Tereny Valfden > Dział Wypraw

"Nie zostawiamy swoich"

<< < (22/33) > >>

Anv:
- Tak jest, jednak może alternatywnie... - odrzekł Anv i znów pobrał odpowiednią ilość energii. - Gresh Elish Qiash Ilibash - wyszeptał i uniósł się do góry. Mocnym kopniakiem rozwalił okno i wleciał do pomieszczenia na pierwszym piętrze. Tam wylądował i rozejrzał się.

Hagmar:
Była to jedna z sypialni, pusta. Wyszedłeś na korytarz i trafiłeś na trzech strażników, w ich oczach "płonęła" wręcz wiara...

Anv:
- Panów chyba trzeba ostudzić nieco. - zażartował i błyskawicznie chwycił zwykły miecz jednoręczny jaki miał na plecach. Był on mniejszy od Krzyku Upadłych i łatwiej było nim posługiwać się w ciasnych pomieszczeniach. Szybkim i wprawnym ruchem Anv rzucił ostrzem w jednego ze strażników. Klinga zatopiła się w jego klatce piersiowej. W tym samym czasie łowca wzbudzał w sobie furię, starał się rozjuszyć samego siebie. Po chwili demoniczna dłoń emanowała jasnym światłem. Impuls myśli i ramię pokryło się wyładowaniami elektrycznymi. Natychmiastowo podbiegł do drugiego strażnika i uderzył w tors pięścią z całej siły. Uderzenie wzmocnione piorunem przypaliło ciało. Szybki kopniak w bok, uratował Anva od ciosu trzeciego ze strażników. Gwałtownym skokiem w tył także odsunął się od niego, by dać sobie czasu. Chwycił za trzonek różdżki i mierząc w odepchniętego kopniakiem fanatyka wykrzyczał dwukrotnie.
- IGOI! IGOI! - dwie wielkie, ogniste kule pomknęły w jego stronę. Mężczyzna spłonął żywcem. ÂŁowca szybko podbiegł do pierwszego ciała i wyciągnął swój miecz, którym uprzednio rzucił. Dla upewnienia się rozejrzał dobił każdego, odcinając mu głowę i rozejrzał się.

Hagmar:
Na końcu korytarza były eleganckie hebanowe drzwi.

Anv:
- Czyżby to tu? ÂŁadnie zdobione, dobre drewno. Sprawdźmy. - pomyślał Anv, przyglądając się drzwiom. Chwilę rozejrzał się wokół, przyjrzał się zamkowi. Po chwili namysłu chwycił za klamkę i nacisnął.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej