- Złych? - zaintrygowało to starca. - Dawno temu to ja byłbym uważany za tego złego przez tą panią - wskazał brodą Patty. - Ale tak to jest jak istnieje organizacja fanatyków. Z jednej strony dobrze, z drugiej źle. Co do mojego stanu "niebytu". Czy wydaje Ci się by Bóg ÂŚmierci, Rasher, pozwoliłby na to, by jakaś zbłąkana duszyczka, którą komuś udało się wyrwać z jego królestwa, mogła sobie bezkarnie opowiadać "jak to jest po drugiej stronie"? Oczywiście że nie. Ostatnie chwile życia pamiętam dosyć dobrze. Mój mentor pchnął mnie swoim sztyletem w serce. ÂŚmierć na miejscu. Dalej jako dusza pamiętam tylko klif, morze i promienie słoneczne. Był to chyba mój pogrzeb i wówczas odszedłem na dobre. Nie chciałem wałęsać się tutaj jako zbłąkana dusza. Zbyt duże prawdopodobieństwo, że coś by mnie opętało, jakiś wyższy byt astralny, albo po prostu inny potężny mag związałby moją duszę z czymkolwiek. A jako ropucha nie byłoby mi do śmiechu.
Pytasz jak się czułem po wskrzeszeniu? Zwymiotowałem...
Elrond opowiadał mentorskim tonem, jakim to długobrodzi fałszywi prorocy lubią zabawiać ciemną ludność wsi. Pomimo prawie żadnych umiejętności, mógł znowu poczuć się jak ktoś ważny. Jak ktoś z kim trzeba się liczyć.