Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na ratunek Ekkerund
Dragosani:
Zeleris wyszedł z innym przed bramę. Czuł że w jego krwi rośnie stężenie adrenaliny. Czarna skaza również dawała o sobie znać, pobudzała jego chęć mordu. Słyszał jęk nieumarłych. Czuł przez niego nie tyle strach, co irytację. A ta, przez obecność czarnej rudy w jego krwi, szybko przerodziła się w gniew. Gdy armia wyszła przed bramę, mag spojrzał na przeciwległy koniec kamiennego mostu. Nieumarłych było dużo. Bardzo dużo. Ale to po stronie obrońców była przewaga. Most dawał doskonałe możliwości obrony, zaś sam przeciwnik był niezbyt bystry. To powinno ułatwić sprawę. Flamel przywołał moc i rzucił na siebie zaklęcie obronne. Taki zwyczaj. Przezorny zawsze ubezpieczony.
- Osh Isarish Izqiash, Ashush Huash. - wyszeptał, zaś po jego słowach ciało maga otoczyła bariera stworzona z płomieni. To powinno w razie czego zniechęcić nieumarłych od zbliżania się do niego. Jako że Dracon nie lubił walczyć w tłoku, machnął potężnie skrzydłami i wzniósł się pod sklepienie jaskini. Stąd miał całkiem dobry punkt obserwacyjny. I mógł bezproblemowo ciskać kulami ognia w przeciwników. Jednak po namyśle postanowił użyć zaklęcia nieco potężniejszego. Sięgnął do swego wnętrza i pobrał moc ze źródła. Skupił ją w dłoni i wypowiedział inkantację Małej Burzy Ognia.
- Anash Grash, Upush Huxuash, Osh Isarish Izqiash. - w dłoni uformował się pocisk podobny do ognistej kuli, lecz nieco bardziej... zbity. Mag uśmiechnął się krzywo i cisnął nim i grupkę zombie, które wchodziły właśnie na most. Pocisk trafił w jednego z ożywieńców. Spalił jego korpus i odrzucił w tył. Dodatkowo kula rozprysnęła się spalając jeszcze kilka innych nieumarłych. Dwa trupy nawet spadły w przepaść. Dość widowiskowy pierwszy atak tej bitwy. Swoiste rozpoczęcie.
Zombie:
3495/3500
Hagmar:
Tymczasem pierwsza linia szykowała się do oddania strzału.
Målscorere! Brann! Krzyknął stojący w pierwszej linii Aggromor, przez jaskinie przeszedł potężny huk, "ściana" srebra z pięciuset strzelb poleciała z ogromną prędkością w stronę hordy, która już przechodziła przez most, krasnoludy nie przeładowywały tylko rzuciły się na wroga. Wraz z nimi i my...
zombi 3000/3500
//Wiem, nie ma krasnoludzkiego ale to fajnie brzmi.
Elrond Ñoldor:
- Trzymaj. Krew wilkołaka. Pobudza, mam całą kratę w domu - powiedział wciskając butelkę w dłoń brata. - Pokaż tym skurwielom jak siecze miecz w rękach Wampira - dodał szeptem słyszalnym tylko Wampirom. Sam sięgnął po spory miecz dwuręczny. Wywinął nim efektywnego młynka rozgrzewając mięśnie przed walką. Gdy postawił go pionowo na ziemi, stwierdził że jest wielkości krasnoluda stojącego obok. Nieśmiertelny uśmiechnął się tylko paskudnie. Krasnal prychnął i nerwowo poprawił kolczugę.
- Hmm... Graj muzyko... - powiedział i ruszył do ataku. Wpadł w grupkę nieumarłych, skoczył, wylądował na klacie najbliższego z nich wbijając w czaszkę miecz. Zaraz po tym jak wyszarpał klingę, jego masa wgniotła martwe truchło w posadzkę. Wrogowie natarli. Nikolai siekał zamaszyście, upewniwszy się że nie ma blisko niego towarzyszy broni. Ostrze pozbawiło w ataku dwóch zombi ich głów. Nikolai zawirował w piruecie wymykając się z niezgrabnego ataku wroga, miecz przełożony na lewą stronę wystrzelił niczym z procy w kierunku czoła innego zombie. Szybkim ruchem wyciągnął miecz, obrócił się i uciął zaraz przy ramieniu rękę atakującego go umarłego. Zawirował w potężnym szybkim młynie, ucinając na poziomie pasa, ciała czterech najbliższych przeciwników. Skoczył do góry uciekając przed kolejną falą przeciwników i... zniknął.
zombi 2993/3500
Anv:
- Dobra panowie i śliczna pani. - rzekł zwracając się do wszystkich magów - Zgodnie z rozkazem miałem dowodzić wami podczas tej bitwy. Był to rozkaz Sir Aragorna Tacticusa, a te mam zamiar wypełniać. Jeżeli jesteście w stanie na tyle sprawnie operować ognistymi burzami, czy innymi zaklęciami obszarowymi z Naurangolu, skierujcie je na tyły oddziałów zombie. Jest ich dostatecznie dużo by udało się nie zranić żadnego z naszych. - te słowa kierował do Devristusa i Zelerisa. - Patty, Darlenit, stańcie w bezpiecznych odległościach i dawajcie z siebie wszystko. Jeśli uznacie za stosowne, mieszajcie się w wir walki.
Vitnir:
Aerandir sięgnął za pas po różdżkę i wyskoczył w przód, by mieć czystszy teren. Skierował badyl w stronę jednego z najbliższych zombi i wyszeptał IGOI, chwilę po tym nieumarły stanął w płomieniach. Zamknęlibyście się - pomyślał chowając różdżkę i sięgając po miecz. Nie czekając poddał się wirowi walki. Wykonał skok, by znaleźć się bliżej dwojga umarlaków, trzymając wysoko miecz zaczął obracać się dookoła. Jego ostrze siekało nieumarłych, za każdym razem widział spadające głowy, które walały się pod nogami. Nie liczył wrogów w trakcie wykonywania kolejnych obrotów, baczył jednak, by niego ostrze nie przyniosło śmierci niewłaściwym osobą, szczęście, że krasnoludy są niskie. Skończył po czterech razach, koło niego leżało sześć ciał, wszystkie bez głowy, wśród nich "świeczka", którą zapalił na początku. Wampir zrobił parę kroków w tył, by zbliżyć się do sojuszników.
zombi 2987/3500
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej