Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Starożytnych VI - Dzień Sądu
Elrond Ñoldor:
- ÂŚwiniojebco, mówi się chyba razem, ale mniejsza. Uzbrojenie to jedno wielkie gówno z najgorszego materiału, to jest mosiądzu. Dziwię się że nie wyskoczyli z drewnianymi mieczykami. ÂŁuki takowe mają. Miecze jednoręczne, zbroje kolcze. Banda bandytów, a nie regularne wojsko. ÂŻadnych maszyn oblężniczych, a ni nic. Są zamknięci jak w klatce i jedyną drogą ucieczki, przed meteorytami, jest chyba tylko główna brama. A przynajmniej ja nic więcej nie zauważyłem.
Patty:
Zaśmiałam się cicho, obserwując, jak Ocian pozbawia posłańca bezcennego, życiodajnego płynu. Ten prawie że rytuał pożywiania się w pewien sposób mnie fascynował, więc przyglądałam się z zainteresowaniem.
- Aragornie, nie żebym coś mówiła, ale... Nie istniała czasem zasada mówiąca o nietykalności posła?
Elrond Ñoldor:
- Droga Petty, może sama byś spróbowała wbić kły w ciepłą szyję ofiary? Oczywiście, najsampierw musiałabyś odbyć przemianę.
Patrząc tak na tego posła, mogę stwierdzić że i tak by zginął w walce. Jeńców chyba nie bierzemy, mam rację? Po co przeciągać to co nieuniknione...
Mogul:
Gdy Ocian skończył rzucił ciałem posła. Zwrócił się do Patty:
-Cenna uwaga, lecz lekko spóźniona.
Hagmar:
Będzie łatwo, coś za łatwo. Ale Zgromadzenie nigdy nie miało dobrego sprzętu. Istniała, ale popatrz na to z innej strony, ktoś się chociaż najadł. Dobra, wyyymarsz! Krzyknął elf, a cała zgraja ruszyła pod wrogi zamek. Gdy znaleźli się kilometr od celu Aragorn wystąpił przed ustawione formacje.
Gdzie kurwa zmierzamy!?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej