Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Starożytnych VI - Dzień Sądu
Dragosani:
Zeleris siedział na kamieniu. Odpoczywał. Akurat ten rozkaz elfa postanowił wypełnić całkowicie. Słysząc wezwanie Aragorna niespiesznie wstał. Otrzepał szatę i podszedł do Tacticusa. Przez chwile myślał jakiego zaklęcia użyć. W końcu zdecydował A co mi tam. Zobaczymy co się stanie. pomyślał i zaczął przygotowywać czar. Pobrał moc. Dużo mocy. Więcej niż przy Gradzie piorunów. I tak później ja uzupełni miksturą, więc nie żałował. Zaczął wytwarzać swoiste połączenie pomiędzy własnym umysłem, a niebem nad zamkiem. Dla Arcymaga Lindagol to akurat było łatwe. Wyciągnął kostur w górę, by rzucanie zaklęcia wyglądało epicko.
- Upush Huxuash! - niemal wykrzyczał. Kryształ kostura rozbłysł, krew maga zdawała się wrzeć, wzmacniając zaklęcie. W mgnieniu oka nad zamkiem zaczęły pojawiać się chmury. Najpierw nieliczne i małe. Potem gęstniejące, ciężkie i bardzo nieładne. Chmury burzowe. Prawdziwej niszczycielskiej burzy, kwintesencji mocy żywiołu. Dracon stał z niemym zachwytem przypatrując się niebu. Był połączony z żywiołem i było to wrażenie niezwykłe. Chmury stały się ciężkie i niemal czarne. Wtedy zaczął padać deszcz. Z początku delikatny. Padał jakby nieśmiało. Lecz w krótką chwilę przerodził się w prawdziwa ulewę. Jednak to nie był koniec. Deszcz przerodził się grad. Niszczycielskie bryłki lodowe spadały z nieba i rozbijały się z wielką prędkością o dziedziniec zamku, oraz wszytko inne w co trafiły. Z czasem ich rozmiar się zwiększał. Najmniejsze miały wielkość ziarna grochu. Oczywiście najostrzejszy opad miał miejsce nad zamkiem. Zeleris nie chciał, aby oberwało się jego kompanom. Wtedy nadszedł czas na gwóźdź programu. Z chmur zaczęły uderzać błyskawice. Dracon kierował nimi, uderzając w miejsce, które wydawały się być najbardziej podatne na zniszczenia. Niestety n ie mógł kontrolować mocy błyskawic, więc nie wszystkie były niszczycielskie. Jednak całość burzy musiała wywołać spore szkody. Mag miał tylko nadzieję, zę jego towarzysze nie będą mieli mu za złe, jeśli nieco zmokną.
Devristus Morii:
Panowie schrońcie się gdzie możecie byle zdala od fortecy w odległości 15 metrów od środka fortecy w każdym kierunku.Najlepiej za jakimś głazem, bo będzie wielka fala uderzeniowa Powiedział Elf A ty feniksie tez się schowaj! Jak się skończą efekty czaru atakuj niedobitków w zamku! Elf się skoncentrował Ruesh Izxuilxu, Anesh Qiesh Osh Huysh Qioshel
Po chwili dało się słyszeć trzask a niebo rozbłysło pomarańczowym światłem. Z nieba zaczęły spadać meteoryty kierujące się wprost w centrum fortecy. Elf schował się za wielkim głazem w odległości 50 metrów od epicentrum.
Hagmar:
//stoimy 200m od zamku Devq więc jesteśmy bezpieczni.
To co zafundowali magowie było przepiękne i morderczo skuteczne, ci co byli za murami broniąc wejścia do świątyni zostali zmasakrowani, wpierw przez pioruny, potem meteory a dzieło dokończył feniks. Nie było sensu pakować tam całej armii, Aragorn skinął na wampiry, magów, Diomedesa i Peanuta by za nim poszli.
Devristus Morii:
Dev spojrzał na Aragorna i ruszył za nim podpierając się na kosturze :>
Szarleǰ:
Peanut zafascynowany całym widowiskiem, na komendę Aragorna schował miecz, który wciąż trzymał w ręku i ruszył za dowódcą w kierunku zamku. Niepokoił się jedynie co może znaczyć cała ta gadka o czczeniu demona i tajemniczych rycerzach z innego świata. W swoim życiu już widział dość dużo i nigdy nie bał się walki, jednak jeśli była to prawda, zdawał sobie sprawę, że przy jego obecnych umiejętnościach może nie dać rady w starciu z kimś lub czymś tak potężnym. Póki co jednak starał się wykonywać rozkazy, dlatego podążał za Aragornem i czekał na rozwój sytuacji.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej