ledwo powstrzymał się, aby nie zdzielić go dorszem. Zamiast tego pogrzebał w kieszeniach swoich łachów. Wyciągnął jakiś zwitek pogniecionego papieru.
- A to to niby co, kurwa? - zapytał grzecznie machając zwitkiem przed adeptem i "warzywniakiem". Darlenit mógł na papierze dostrzec kilka słów. Było to pozwolenie na sprzedawanie towarów na targu.

Diomedes

- Karczma jest dal... - zaczął funkcjonariusz. Lecz przerwał, gdy podniósł wzrok i spojrzał na Diomedesa. - Kolejny z Gildii, co? Dużo was tu jeszcze przypełznie? - zapytał, lecz nie czekając na odpowiedź dodał. - Tak, widziałem maurena. Był tu i pytał. Wysłałem go z moimi chłopcami, aby pomógł im w patrolu... mało ludzi mam. - wytłumaczył się. Wyciągnął z szuflady jakieś papiery. - Znalazłem nieco informacji o tym czego szukał. - wyjaśnił, lecz nie podał dokumentów nowicjuszowi.

Izabell Ravlet:
Spokojnie - rzekł Darlenit - Od jak dawna i w które dni tygodnia przybywasz tu ze swoimi rybami? - zapytał handlarza z dorszem w ręku

Dragosani:
Darlenit

- Zobaczy pan! - odparł mężczyzna z dorszem wciskając dokument w ręce maurena. - Tak so te... no... lytery! - zakomunikował fakt niezwykle zaskakujący. Na dokumentach są litery! Zezwolenie wydane było przez zarządcę targu. I istotnie uprawniało do wykorzystywania wskazanego miejsca przez pięć dni w tygodniu. W tym piątek. Słowem, albo dokument był podrobiony, co raczej było mało możliwe, albo też sprzedawca warzył łgał bezczelnie. W sumie to nie dziwne. W końcu to kupiec

Izabell Ravlet:
Dobrze, czy taki dokument posiadasz również ty? - zapytał mauren drugiego kupca. Jednocześnie szukał na dokumeńcie dat. Daty wydania dokumentu oraz daty końca ważności. Pierwszy wniosek mógł być mylny, bo Dragosani tak chciał...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej