Tereny Valfden > Dział Wypraw

Nowa nadzieja

<< < (6/19) > >>

Anette Du'Monteau:
//: Poranek. Słońce zaczyna świtać. Jego promienie starają się dostać do wnętrza przez małe okienka budynku. Obudzony wcześniej Zeyfar właśnie kończy posiłek, którym jest jajecznica. Nie najlepszej jakości ale też i nie najgorsza. Mauren jedząc wygląda pobudki swojego towarzysza. Niedługo mają ruszyć w trasę.

-Noc była wyjątkowo spokojna Walmie. - zwrócił się major, bo tak właśnie nazywał się karczmarz. Wilcy od czasu do czasu skowyczały ale poza tym nic specjalnego.
-Ano, u nas nigdy nie zdarzało się nic specjalnego. Zawsze miło i spokojnie. Aż człowieka szlak bierze. - zaśmiał się Walm.

Istedd:
Zasnął szybko. Nie miał jakiegokolwiek snu. Obudził się, kiedy upierdliwe słońce posłało w jego twarz istny znak pancerny swych promieni. Wstał i z dumą stwierdził, że nie ma kaca. Czyli wczoraj nie pił dużo... Chwilę zajęło mu wybudzenie się, przywdzianie miecza, uczesanie się i obmycie twarzy. Poranna krzątanina w karczmie, rozmowy person kilku dotarły do jego uszu. Najwidoczniej Zeyfar wstał już. Sprawdził, czy miecz na plecach jego trzyma się należycie, po czym udał się do nich.
- Witajcież, o poranku. Mości Zeyfarze, drogi karczmarzu. - powitał ich i zasiadł obok maurena.

Anette Du'Monteau:
-Witajcie, zjedz coś sobie i ruszamy natychmiast. Być może coś ważnego dzieję się na Valfden, a lepiej być przy takich wydarzeniach.

Istedd:
Polecenia tego nie trzeba było mu powtarzać. Kiwnął głową i zaczął obżerać się jadłem, które karczmarz przygotował, a dla Ergarda ostawił. Tak więc rozpoczęło się pałaszowanie jajecznicy i zagryzania jej pajdą chleba. Do picia oczywistym było pieniste piwo. Adaven pokrzepił się ciepłym posiłkiem, aż w brzuchu jego poczuł pełność. Stłamsił pięścią beknięcie.
- Ruszajmy więc, jadłem pokrzepieni, piwem podchmieleni, misyję spełnić mamy i się z tym nie opieprzamy. - rzekł z wielkim przejęciem w głosie. Tak oto wena napadła go, jako bandyci napadają na bogobojnego kapłana, który w ostateczności sam ukazuje się potężniejszym i brutalniejszym, jako lichwiarz z kredytem zmarłego szafujący, w porównaniu z chciwością panów feudum.

Anette Du'Monteau:
//: Dwaj podróżnicy ruszyli w dalszą drogę. Mijała ona na pogawędkach, żartach i rozmowach o Bractwie. Jeźdźcy przestali już zwracać uwagę na czas. Dopiero kilka chwil temu zorientowali się, że są niemal w mieście. Mała mieścina ale dość przytulna skrywała w swych murach teleport na wyspę raanarów. Został on uruchomiony po ostatniej bitwie o opactwo.

-No dobra, teraz tylko znaleźć ten przeklęty teleport.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej