Tereny Valfden > Dział Wypraw
ANKORVAAT: Zapomniane dziedzictwo
LilithBlade:
Maureen się zatrzymała i spojrzała w stronę wampira, który ją uleczył. Prachodził teraz przez portal, chwilę później podszedł do niej Zeleris i poprowadził do wierzchowców. Po dłuższych oględzinach wybrała pięknego i masywnego, karego ogiera, mimo iż nie był wykastrowany w jego oczach czaił się naturalny spokój. Udzielił się on i Maureen, więc pogłaskała go po pysku i przywarła do niego czołem.
- Witaj Czarny Książe - mruknęła w zamyśleniu, po czym chwyciła go za wodzę i uzdę i poprowadziła do portalu. Kierując się wskazówkami Zelerisa, westchnęła głęboko i pomyślała o miejscu w które chce się przenieść. ANKORVAAT: Kraina Wampirów". pomyślała, a to co nastąpiło w następnej chwili zdumiało ją tak, że niemal nie mogła się ruszyć. Jakiś dziwny prąd porwał ją ku górze, zdążyła tylko mocno złapać konia za szyję i wtulić się w niego. Czując jak rozpada się na cząsteczki, miała nadzieję, że po wylądowaniu znów przyjmą normalne kształty. Nie chciała bowiem wyglądać jak centaur lub coś podobnego. Po wylądowaniu jedynym co zdołała zrobić było spojrzenie na siebie i konia. Na szczęście nic się nie zmieniło i wyglądała tak samo. Zaraz po tej czynności poczuła nagły przypływ dreszczy i mdłości. Zdążyła się tylko schować za konia, po czym zwymiotowała obficie.
Gdy skończyła obeszła zdziwionego wierzchowca i spojrzała w stronę Zeyfara, Zelerisa i Diomedesa.
- pomoże mi któryś? Nie umiem na to wsiadać...
Dragosani:
Mag zauważył, że przez portal przeszła też Maureen. I chyba nie była zachwycona tą podróżą. No cóż, do magicznych wędrówek trzeba przywyknąć. Mogą być niemiłe dla niektórych. Bez słowa podszedł do niej i pomógł jej wsiąść na konia. Zdawała mu się być lekka jak piórko, więc nie miał problemów z podtrzymaniem i podsadzeniem jej.
- Musisz złapać tutaj. - wsadził jej w dłonie wodze konia. - I delikatnie kierować koniem. To mądre zwierze i wyczuje, że nie masz doświadczenia. Ale w razie czego jedź obok mnie. - polecił i wyszczerzył się. Następnie sam wsiadł na konia. Akurat wtedy, gdy grupa ruszała.
Gdy dotarli do miasteczka mag stwierdził, że nie zmieniło się ono ani trochę. Doskonale pamiętał te budynki, te zastępy wampirów, ludzi i elfów chodzące po ulicach. Bez słowa jechał za grupą, obok Maureen, która radziła sobie całkiem nieźle. Dotarli w końcu na główny plac. Mag z zaciekawieniem przyglądał się skrzydlatym stworzeniom.
Koza123:
Konrad z resztą grupy dojechał do miasteczka. Rozglądał się uważnie wypatrując interesujących rzeczy. Zastanawiał się również, dlaczego zatrzymali się akurat w pobliżu wielkich latających istot.
-I co? Mamy na tym latać?-pomyślał przyglądając się ptakom.
Malavon:
Malavon sięgnął po wodze jednego z koni, po czym ruszył nieco zaniepokojony. Dawno nie podróżował na wierzchowcu i mógł nieco wyjść z wprawy. Zwierzę mimo to grzecznie dreptało przed siebie. Dzięki temu elf miał czas obejrzeć całą naturę i środowisko, jakie prezentował ten wymiar. Był pod naprawdę wielkim wrażeniem.
Kiedy dotarli do płaskowyżu, Malavon spojrzał na dziwne stworzenia leżące na ziemi. Nie wyglądały na przyjazne ani trochę. Nowicjusz wolał się trzymać od nich z daleka, póki przebywanie z nimi nie było koniecznością.
-Co to za stworzenia? - spytał podjeżdżając do hrabiego.
LilithBlade:
Maureen uśmiechnęła się do Zelerisa i przez całą podróż starała się być blisko niego. Starała się jednak nie chuchać w jego stronę. Gdy dojechali i ujrzała miasto nie mogła wydobyć z siebie głosu. Istoty smokopodobne wywarły na niej dodatkowo takie wrażenie, że szepnęła tylko.
- Piękne... - i ścisnęła tylko mocniej Straszysława.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej