Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tajemnice Starożytnych VI - Dzień Sądu
Elrond Ñoldor:
Nikolai słyszał okrzyki wojów, świadczące o dobrym humorze. Morale to rzecz ważna, odnotował w pamięci.
- Zgadnijcie, jakie jest prawdopodobieństwo zabicia człowieka, gdy strzela się w chmurę składającą się z czterystu takowych? - zagadał na rozluźnienie Wampir. W lewej dłoni trzymał kuszę, a prawą ręką, jakby nigdy nic naciągał potężną cięciwę. Trwało to tak szybko, jakby stary, doświadczony elf naciągał swój ukochany łuk, który dostał w dzień wejścia w stan dorosłości. O ile takie coś było u rasy długouchych. Bełt, wyciągnięty z bocznej kieszonki, jakby z radością wskoczył w łoże.
- No, ciekawe czy się zmęczą, po przebiegnięciu kilometra.
Mogul:
Ocianowi spodobały się pioruny. Był pod wrażeniem takiej siły. Była ona skuteczna. Wrogowie zaczęli uciekać wprost na sprzymierzone wojsko, wprost w objęcia śmierci. Gdy przebiegli połowę drogi pierwsza linia w której stał Ocian rzuciła się na wroga. Młody wampir rozpędził się nadając siły uderzeniu którym chciał przeszyć przeciwnika. Trafił w klatkę przeciwnika odrzucając go na pewną odległość. Chłopak rozejrzał się, szybko znalazł swój kolejny cel który widząc chłopaka rzucił się na niego. Ten zrobił unik. Mało brakowało a cios wymierzony przez wroga byłby bolesny, o ile nie śmiertelny. Rywal był zadowolony z tego, i tryskając pewnością siebie wymierzył kolejny cios. Lecz tutaj nie było elementu zaskoczenia więc Ocian z łatwością sparował uderzenie i przeszedł do kontrataku starając się ciąć bokiem. Przeciwnik zdążył zrobić unik tracąc równowagę. Wampir doskoczył do niego pchnął go mieczem w brzuch. Skowyt wroga i jego mina wskazywały na to że pchnięcie było śmiertelne.
388/390
:D
Hagmar:
ÂŁucznicy!!! Ognia!! Charakterystyczny dźwięk puszczanych cięciw i świst pędzących strzał rozległ się gdy wróg był w zasięgu skutecznego ognia. Pociski oczywiście trafiły bezbłędnie, nieco tłumiąc impet wroga.
Zgromadzenie:
298/390
Mój sie liczy jako pierwszy...
Dragosani:
Flamel zaś, wciąż latając sobie wesoło, miał nadzieje że wróg nie dostrzeże go na tle nocnego nieba. A jeśli już, to że Aura zatrzyma strzały. Dracon postanowił wykorzystać fakt, że wróg jeszcze nie dobiegł do armii Bractwa i użyć ponownie zaklęcia obszarowego. Później mogłoby być to zbyt ryzykowne dla towarzyszy maga. Po raz kolejny pobrał moc, tyle samo ile przy rzucaniu ostatniego czaru. Uformował ją w tą samą postać i wypowiedział to samo zaklęcie.
- Ishuash Ru, Iaishosh Huush Aroshel. - moc zaklęcia znów wzmocniła krew Dracona, jak i jego kostur. Z nieba wystrzeliły oślepiające pioruny. Mag nie przejmował się zbytnio o celowaniem. Zadbał jeno, by moc zaklęcia uderzyła w tylne szeregi wroga. Przy takiej ilości potencjalnych celów szansa trafienie kogoś było i tak wielka.
Devristus Morii:
Panowie schrońcie się gdzie mozecie byle zdala od fortecy w odległości 15 metrów od środka fortecy w każdym kierunku.Najlepiej za jakimś głazem, bo będzie wielka fala uderzeniowa Powiedział Elf i się skoncentrował Ruesh Izxuilxu, Anesh Qiesh Osh Huysh Qioshel
Pochwili dało się słyszeć trzask a niebo rozbłysło pomarańczowym światłem. Z nieba zaczęły spadać meteorytykierujące się wprost w centrum fortecy. Elf schował się za wielkim głazem w odległosci 50 metrów od epicentrum
--- Cytuj ---Nazwa: Deszcz Meteorytów
Inkantacja: Ruesh Izxuilxu, Anesh Qiesh Osh Huysh Qioshel
Działanie: Jedno z najsilniejszych zaklęć obszarowych magii Naurangol. Deszcz meteorytów jest analogicznym zaklęciem do meteoru, z tą różnicą, że mag nie sprowadza jednego a około piętnastu kosmicznych głazów. Większa ilość głazów skutkuje tym, że magowi trudno skierować je w jeden punkt więc odległość uderzenia od celu waha się w granicach około 15 metrów. Skutkami uderzeń meteorów jest fala uderzeniowa, niewielkie trzęsienie ziemi, oraz powstanie kraterów wypełnionych lawą w liczbie takiej samej jak ilość meteorytów. Powstała fala gorącego powietrza zadaje dodatkowe obrażenia.
--- Koniec cytatu ---
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej