Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Starożytnych VI - Dzień Sądu
Hagmar:
Skośnooki w płytówce rzucił się z mieczem na biedną Patty.
//ja go zabijesz będę zuy...
Patty:
// A on nie miał przypadkiem topora o.O?
Zawirowałam w piruecie, unikając morderczego ciosu przeciwnika. Wiedziałam, że Aragorn chce go zabrać żywcem, więc ograniczyłam się do szybkich zwodów i uników. Gdy przeciwnik zaszarżował podcięłam mu nogi telekinezą, obserwując, jak malowniczo wojownik leci na ryj, uderzając hełmem prosto w posadzkę. Wtedy, niczym doświadczony zawodnik F.C Ketofa podbiegłam i kopnęłam zamaszyście w osłoniętą stalą czaszkę.
- ÂŻyje... Chyba - Odchrząknęłam, w razie czego blokując go nogą.
Hagmar:
//Eee no tak...mój błąd.
-Unieruchomcie ścierwo. Zeleris, opatrz z łaski swojej Peanuta.
Szarleǰ:
Peanut podniósł się z ziemi ściskając dłonią krwawiące ramie, by w miarę możliwości tamować krwotok. Pospiesznym krokiem dotarł do Zelerisa i niemal błagalnym tonem rzekł:
- Poskładasz mnie?
Dragosani:
- Oczywiście. - Flamel podszedł do Peanuta. Złapał go za ramię i przyjrzał się ranie.
- Wygląda paskudnie, jeszcze trochę i trzeba byłoby amputować. - zełgał. - No dobra, nie ruszaj się. Może trochę szczypać, mrowić czy coś tam. W sumie nie robiłem nigdy tego z człowiekiem. Uczyłem się na kotach. - ponownie zełgał, tak by dodać otuchy pacjentowi. Trzymając dłoń nad raną, pobrał moc i skierował ją na ramię Peanuta.
- Izhuesh Ruarishesh, Gresh Ilxuesh Arishesh. - wypowiedział inkantację. Kruk zaś poczuł ciepło spływające na ranę, a następnie na całą rękę. Ciepło kojące i odganiające ból.
- Już. Powinno być dobrze. - powiedział po chwili mag. Po ranie rozdarty i zafajdany krwią rękaw skórzanego pancerza Peanuta. - Nie dostaniesz cukierka. - dodał Dracon, tak na wszelki wypadek.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej