Tereny Valfden > Dział Wypraw

Gdy umarli spać nie mogą...

<< < (6/12) > >>

Julian:
Julian w odróżnieniu do swoich towarzyszy nie wszedł od razu do pokoju. Zamówił sobie kubek herbaty , wypił go.
Poszedł na piętro karczmy. Trzeci musi być mój . Wślizgnął się do pokoju i mimowolnie zasnął, nie mając czasu na przemyślenia.

Gordian Morii:
Elf zbudził się jak co dzień - skoro świt. Oczywiście świtu brakowało, ale mniejsza z tym, gdyż tę historię już zna każdy. Wstając obmył się w misie i ubrał dokładnie dopinając wszystkie klamry ubrania w którym miał spędzić kolejny ciężki dzień. Wychodząc rzucił jeszcze okiem na wnętrze pokoju upewniając się, że niczego nie pozostawił i zamknął drzwi. Zapukał do drzwi Patty i Juliana dając znać, że za chwilę planuje wyjazd a potem już tylko zszedł na dół. Na swych towarzyszy nie czekał długo. Szybkie śniadanie, szklaneczka słodkiego wina i już byli w siodłach. Dzień był dosyć ciepły i coraz jaśniejszy. Widać było, że Veris tuż tuż. W siodle spędzili prawie cztery godziny by zajechać na chwilowy odpoczynek do obozowiska drwali, którzy nieustanie pracowali przy wycince drzew.
-Tu zostawimy konie i resztę dzielącej nas odległości pokonamy pieszo. Będzie dużo szybciej.- rzekł do swych towarzyszy.
-Witajcie. Dobrze, że jesteście.- rzekł wielki drwal o rudawej brodzie. - Mam nadzieję, że poradzicie coś z tymi umrzykami, bo i nas zaczęły nękać. Nie wiem co za cholerstwo, bośmy się tam nie zbliżali, ale zawodzi okropnie. Aż ciary człeka przechodzą jak zawyje gdzieś w krzakach. Mam nadzieję, że dacie im radę i przywrócicie porządek.

Patty:
Poruszyłam się lekko w siodle i zeskoczyłam na ziemię, westchnąwszy cicho z ulgi, wszak spędzenie kilku godzin w siodle nie jest marzeniem każdego. W milczeniu przysłuchiwał się monologowi drwala, który zdawał się być naprawdę przejęty owymi umrzykami.
- Nie ma obawy - Odezwałam się - Wszak od tego jest Bractwo, by pomagać ludziom.

Julian:
Julian podobnie jak towarzysze zeskoczył z konia. Chwytając się miecza, pomyślał:
Mam nadzieje, że szybko poradzimy sobie z upiorami.

Gordian Morii:
-Zatem w drogę.- zarządził elf. Ruszyli w mroczny las. Elltharias szedł na przedzie uważnie wsłuchując się we wszystkie odgłosy, którymi ten śpiący (na pierwszy rzut oka) las aż dudnił. Słychać było odgłosy nocnych ptaków, zawodzące wycie wilka czy niesione przez wiatr ryczenie jakichś bestii, których nie chciałoby się spotkać o tej porze. Elf starał się jednak wychwycić to czego oczekiwał. Jęków, zawodzeń, strzelania kości. Czegokolwiek co pozwoliłoby mu na odnalezienie drogi do nieumarłych, którzy rzekomo nawiedzili ten las. Tę chwilę skupienia przerwał Julian, który niespodziewanie potknął się o coś co wystawało z ziemi, a obecnie ukryte było przed wzrokiem pod warstwią śnieżnego puchu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej