Tereny Valfden > Dział Wypraw

ANKORVAAT: Zapomniane dziedzictwo

<< < (23/103) > >>

Gunses:
- Pytałeś o miasto - zwróciła się do Anvarunisa Joanna patrząc na mapę - To Numenor. Nasza stolica i największa metropolia w królestwie. Liczy około trzech milionów mieszkańców. Tam też swe siedziby mają najwyższe Urzędy.
- Opowiedz mi o wymiarze - rzekł Gunses - O jego historii...
- Znam ją dobrze z opowiadań mojego dziadka oraz z Historii Powszechnej. Przeczytałam wszystkie tomy... Czas dłuży się w samotności, a tam w wieży byłam sama. Ankorvaat to wielkie królestwo, podróż z jednego krańca w drugi zajmuje dla zwykłych wierzchowców nawet do trzech-czterech tygodni, a sam wymiar można podzielić na kilka części. Największymi to Moczary i Las. Pozostałe to Równiny i Góry. - sięgnęła po butelkę u pasa. Butelka była przejrzysta, w środku był równie przejrzysty płyn, skosztowała - A wracając do historii... nie wiem czy wiecie. Portal numeroński działał przez dwa lata. Tylko dwa lata, jednakże zapewniły one duże możliwości. Po tym czasie sygnał nagle się urwał a przejście zamarło. Mój dziadek wspominał, że wszyscy bali się, ze coś się stało na Numenorze, jednakże nie mogli tego sprawdzić. Jednakże w Ankorvaacie, daleko na północy-wschód , pośród gór jest inny portal. Draconi zakazali nam zbliżać się do niego, a co dopiero go otwierać. Jednakże po 150 latach nieaktywności portalu numerońskiego Zgromadzenie Najwyższego Słowa postanowiło otworzyć portal. 120 Arcymagów, ponad tysiąc żołnierzy. Mieli udać się do zakazanego portalu w górach, aktywować go i przejść w nieznane, aby szukać połączenia do Numenoru. Portal w górach działał trzy dni. Ze 120 Arcymagów przeżyło czternastu. Z armii powróciło ledwie ponad dwudziestu. Zakazany portal okazał się być wymiarem dla duchów i sił witalnych istot, które zmarły gdzieś indziej. Kiedy portal został aktywowany duchy te rzuciły się do naszego świata. Setki demonów, tysiące bestii i potworów, kilkusetmetrowe monstra, zmarli czarownicy i szarlatani. W naszym świecie ich realna forma odtworzyła się. Portal został zamknięty z nie lada trudem, lecz do tej pory następują wycieki i co jakiś czas coś próbuje się przedostać... Trzy dni aktywności portalu i osiemnaście tysięcy lat walki ze złem, z duchami i demonami, z okropnościami jakie przybyły do naszego świata. Były czasy kiedy cały Ankorvaat płonął lub topił się w wodzie. Tysiące magów i miliony żołnierzy pochłonęła walka ze złem jakie w ciągu tych 72 godzin przedostało się do naszego świata. Dopiero jakieś dwanaście tysięcy lat temu można mówić o przełomie, o poskromieniu zła. To co widzieliście na bagnach, trupożercy, oni są tworem łączenia się światów. Nie znam się na magii, ale chodziło o siły witalne i ich pierwiastki życia, które nie mogły umrzeć.. To one wkroczyły do naszego świata gdzie panuje życie i tutaj odtworzyły się jako dawne bestie. Pojawiły się tysiące nowych gatunków, a świat stał się zły i czyhający na bezbronnych. Niektóre duchy odtworzyły się jako lęki i strachy nas, istot zamieszkujących Ankorvaat. Nie było tutaj wilkołaków, ale niektóre demony wiedziały, że ich nienawidzimy, dlatego w nich się przemieniły. Ludzie bali się smoków, a więc i ich strach został uosobiony i powstały smoki... Nie znam się na tym powtarzam, ale taka jest historia. Nasza gospodarka jednak rozwija się już w spokoju. Wiele z krain podporządkowaliśmy sobie mieczem. Nieugięte zostały tylko moczary... - i widząc już znajome okolice miasteczka rzekła - Zaraz będziemy w mieście - Trakt zmienił się z leśnej podmokłej drogi w utwardzoną dużą drogę, wyłożoną kamieniami..

Hagmar:
-Smutna jest historia tego świata, wasza stolica liczy trzy miliony mieszkańców? Musi być przeogromna. I świetnie zorganizowana, Joanno jeśli dobrze rozumiem to mieszkają tu też ludzie?

Gunses:
- Ludzie, Elfy, Draconi, Krasnoludy, Anioły Innosa, Orkowie, Niziołki, Gnomy... I przedeszwystkim Wampiry, które liczą około 40% całego społeczeństwa - odparła - Nasze królestwo liczy przeszło sześć milionów mieszkańców...
Zauważyliśmy płaskowyż przed nami. Wnosił się pół, może kilometr nad ziemią. Na samym urwisku były wieże strażnicze i mury, ale zza nich widzieliśmy wystające dachy domostw i budynków. My szliśmy drogą biegnącą u podnóża płaskowyżu. prowadziła tam droga, która wznosiła się za zakrętem pod górę. Tam było mniejsze osiedle. Jedna główna droga i przy niej ulokowane budynki. Na środku drogi były ustawione stragany w rzędzie.
- Pierwioski - rzekła Joanna - To miasteczko na płaskowyżu. Było to pierwsze obozowisko w Ankorvaacie. Pierwsza wioska. Płaskowyż był dobrym miejscem na Siedliszcze. Są tutaj liczne kopalnie, co sprawiło, że bardzo dobrze rozwinęła się tu sztuka kowalstwa. Po powstaniu bagien osłabiła się sytuacja Pierwiosków, ale miasto rozwijało się całkiem dobrze. Powstała dolna część miasta, zwana nie wiem czemu Pierwiorstkami. I po prawdzie, dolna część jest oddalona o dokładną wiorstę od miasta. To dzielnica handlowa, są tutaj warsztaty i alchemiczne laboratoria. Produkuje się tutaj broń i eliksiry. Obecność kopalń i bagna wspomogła te dziedziny. Wszytko stąd eksportuje się do innych części królestwa w zamian za rzeczy, których tutaj brakuje. Zatrzymamy się tylko w dolnej części. Muszę nadać listy do miasta, aby uczniowie nie przybywali do Strażnicy - ruszyła. Przejście stanowiła solidna brama z dwiema strażnicami, na szczytach których stało kilkoro zbrojnych. Zauważyliście, że to Wampiry. Ulica była duża i ciągnęła w górę. Po bokach były ciasno upchane godziwe budynki, warsztaty, laboratoria. Z góry, z miasta do swych warsztatów ciągnęli Wampiry, Ludzie, Elfy i Krasnoludy. Było dość jasno, księżyce straciły swój blask a od wschodu wznosiła się jaśniejąca łuna. Kowale rozpalali paleniska pieców, zielarze i alchemicy wywieszali zioła które miały zostać zasuszone. Kramy zaczęły się otwierać na i stragany po środku zaczęto zagęszczać różnymi suplementami pochodzenia bagiennego. Od roślin po fragmenty zwierząt. Piątka krasnoludów wynosiła z warsztatu trzymetrowy dwuręczny miecz, ewidentnie ciężki i niemożliwy do władania chociażby przez orka. Na ulicy były również rozpalone ogniska w specjalnych miejscach dla podróżnych, których nie stać było na wykupienie noclegu w karczmie. Przy niektórych siedziały Elfy przy innych ludzie. Kilka było pustych. Podeszliśmy do jednego. Rozsiedliśmy się
- Przynieść Wam piwa? - spytała Joanna - Mają tutaj dobre zaopatrzenie. Chmiel rośnie za wioską, naturalny, nie pędzony..

Hagmar:
Było by miło, bo jak mawiał pewien krasnolud "być w obcym kraju i nie spróbować trunków jego, to jak nie być tam wcale." Oryginalna wersja tego powiedzenia była nieco inna, ale Aragorn wolał jej nie cytować przy kobiecie...

Devristus Morii:
Z chęcią spróbuję tutejszego trunku - rzekł Dev - Mieszkańcy tego miasta chyba nie tworzą wspólnego społeczeństwa, bo jak zauważyłem każda rasa siedzi oddzielnie

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej