Tereny Valfden > Dział Wypraw

"Nie zostawiamy swoich"

<< < (21/33) > >>

Anv:
Anv biegł wzdłuż uliczki. Wyciągnął z cholewy buta różdżkę i począł co trochę ciskać kulami ognia, gdy tylko zauważył strażnika.
- IGOI! IGOI! - a z końca niepozornego drewnianego patyka wylatywało co jakiś czas  parę kul żywego ognia. Jednak Anv musiał uważać, w tłumie byli też sojusznicy, a to im starał się torować drogę.

// Moja wina, że takie z Zeyfarem mamy? Trzeba korzystać... :D

Hagmar:
Dotarliśmy pod pałac gubernatora, walki w tym rejonie były bardziej zacięte.

Arti:
  Aerth dostrzegł kilku strażników biegnących w kierunku ÂŁowców. Szybko przeanalizował sytuację - strzelając w każdego z osobna nie zdąży zanim ci podbiegną do niego. Wystrzelił bełt który celnie trafił w kolano jednego ze strażników. Szybko przeładował kuszę, jednak było za późno. Strażnicy byli zbyt blisko. Młodzieniec dostrzegł skrzynie stojące na placu. Szybko ruszył w ich kierunku unikając walczących buntowników. Niektórzy strażnicy zostali powaleni przez rebeliantów. Aerth dobiegł do skrzyń i schował się za nimi. Dwóch strażników postanowiło obejść skrzynie z dwóch stron. Młodzieniec to przewidział. Stał na samym szczycie drewnianej piramidy. Strzelił z kuszy w jednego strażnika, który padł jak worek ziemniaków zalewając się krwią. Drugi widząc to, rzucił mieczem w Aertha. Młodzieniec wykonał błyskawiczny unik, jednak miecz przeciął mu trochę skóry na barku. W natychmiastowej reakcji zrzucił jedną ze skrzyń na ostatniego strażnika. Drewniany, sześcienny i ciężki pojemnik roztrzaskał się na nim, a jego zawartość - ryż - rozsypała się zakrywając nieprzytomnego strażnika.

Anette Du'Monteau:
Zeyfar biegł nieprzerwanie do celu, w momencie dotarcia do niego stanął i wykonał parę obrotów tnąc wszystko wokół. Strażnicy znajdujący się bliżej mauren dogorywali krwawiąc na ziemi. Ci, którzy zostali tylko lekko draśnięci, byli powoli wykańczani przez spadające na nich ostrze katany. Mithril z łatwością przecinał kolczugi i żelazo. Jednak łowca nie mógł ciągnąć tego w nieskończoność. Odskoczył na bok i stanął za skrzyniami, musiał chwilę odpocząć. Czuł jak po masce spływają krople krwi. Dzięki niej nawet przypadkowe draśnięcia nie wyrządziły szkody jego głowie.

//: Orionie, jak coś są jeszcze 2 ukryte ostrza tylko wyrzucające sztylety nieco mniejsze. Jeśli potrafisz korzystać z broni dystansowej i chcesz taką to bierz. Jako adept już możesz:P Ja je dopracowywałem wzorując się właśnie nieco na mechanizmach z AC :] Aerth też zresztą może wziąć i akurat wszystkie zejdą

Hagmar:
Walki pod rezydencją gubernatora ucichały powoli, Aragorn szukał wzrokiem jakiegoś przywódcy buntu. Nie podobało mu się to że w pewien sposób ktoś ich zrobił w chuja kolokwialnie mówiąc. W końcu znalazł młodego elfa, wrzeszczał jakieś natchnione przemówienie o tym jak to Cesarstwo im pomoże, że płynie reszta armii, gdy Aragorn przy wszystkich, publicznie przyłożył mu z pięści w ryj.
-Przestań pieprzyć żołnierzyku, wasze wsparcie to my. Co wy sobie ludzie myśleliście kurwa? ÂŻe zabijecie sobie kapłana i gubernatora a wasze ukochane Cesarstwo wypowie wojnę Omowi? ÂŻe utrzymacie to miasto przy pomocy kilku mieczy, łuków, z bandą nie wyszkolonych... cywili? Nie ma żadnych okrętów i nie będzie, oszukano was i mnie, byliśmy tylko przynętą. Nie zauważyliście że te "wspaniałe obietnice" były przesadzone. Aragorn czekał na reakcję tłumu, nikt się nie odezwał. Przywódca wstał wycierając krew z kącików ust.
-On ma racje, daliśmy się nabrać na miłe słówka. Tak jak nasi przodkowie dali się nabrać Omowi. Pytanie, dlaczego to zrobili?
-To proste, by odwrócić uwagę od faktycznej operacji. A teraz wybaczcie, mamy pracę do wykonania.
Aragorn i jego drużyna podeszła pod drzwi rezydencji, kopniak gwałtownie otworzył drzwi.
-Aerth, Orion tyły. Zeyfar, Anv pierwsze piętro.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej