Tereny Valfden > Dział Wypraw
ANKORVAAT: Zapomniane dziedzictwo
Elrond Ñoldor:
-Nie tylko Ci. Jednak różnica między naszymi, a tym polega na tym, że ten wydawał się być połączenie ptaka, z Wampirem. A nie z ludzką kobietą...
Nikolai rozglądną się po krajobrazie. Był nawet miły dla oka. Zaintrygowały go dwa księżyce. Były jasne...
Dragosani:
- Ja bym raczej jako różnice wskazał to, że ta paskuda była połączeniem ptaka z humanoidem, a nie humanoidem ze skrzydłami wielkiego nietoperza. - mruknął Flanel. - Ta czy inaczej to coś było paskudne i obecność tego wskazuje na to, że tutejsze stworzenia mogą być groźne. - również rozglądał się po okolicy. Właściwie sam nie wiedział, czego spodziewał się po wymiarze stworzonym dla wampirów. Ziemi o brawie popiołu? Krwistoczerwonego księżyca? Rzek pełnych krwi? Czemu nie, brzmi ciekawie. Zaś to co ich otaczało zdawało się być całkiem zwyczajne. Pomijając oczywiście pradawne ruiny i fluorescencyjne rośliny. Mag spojrzał w niebo, chcąc sprawdzić czy nie latają po nim inne stworzenia.
Elrond Ñoldor:
- Niemniej jednak nie było to głupie stworzenie.
W jego oczach krajobraz jakie zamierzał zastać, był dosyć ponurym, miejscem, z gołą ziemią i uschniętymi konarami drzew, przypominającymi upiory. No ale cóż, barwnie też mogło być. Nie narzekał.
Gunses:
//Drago
Po niebie przelatuje klucz ptaków. Z twojej wiedzy podobne są one czaplom.
Gunses popatrzył za oddalającym się człowieko-ptakiem, na tle jednego z księżyców. Nie przejawiał on się przyjaźnie, jednak zapewniał, że w wymiarze egzystują stworzenia takiej wielkości. Dawało to jednak płonne nadzieje. Chram był opustoszały, a siedziała na nim bestia podobna do harpii. Gunses wspomniał słowa swych Dzieci, które opowiadały o wymiarze do jakiego udali się z Aragornem. Tam wszystko było zadbane i zamieszkałe. Tutaj był kurz i wrogie istoty.
- Chodźmy - ponaglił. Nie był pewien co się stanie i co stanie im na drodze. Nie był już niczego pewien. Jego wyobrażenia na temat wymiaru Wampirów rozwiały się jak sen złoty. Poszli w dół. Schody były gęsto usiane i stromo prowadziły w dół. Zauważyliśmy drzewa i krzewy, którymi obrośnięte były ściany chramów.
- Stąd korzenie w tamtej sali. Drzewa rozsadziły mury... - rzekł Gunses. Grupa zeszła na sam dół. Przed nimi rozciągał się most. Kamienny z wieloma podporami. W szerokości zmieściłyby tam się dwa wozy. Most był z kamienia, ale niekiedy był częściowo zarwany i przejście było tylko na jedną osobę. Most utrzymany był 3 metry nad powierzchnią wody.
- Miejmy nadzieję, że wytrzyma... - rzekł Gunses i wkroczył na most. Drużyna podążyła za nim trzymając się blisko siebie. Niekiedy musieli iść gęsiego. Most ciągnął się ponad 250 metrów. Po chwili z jednej strony woda zabulgotała i na wierzch wypłynęły kości. Zdawały się być ludzkimi, chociaż kto to wiedział?Woda zabulgotała ponownie, potem eksplodowała i na most wskoczyło 5 sztuk potworów. Których nikt z nas nie widział nigdy w życiu....
5x
Hagmar:
Co to kurwa jest?! Miejscowy Utopiec? Elf wyciągnął różdżkę zza pasa, wypowiedział dla pewności aż trzy razy słowo klucz.
-IGOI, IGOI, IGOI! Trzy kule ognia pomknęły w stronę dziwnej bestii...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej