Tereny Valfden > Dział Wypraw
Niepokoje na południu...
Eric:
Diomedes poczuł ukłucie w klatce piersiowej, gdy spostrzegł, jak bestialsko i okrutnie traktowane były ofiary. W ogóle sam fakt składania ofiar z żywych ludzi wydawał mu się odrażający. Było to coś, za co Diomedes bez zastanowienia mógł zabić. To był jego odruch bezwarunkowy. Tym bardziej, kiedy ofiarami były młode, bogu ducha winne dziewki. Nivellen poczuł, jak robi mu się żal dziewczyny, którą zdefiniował jako córkę karczmarza i choć usilnie starał się to ukryć, jego twarz ukazywała właściwie wszystko, co działo się wewnątrz. Zaskoczyło go to, gdyż zazwyczaj potrafił przybierać dowolnie wybrane przez siebie maski. Widać ta sytuacja go przerosła. Chwiejnym krokiem podszedł do stołu i podparł się na nim. Musiał chwilę odpocząć; wyczerpał niemalże wszystkie rezerwy sił. Mimo to, koszmar miasteczka Coru się nie skończył. I to po części Diomedes był za to odpowiedzialny, czuł winę, która ciążyła na nim niczym głaz. Obwiniał się o to, że nie zabił sukinsyna na miejscu i tym samym pozwolił mu uciec. Wiedział, że nie powinien się obarczać winą. Wiedział o tym. Mimo to, nie potrafił odsunąć od siebie tych myśli. Pocieszał się tylko tym, że przynajmniej uda mu się kogoś uratować. Gdy jego oddech w miarę się ustabilizował, chwycił pęk kluczy i podszedł do jednej z klatek.
- Psst - szepnął. Uśmiechnął się do młodej dziewczyny, gdy ta zwróciła ku niemu swoje przerażone oczęta. - Nie bój się. Przyszedłem cię uratować. - powiedział, by ukoić nerwy dygoczącej ze strachu panienki. Wsadził klucz w zamek i przekręcił. Drzwi celi otworzyły się ze szczękiem.
- No już, chodź - zachęcił, wyciągając do niej rękę. - Zaprowadzę cię do ojca - dodał z uśmiechem.
Izabell Ravlet:
Ahh. Rozumiem i współczuję. Czy to on ci to zrobił? Czy on zmuszał cię do uczestnictwa w tych obrzędach? - dopytywał Darlenit. Dobierał pytania tak, aby starzec mógł odpowiadać na nie kiwnięciami głowy. Zadał również pytanie, którego potwierdzenie zapewne pomogło by w komunikacji:
Umiesz pisać?
Dragosani:
Dziewczyna zawahała się. Ubiór Diomedesa różnił się od tych, które nosili kultyści. Poza tym słyszała jakieś krzyki i odgłosy walki. To dawało jej nadzieję. Lecz w głębi serca liczyła na baśniowego rycerza w srebrnej zbroi, a nie... kogoś takiego jak Diomedes. Porzuciła jednak chore dziewczęce fantazje, którymi z pewnością zainteresowaliby się starzy i zboczeni badacze seksuologii, i wstała. Podeszła chwiejnie do nowicjusza i złapała go za rękę.
Tymczasem Darlenit próbował porozumieć się z dziadkiem. Na pytania adepta starzec odpowiedział kolejno kręcąc głową, kiwając i ponownie kiwając. Na końcu uśmiechnął się niepewnie przeczesując brodę palcami.
Izabell Ravlet:
Panowie milicjanci! Macie coś do pisania i coś na czym można pisać? - zapytał głośniej mauren
Eric:
- ÂŚmiało - powiedział i ujął ją pod ramię. Jego przyjaciel, Zeleris Flamel, zaśmiałby się pewnie teraz w głos i ironicznie nazwał go światłym wybawcą potrzebujących. Diomedes w duchu uśmiechnął się, wyobrażając sobie ubawionego po pachy dracona. Powracając myślami do chwili obecnej, zauważył, że dziewczyna jest słaba. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu raczej nie dostawała tu sutej zastawy w ramach posiłku. Stąpała niepewnie i chwiejnie, jakby płochliwie; gotowa w każdym momencie zerwać się i uciec.
- Nie bój nic, już po wszystkim - powiedział z łagodnym uśmiechem. Starał się, by ton jego głos brzmiał w miarę kojąco. - Zaraz zaprowadzę cię do tatuśka, przygotuj się na to, że wyściska cię jak nigdy w życiu. Tylko skoczymy po mojego znajomego, z którym tu przyszedłem i panów milicjantów - sprostował, by nie pomyślała, że prowadzi ją wprost przed ołtarz ceremonialny, by tam dokonać ostatecznej zbrodni - ofiary. Wyprowadził dziewczynę tunelem i po chwili znalazł się na znajomym już rozwidleniu. Wybrał odnóże prowadzące do sali rytualnej i tam też po chwili się znalazł.
- No i jak, Darlenicie, dogadałeś się coś? - zapytał kompana po czym wskazał kiwnięciem głowy dziewczynę, którą przyprowadził i powiedział.
- To chyba córka karczmarza. Tylko ją znalazłem. Reszta chyba nie żyje... - powiedział z ukłuciem żalu. Otrząsnął się jednak prędko, by nie dać tego po sobie poznać.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej