Tereny Valfden > Dział Wypraw

Nowa nadzieja

<< < (15/19) > >>

Istedd:
- Nie wątpię. Zaraz wpadnie na nas kupa strażników i może będę mógł powalczyć odciętą kończyną. Tfu, tfu, tfu, odpukać! - mruknął niezbyt radosny z tego, że nie znaleźli chociażby i noża, z którym czułby się bezpieczniej. Wolą nieba było pewnie to zrządzenie losu. Cicho wyszedł za maurenem i szedł za nim krok w krok, starając się robić jak najmniej hałasu, przy jednoczesnym wzmożeniu czujności, co jak na do tej pory okazało się zbędne. Wtem przed nimi droga się rozwidlała. Przejechał otwartą dłonią po twarzy w geście aprobaty co do teorii, że los robi sobie z nich żarty.
- Nie chcę decydować, ani nawet myśleć, w którą stronę pójdziemy. Ja mam pecha, powiadam ci i nie chcę, żeby przeze mnie wpadła nasza kompanija w gorsze gówno. - zapowiedział oglądając się za siebie.

Anette Du'Monteau:
Gestami dałem znak Ergardowi, że idziemy lewym rozwidleniem. Była równie ciemny jak główny korytarz prowadzący z celi. Z każdym krokiem rosła moja niepewność. Po kilkunastu metrach u wylotu rozwidlenia pojawił się strażnik. W oddali była tylko jedna pochodnia, która dawała światło. Ale jej promienie nie docierały do nas. Wolnym krokiem zbliżałem się do wartownika. Znalazłszy się dostatecznie blisko szybkim ruchem zasłoniłem mu usta i przejechałem ostrzem po gardle. Po chwili puściłem ciało wolno na podłogę.
Pomieszczenie wyglądało na jakąś sztucznie poszerzaną komorę. Odciągnąłem trupa pod ścianę tak by nie zaalarmować innych bandytów. Nie słysząc żadnych niepokojących dźwięków zacząłem przeszukiwać teren.

Istedd:
Poszedł za Zeyfarem z uczuciem dziwnego przytłoczenia. Wydawało mu się, że ktoś idzie za nimi; kroki były blisko, to znów oddalały się. Pijaczyna oglądał się za siebie, trochę strwożony wizją okrążenia ich przez bandziorów. Pewny był jednak, że ostatecznie nie klęknąłby przed nimi, a raczej bronił się rozpaczliwie, chociażby pięściami i klątwami. Wtem zatrzymał się, jak i jego kompan uczynił. Strażnik widocznie nie zauważył ich, a Ergard nie zamierzał tego zmieniać. Siedział ciszej niż mysz pod miotłą i dał pole na działania maurena. Gdy ten skończył swoje gusła z oponentem i odciągnął go w ustronne miejsce Adaven cichutko przyłączył się do przeszukiwania zamordowanego.

Hagmar:
//Była to prawdopodobnie kwatera dowódcy, bowiem na stole leżał niedokończony list z żądaniem okupu, obok zaś wasza broń.

Anette Du'Monteau:
Na wszelki wypadek schowałem list pod pancerzem. Zebraliśmy z Isteddem wcześniej odebrany ekwipunek. Zacząłem poszukiwania jakiś innych ważnych rzeczy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej