Tereny Valfden > Dział Wypraw
"Nie zostawiamy swoich"
Hagmar:
Była to elegancka sypialnia, mogłoby się zdawać że pusta. Jednakże zauważyłeś że ktoś chowa się pod łóżkiem, był to jaśnie pan gubernator.
Anv:
Anv szybko odłożył bronie na plecy. Schylił się pod łóżko i chwycił chowającego się mężczyznę demoniczną dłonią. Uścisk był bardzo silny. Z takiego już nie dało się tak łatwo uciec.
- Chowa się pan? Przed kim? - zapytał półszeptem. Nie wiedział bowiem czy gdzieś niedaleko nie kręcą się kolejne grupki strażników.
Hagmar:
Psie niwirrrny! Szczeźnierz w ogniach Tagalusa, puść mnie psie!
Anv:
- Och, puścić to ja pana gubernatora nie puszczę. Nie po to tu przyszedłem. - odrzekł Anv. Gwałtownym ruchem prawej dłoni wysunął ukryte w rękawie ostrze. W tym samym momencie na jego twarzy pojawił sie uśmiech szaleńca. Był to Anv jaki nigdy przedtem, tak bardzo żądny mordu, rozkoszujący się chwilą, możliwością pełnej władzy nad czyimś życiem i śmiercią.
- Piękne, prawda? - zapytał gubernatora.
- Jesteś chory. Masz mnie natychmiast wypuścić.
- Do widzenia. - rzekł i sprawnym ruchem zatopił ostrze w szyi mężczyzny, chwytając dłonią za okolice policzka. Ostrze wbiło się do wnętrza głowy, powodując śmierć. Wtedy Anv wypuścił ciało. Na zakończenie demoniczną dłonią oderwał głowę od ciała i podszedł do okna. Potężnym ciosem wybił okno, zwracając uwagę tłumu zebranego pod pałacem. Uśmiechnął się i wyrzucił głowę gubernatora w stronę partyzantów.
Orion:
Orion z założonymi rękami stał przed głównym wejściem i obserwował spadającą głowę gubernatora. Nastała chwila ciszy. Elf splunął.
-No. To co teraz?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej