Tereny Valfden > Dział Wypraw
ANKORVAAT: Zapomniane dziedzictwo
Sado:
Sado wziął głęboki wdech. Czekał już od paru dni. Nie zabił kompletnie nic już sporo czasu, a szaleństwo, które wtedy uwolnił, zdążyło już wrócić i to ze zdwojoną siłą. Czuł chaotyczne przyspieszenia oddechu i rytmu serca, drżenie palców i szczękanie zębów. Wykonywał nerwowe ruchy, starając się pozbyć stresu, lecz wiedział, że długo nie wytrzyma. Z utęsknieniem spoglądał na pochwę miecza. Chciał ją wyjąć i zabijać, szlachtować, ćwiartować, wydłubywać, ciąć, kłuć, szarpać. Kiedy wreszcie natkną się na wroga? Kiedy będzie mógł się rozkoszować krwią i śmiercią?
Koza123:
Konrad odczuwał dokładnie uczucie podobne do tego, jakie odczuwał Sado. Zamiast debatować o magii, która nie specjalnie go pociągała, wolał walczyć. Młodzieniec był jednak cierpliwy, toteż postanowił, że narazie poczeka.
- W końcu i tak będziemy musieli z kimś walczyć...-myślał.
Dragosani:
Tymczasem Zeleris całkowicie oderwany od rzeczywistości i reszty kompanii siedział na jednym z pomostów i czytał "Eksperymenty alchemiczne zakazane", jedną z ksiąg, którą otrzymał od wodnego smoka. Był pochłonięty lekturą, nie zwracał uwagi na to co go otacza. Było to jasnym wskaźnikiem jego zainteresowania tematem. Jego praktyczna wiedza alchemiczna, znajomość receptur mikstur, nie była zbyt pokaźna, ale za to w części teoretycznej czuł się dość pewnie. Więc naukowe terminy używane w traktacie nie stanowiły dlań problemu.
Eric:
Diomedes z zainteresowaniem spojrzał na drżącego Sado. Wyglądał, jakby z trudem się od czegoś powstrzymywał, szczególnie uwidaczniało to się w jego ciągłym spoglądaniu na rękojeść miecza. Młodzieniec domyślał się, co to oznacza. Wiele usłyszał od Aragorna... Zresztą od samego białowłosego też. Prawdopodobnie odczuwał on nasilającą się rządzę krwi. Serce Diomedesa zabiło mocniej lecz równocześnie w jego umyśle zawitała kusząca acz niebezpieczna myśl... Pchany naturalną dla ludzi ciekawością nie mógł się oprzeć tej nagłej idei. Uśmiechnął się lekko. Jakże lekkomyślnie mógłby spowodować rozbój w salach Piątej ÂŚwiątyni. I jakże trudno było mu się od tego powstrzymać. Ostrze sztyletu przyczepionego na nadgarstku jakby wbrew jego woli zaczęło się wysuwać. On sam tak ułożył dłoń, by klinga przecięła jego skórę. Poczuł lekkie ukłucie, a po nim wylew ciepłej, świeżej krwi. Nikt tego nie widział, ale Nivellen obstawiał, że Sado już wyczuł jej obecność. By się upewnić, niby przypadkowo przeszedł obok tego osobnika, unosząc zranioną dłoń, tym samym pokazując niewielkie zranienie, z którego ciurkiem sączyła się kusząca krew. Diomedes uśmiechnął się paskudnie.
Sado:
- Weźcie go ode mnie, bo go zaraz zapierdolę... - powiedział Sado, odwracając wzrok. Nie, jeszcze nie nadszedł odpowiedni czas. Musiał się wstrzymać. - Wypruję flaki, oczy wydłubię, zwłoki zmasakruję, będzie wił się przez parę dni w agonii - dodał już o wiele ciszej sam do siebie, żeby nikt go nie usłyszał. Delikatnie przegryzł sobie palec wskazujący, na tyle, żeby poczuć kojący ból, lecz nie nie zrobiś sobie rany,.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej