Tereny Valfden > Dział Wypraw

Nowa nadzieja

<< < (3/19) > >>

Istedd:
- Jacy tam specjaliści? - zaśmiał się rubasznie i hucznie, jak cały obóz najemników po zwycięskiej bitwie. Doprawdy, ale nawet on, jako młodzik świetnie się takim orężem posługiwał, po teorii, za co łapać, jak rozkręcić się i kiedy puścić, aby broń poleciała w obranym kierunku. Kolejna część wypowiedzi jego kompana jednak zaciekawiła go zdecydowanie bardziej.
- Wardyna... Doprawdy, dziwna nazwa. Słyszałem o rohatynie, ale o takim cudzie, jakim powiadasz nie. Wyobrazić sobie nawet trudno i dziw bierze, jakie to instrumenta jako oręż służą.
- Z pewnością. Im broń dziwniejsza, tym bardziej niespodziewana i zabójcza dla wroga, w chili jego zagapienia się zdziwieniem jej zawiłości. Taki też ten łańcuch. Kiedyś, wprawnie takim się posługiwać umiałem, choć to proste jest, jak cepem machanie. Nawet tarcza nie zdzierży, chociaż wytrzyma. Jak huknie, powiadam ci, mości Zeyfarze, to wgniecie się i takiego opancerzonego woja w rękę zaboli, a o ile rzuci się nie z siłą pełną. Raz tak, jeden z kompaniji naszej cisnął mi, podczas postoju, kiedym tarczą się przed tym bronił, że o mało mi palców nie zmiażdżyło. Siłę trza mieć w ramieniu, a finezji zero. - zaśmiał się ponownie.

Anette Du'Monteau:
-Więc musisz wiedzieć, że ja zaczynałem przygodę z mieczem od bułatu. Jest to długie ostrze wąskie przy jelcu a rozszerzające się wraz z zbliżeniem do sztychu. Zupełnie nie nadaje się do pchnięć, jednak broń idealna do cięcia. Spora klinga z łatwością wgryza się w ciało. Ale biada mi gdyż zgubiłem swój bułat wprost z Isgharu podczas podróży. Szkoda tej broni.

//: Dzień chylił się ku zachodowi. Tarcza słońca sunęła powoli po horyzoncie dając krwawe odblaski promieni. Ujechaliśmy może jakieś 30km z trasy. Konie nie wydawały się zmęczone, a to przez równomierne, niezbyt forsowne tempo. Pszczoły i inne owady zaczęły wracać do swych kryjówek zanim się ściemni. W zamian natura wypuściła swych znakomitych grajków, świerszcze.

Istedd:
- Ciekawe, ciekawe. Wszystek te instrumenta, jak mówiłem, wielce są różnorodne i dziwne w nazewnictwie. Rozprawiać można o tym godzinami, a zgłębić się tematu w całości nie da. Niemożnym jest w ogóle oszacować nawet liczbę takowych typów wyliczyć. - filozoficznie stwierdził i odegnał uporczywą pszczołę od twarzy. Wtedy właśnie ujrzał, że słońce chyli się ku zachodowi. Podziwiał łunę horyzontu, jakoby krew jutrzejszego dnia zwiastującą. Lubił oglądać wschody i zachody słońca, szczególnie w siodle siedząc. Dla niego nie potrzeba było odpoczynku, gdyż przyzwyczajony był do podróży w tempie spokojnej jazdy i marszu. Konie, jego zdaniem także teraz nie potrzebowały wytchnienia, ale też nie gonił ich zbytnio czas, coby musieli przez dni kilka w pełnej prędkości i bez postojów się obywać. Mógł zarówno wypocząć w nocy, jak i jechać, słowy innymi. Decyzji tej nie zamierzał podejmować, honor ten oddając starszemu rangą krukowi.

Anette Du'Monteau:
-Gdy się ściemni warto będzie się zatrzymać. Choć do świtu. Chyba, że chcesz jechać nocą. Jeszcze potrafię się orientować dzięki gwiazdom na nieboskłonie. Decyzja należy do Ciebie.

Istedd:
- Wiadomo, wiadomo. - odparł nieco pospiesznie. Zdziwiły go słowa majora. Dość sprawnie zdał sobie sprawę, że mógł je powiedzieć równie zaplanowanie, co równie niespodzianie i głupio. Wszak po cholerę dawać wybór takiemu żółtodziobowi jak on? Bynajmniej żółtodziobowi w tych sprawach... Takie było zdanie Istedda. Z drugiej strony, mógł go także sprawdzać, wedle swego kaprysu, albo polecenia własnej woli, alias osoby wyższej stanowiskiem.
- Chcieć mogę rzecz mniej odpowiedzialną i niebezpieczną... Co wtedy? - zapytał dziwnym tonem nie odwracając się, a kątem oka jedynie spoglądając na Zeyfara.
- Jednakże, skoro taka wola twoja, równie dobrze możemy zatrzymać się i odpocząć, acz droga nie wydała mi się uporczywa, albo jechać dalej. Sprawa jest jednak taka, że na końcu drogi, gdybyśmy jechali cały ten czas spotkała nas przygoda byłyby konie zmęczone. Rozsądnym też jest wypocząć wtedy, kiedy ma się na to czas. To zasugeruję, majorze Zeyfar.- snuł swoje teorię Ergard, aż przy końcu dopiero przeszedł do wyboru.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej