Tereny Valfden > Dział Wypraw
ANKORVAAT: Zapomniane dziedzictwo
Iddeous:
Iddeous jako, że był zupełnie nowy również postanowił przyłączyć się do Gunsesa i Malavona. Był podekscytowany, to była jego pierwsza wyprawa.
-Panowie pozwolą, że się przyłączę.-rzekł uprzejmie- Jest to moja pierwsza wyprawa i chciałbym mniej więcej wiedzieć o co chodzi z tym całym Ankorvaatem.
Eric:
- W końcu - powiedział. Jego uwagę zwrócił białowłosy mężczyzna, z którym już wcześniej miał okazję zamienić parę słów. Podszedł do niego, nie zważając na to, iż rozmawiał z królem i jakimś człowiekiem, którego Diomedes nie znał.
- Sado Kher - powiedział z dziwnym zaakcentowaniem. - Tak właśnie myślałem, że się jeszcze zobaczymy - dodał, patrząc na stojącą przed nim postać badawczym wzrokiem.
Gunses:
- Może ja wam to opowiem - rzekła Wampirzyca. Setmre czekała na wszystkich pod wielkim dębem na rynku.
Przywitała się ze wszystkimi i ruszyła razem z nami.
- Ankorvaat, to wymiar stworzony przez Dracownów dla Wampirów, jako zapłata, za ochronę wyspy. Którą po prawdzie nie ochroniliśmy do końca. Wymiar jest ogromny. Liczy kilkadziesiąt milionów osób. Sam wymiar dzieli się na cztery części, dwie wielkie - Moczary i Las i dwie mniejsze - Równiny i Góry. ÂŻyje tak w znośnej symbiozie wiele ras. Główną są wampiry, ale ponad połowę całej cywilizacji stanowią ludzie, elfy i niziołki. Portal, którym przejdziemy nie działał od 30 tysięcy lat. W tym czasie Ankorvaat przeżył piekło, gdyż z zakazanego portalu w górach wyszły monstra, z którymi walczono przed 18 tysięcy lat. Od 12 tysięcy lat Ankorvaat się rozwija. Prężnie i szybko. Chcecie wiedzieć coś konkretnego?
Tymczasem grupa przemierzyła rynek i podeszłą do muru. Prowadziły tam schody w dół, do drzwi - wejścia do kanałów pod miastem. Drzwi były zamknięte. Gunses wyciągnął klucz, w zasadzie trzy. Szybko otworzył zamki w drzwiach. Pociągnął. Drzwi zaskrzypiały. Gunses wszedł do kanałów pod miastem
- Ostatni niech zatrzaśnie drzwi - polecił i poszedł dalej prowadząc resztę. Kanały widać były dobrze prowadzone i oczyszczone. Co kilkanaście metrów widoczne było okienko, usytuowane wysoko w murze i wychodzące na uliczkę. Okienka były brudne. Woda nie była zbyt brudna, delikatny nurt mile płynął wśród kanału, niosąc rzadkie fekalia. Gdzieś daleko słychać było uderzenia wody. Zapewne Draconi podczas budowy miasta, skierowali odnogę rzeki, aby spokojnie tu płynęła, jednocześnie usuwając zanieczyszczenia. Zapach jaki panował w kanałach dawał na myśl starą rozwalającą się drewnianą chatę w czasie ulewnego deszczu. Zapach zbutwiałych desek, zgniłych wodorostów uprzykrzał życie. Widoczność była całkiem przyzwoita, panował jednak półmrok. Szum wody rzecznej, wypadającej ze ścian był głośny, dlatego też Gunses wyostrzył swoje zmysły. Miejsce w którym grupa się znajdowało, tworzył korytarz, który już na początku przywitał ich rozwidleniem. Poszli w lewo.
- Kiedyś tutaj stoczyliśmy bitwę z utopcami - rzekł wspominając o dawnych dziejach. Poszli dalej. Znaleźli właz, prowadzący w dół. Zeszli nim. Dalej był prosty tunel. Trochę bardziej śmierdziało. Skręcili w bok. Korytarz był wielki. Dalsze komnaty były starymi grobowcami, w ścianach których były wnęki wraz z sarkofagami. Kiedyś tutaj drużyna walczyła z nieumarłymi. Poszli dalej. Był tam duży złoty właz. Kopuła ze złota. Z kółeczkiem. Gunses pokręcił pokrętłem, para buchnęła, mechanizm pod podłoga zadrżał, mechaniczne ramię uniosło pokrywę. Gunses szedł po drabince na sam dół, otworzył drugą kopułę, od dołu. Zeszli niżej. Do korytarza z posągami...
Eric:
Diomedes twardo zmagał się z panującym wewnątrz kanałów smrodem, który niemiłosiernie kaleczył jego nozdrza. Zapach co prawda nie był bardzo wyrazisty, mimo to jednak przeszkadzał, szczególnie wrażliwemu nosowi młodzieńca. Szedł blisko ściany, starając się unikać ścieków oczyszczanych przez odnogę rzeki. Pamiętał tę drogę. Przywoływała wspomnienia. Niezbyt odległe, ale jednak. Nie mógł się doczekać zejścia do wielkiej sali Piątej ÂŚwiątyni. Być może znów miałby okazję do rozmowy z mądrym morskim smokiem. Tempo mieli dość szybkie, tym razem szczęśliwie nic nie stawało grupie na drodze.
Rikka Malkain:
I Garikowi widoki znajomych korytarzy przypominał dawne dzieje. Jak na razie cała drużyna posuwała się w milczeniu do przodu, nie napotykając żadnych nie miłych niespodzianek na swej drodze. Wampir wspominał, a drużyna nie zwalniała marszu. Nieśmiertelny był szczególnie ciekawy spotkania swoich pobratymców po drugiej stronie portalu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej