Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wieczna ciemność
Gunses:
- Garik musiał wybrać swojego opiekuna - rzekł Gunses wrzucając do otworu ostatnie ze zwierząt - Twoim opiekunem był Nikolai, chociaż Ty o tym nie decydowałeś - Gunses zamilkł. Ocian wiedział, że nie wolno się odzywać nieproszonym, milczał. Gunses wyostrzając zmysły i otaczając się aura inteligencji zbadał okolicę. Nie wyczuł innych zwierząt
- Czas na nas - rzekł kierując się ku wyjściu - Tobie odgórnie nadałem Nikolaia, na jego własną prośbę. Garik sam wybierał. I wybrał któregoś z was. Którego, nie moja rzecz, jesteście równie zaawansowani w posługiwaniu się językiem. Ty Ocianie jesteś jeszcze młody, dużo musisz się uczyć. Opieka Nikolaia nad Tobą nie zakończona została. Jednak w pewnych kwestiach jesteś już pełnoprawnym członkiem naszego Sabatu. A teraz wychodź pierwszy - rzekł, kiedy zbliżyli się do otworu prowadzącego na zewnątrz.
Mogul:
Ocian wyszedł przez otwór pierwszy. Chwila spędzona w kanałach nie była miła, toteż wampir cieszył się z wyjścia na powierzchnię. Mimo radości młodziak był na dal bardzo czujny, nie wyszedł cały od razu tylko wychylił głowę i rozejrzał się.
Gunses:
Fosa z której wchodziliśmy do kanałów nie zmieniła się, prócz lekkiego puchu, który pokrywał dno. W czasie naszego pobytu pod ziemią spadł lekki śnieg. Usłyszałeś spokojne rżenie koni na mostku prowadzącym do szpitala.
- Ruszaj się - ponaglił Gunses krocząc tuż za Ocianem - Kapłanki na pewno się niepokoją o dwa samotne wierzchowce...
Mogul:
Teraz młodzieniec wyszedł z otworu. Lekki podmuch zimnego wiatru mógł spowodować drżenie, lecz Ocian był na to odporny. Zamiast drgawek z zimna, młody wampir podskoczył kilka razy. Wyglądało to tak jakby chciał się z siebie zrzucić wszystkie zapachy które towarzyszyły w kanałach. Nigdy nie spotkał się z takim mocnym fetorem. Widząc Gunsesa za sobą, wąpierz szedł w stronę wierzchowców.
- Myślisz mistrzu że te potwory mają związek z tym co się tutaj dzieje? zapytał swojego ojca w trakcie drogi.
Gunses:
- Możliwe, ale potrzebny nam wywiad środowiskowy, dla pełnego obrazu sytuacji - powiedział podchodząc do mostku, lekko odbił się od kamieni i poszybował kilka metrów w górę delikatnie opadając na most. Podszedł do swojego konia, wziął swój płaszcz z klaczy i zarzucił sobie na ramiona. Następnie prawą połę zarzucił na lewe ramię, zakrywając szatę pod spodem. Zbliżył się do wrót czekając na Ociana, po czym zadzwonił. Dzwonił małym dzwoneczkiem, którego sznurek wisiał przy murze. Poczekaliśmy kilka minut. Zasuwa szczęknęła i otoczyło się małe okienko. Postać po drugiej stronie miała pochodnię
- Kto tam? - spytała kobieta
- Gunses Cadacus do Arcykapłanki Lille - powiedział Gunses
- Prosimy, panie - rzekła kobieta zamykając okienko. Otworzyły się drzwi, wkroczyliśmy w nie. ÂŚrodek stanowił plac. Otoczony od naszej strony murem i basztą, po prawo i lewo długimi budynkami, zwieńczonymi krużgankami. Po przeciwnej stronie baszty stał kolos - zamczysko, będące świątynią, szpitalem, mieszkaniem, azylem, samotnią i wszystkim tym, co mogły mieścić ukryte w nim sale. Z tejże warowni wyszła do was po schodach wysoka kobieta, odziana w białą lnianą szatę przepasana rzemieniem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej