Tereny Valfden > Dział Wypraw
IV. Frater cruenta vindicare injurias.
Hagmar:
-Kwiiin!! Wyłaź Skurwysynu albo puszcze chałupę z dymem! Odzewu nie było jednak, ku zdumieniu elfa.
-Jest wasz, Zeyfarze łap. To Pieczara...
Anette Du'Monteau:
Wziąłem od Aragorna podejrzanie wyglądającego grzyba. Wkroczyłem do środka dworku w poszukiwaniu Kwina. Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku. Dość czysto, większość rzeczy poukładana na miejscach. Całkiem przyjemnie gdyby nie fakt, że gdzieś tu krył się szczur. Podłoga nie wydawała praktycznie żadnego dźwięku pod naciskiem skórzanych butów. Wtem coś mnie zainteresowało, a mianowicie lekko drgające łóżko. Albo jakaś parka się tam zabawiała albo w tym domu gryzonie przybierały wyjątkowo duże rozmiary. Przesunąłem łoże w bok.
-Faktycznie duże te gryzonie. - powiedziałem patrząc na skulonego Kwina. -Wstawaj skurwielu! - krzyknąłem. Chwyciłem go za kark żeby nie próbował mnie "ugryźć" jak większość szczurów. Przysunąłem nogą jedno z pobliskich krzeseł. Usadziłem na nim "ślimaczego króla". Kawałkiem liny przywiązałem mu ręce i nogi.
-Teraz zjesz to grzecznie, prawda? - spytałem retorycznie pokazując grzyba w ręku. Niestety Kwin potrząsnął przecząco głową. Otworzyłem jego usta ręką i wepchnąłem pieczarę siłą. Musiałem też go zmusić do pogryzienia. Mało brakowało, a nie miałby czym gryźć po lekcji perswazji.
-A teraz połkniesz to i będzie po wszystkim. - po tych słowach dla pewności uderzyłem mieszczanina w brzuch. Zgiął się w pół i odruchowo połknął zawartość w ustach. Odczekałem chwilę aż grzyb zacznie działać.
-Wiesz kim jesteś człowieku? - zapytałem. Jesteś biedakiem, który musi się kryć w lesie. Posłuchaj. Polują na ciebie najemnicy. Twoje jedyne wyjście to ratować się ucieczką w gęstą głuszę. Tam żyjąc za pan brat z naturą unikniesz tragicznego losu. Byłeś królem, a teraz straciłeś pozycję, jednak las i jego mieszkańcy zapewnią ci ochronę, a gdy będzie pewne, że przestali cię szukać będziesz mógł powoli wracać. Ale pamiętaj, na pewno nie porzucą tego zamiaru po kilku miesiącach, nie po roku, być może nawet nie po kilku latach. Jesteś dla nich zbyt cenny. Głupiec jedynie kiwał głową. Na jego czole było widać występujące krople potu.
-Teraz cię wypuszczę, a ty biegnij, biegnij do lasu ile sił w nogach. Nie zatrzymuj się! - powiedziałem i rozwiązałem biedaka. Ten wystrzelił z dworku niczym strzała.
-Po sprawie. - odrzekłem do Aragorna wychodząc.
Hagmar:
Aragorn wyciągnął różdżkę i wycelował w niebo.
-Igoi! Pomarańczowa kula wzbiła się w niebo, dziesięć sekund później Marcel Kwin leżał martwy na śniegu. Dwadzieścia pięć strzał sterczało z jego klatki piersiowej...
-Przeszukać i spalić posiadłość.
Anette Du'Monteau:
-Nie miał przypadkiem trwać w swym szaleństwie Aragornie?
Hagmar:
-Może i tak, ale wolę mieć pewność że to ścierwo nigdy nie wróci...Czarcia Pieczara nie działa wiecznie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej