Tereny Valfden > Dział Wypraw
Potworny świat
Gunses:
- Co wy tam? - zapytał - ÂŻe do wójta? A to jedźcie, tamoj, gdzie tamta murowana chata - wskazał z wysokości ambony halabardą
- Jak zwie zwie wójt tejże osady? - spytał Garik
- Caldey - zawołał okrywając się skąpym płaszczem Wodzirej Męczywór. Jego pseudonim towarzyszył mu od czasów młodości, bowiem Wodzirej Męczywór uwielbiał masturbację.
Elrond Ñoldor:
- Caldey, Caldey. Co to za imię? - zmarszczył czoło Nieśmiertelny w geście głębokiego zamyślenia. Uderzył konia pod boki i ruszył razem z braćmi do jedynej we wsi budowli, postawionej z czegoś innego niż glina czy drewno. Wprawdzie jedna z okiennic była artystycznie umalowana mozaiką krowiego gówna, rzuconego zapewne przez miejscowych młokosów, to i mimo tego efekt był nie najgorszy.
Jeźdźcy zrzedli z wierzchowców, Garik załomotał w drzwi. Dało się słyszeć brzdęk pękającego glinianego naczynia i kobiecy głos, rzucający przeróżne kurwy i chuje na prawo i lewo.
- Zamilcz kobieto! - zagrzmiała druga osoba w domostwie. Drzwi otworzyły się wam na oścież, a całosć wejścia zajęła jedna osoba.
Caldey kurwa jęknął w myślach Nikolai.
Na twarzy wójta w dosyć jednakowych czasach, tworzyły się różne wyrazy twarzy. Od rozgniewanej poprzez myślącą i oznajmiającą pozytywny efekt rozmyśleń, kończąc na wystraszonej.
- Noo... ja wiem po co żeś ta przylazły... Znaczy Jam jest wójt tej wsi. Progi znaczy. Jest sprawa, bardzo pilna. Ponoć chodzi o jednego z was. Tak... Z was... Do kowala musicie iść. On wam powie więcej. Na drugim końcu wioski on mieszka - wójt był przerażony. Ni w głowie było mu podawanie ręki czy zapraszanie Wampirów w progi domostwa. Oczekiwał jakichkolwiek słów mając nadzieję że opuścimy jego "małą" przestrzeń życiową w szybkim czasie.
- Dziękujemy i do zobaczenia - trzymającą drzwi ręka wójta zadrżała na odpowiedź Nikolaja.
- A więc idziemy do kowala...
// Guciu na 18'tce, opiszcie uroczo mijaną wioskę :)
Vitnir:
// Eee do karczmarza czy do kowala idziemy?
- W drogę - odrzekł tylko Aerandir.
Jeźdźcy prowadzili swe wierzchowce przez wioskę; do dużych nie należała, a więc droga konno nie była potrzebna. Hemis odbijał swe piętno na wszelakie aspekty życia. Wieśniacy przemykali między chatami, robiąc to jak najszybciej. Słuch nieśmiertelnych mógł wychwycić nierówność oddechów towarzyszący zmarzniętym ciałom. Zimowa ciemność napawała lękiem tych, którzy nie mogli niej przejrzeć. Konie parskały niosąc swój głos pośród drewnianych chat przykrytych cienką warstwą białego puchu. Z oddali dobiegały jęki zwierząt hodowlanych i ciche rozmowy miejscowych. Nadawało to specyficznego klimatu, tajemniczości. Reakcja wójta uświadomiła wampirowi, że reszta mieszkańców będzie równie przerażona, zastanawiało go jedynie, czy to obecność nieśmiertelnych, czy ta "delikatna sprawa" była odpowiedzialna za reakcje Caldey'a. Marsz przez błotniste, wiejskie ścieżki dobiegł końca, spomiędzy chat wyłoniła się ta do której zmierzali.
Elrond Ñoldor:
// A fakt, do kowala
A była to chata kowala, z charakterystycznym kominem kuźni. Gdy Wampiry doszli do niej, Nikolai załomotał w drzwi.
Gunses:
"Gdy Wampiry doszli do niej." - fajne zdanie ;]
Kowal mimo ciemności nie siedział w domu. Pracował w swym warsztacie. Ogień buchał w palenisku, słychać było miarowe uderzenie młota o metal. Przyjazd jeźdźców dodał więcej dźwięków. Konie parskały i boczyły się na dwa duże psy, które szczekały zajadle obiegając wierzchowce z każdej strony. Zaalarmowany szczekaniem ze swojego warsztatu wyłonił się kowal. Był to ogromny wręcz mężczyzna, jednakże różnił się od kmiotków. Chłop był jak dąb, barczysty, wysoki, solidny. Ogorzałą twarz pokrywał kilkudniowy zarost. Włosy mokre od potu przyklejone były do głowy. Spojrzał na was, podciągnął grube spodnie pod fartuchem i spytał
- A wy po co?
- Z wezwaniem do sołtysa - odrzekł Aerandir zza maski panując nad tańczącym przed warsztatem koniem, którego psy najbardziej znienawidziły
- Ponoć macie jakiś problem? - spytał Nikolai
- A wy panowie - wypalił kowal - z Bractwa? Prosiłem o świętobliwych, ze złem walczących. Innych nie chcę - po jego słowach popatrzyliście na siebie. Bywa i tak, że trzeba kogoś udawać...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej