Tereny Valfden > Dział Wypraw

Młoty i kilofy

<< < (30/33) > >>

Anette Du'Monteau:
Wstałem od stołu i spojrzałem na krasnoluda.
-Jedno zasadnicze pytanie... - zamilkłem na chwilę. Jak możemy wam pomóc? - spytałem wprost. Wiedziałem, że niektórzy z towarzyszy mogą nie chcieć porywać się na misję walki z złem żyjącym od stuleci w głębinach gór, jednak honor i pewien altruizm kazał mi zadać to pytanie.

Eric:
Diomedes zadumał się słysząc opowieść gospodarza. Brzmiała znajomo, jak jakaś legenda, mit. Ale cóż - w końcu mity i legendy na czymś muszą się opierać. Kruk śmiało chwycił kufel miodu pitnego i pociągnął łyka. Trunek był świetny, krasnoludy nie przeceniły jego wartości. Diomedes kosztował go powoli, rozkoszując się każdym łykiem, każdą kropelką. Niesamowite. - pomyślał rozglądając się po ogromnej sali, w której się znajdowali. Zastawa stołów była niesamowita i zróżnicowana, światło rzucały ogromne, misternie wykonane żyrandole.
- Jak mniemam - zaczął Diomedes - Próbowaliście już z tym walczyć, zgadza się?

Dragosani:
Flamel, podobnie jak reszta, zasiadł do uczty z krasnoludami. Oczywiście musiał spróbować osławionego miodu. Trunek był doskonały. Zdawał się być kwintesencją smakowitości pitnego miodu. Dziełem zapomnianego bóstwa odpowiedzialnego za produkcje alkoholu. Nawet jeśli wyprawa nie przyniosłaby żadnych zysków, warto było iść na nią, dla tego smaku. Zeleris w milczeniu przysłuchiwał się opowieści krasnoluda. Zaintrygowała go wzmianka o "pierwotnym źle". Gdy brodacz zakończył swą opowieść, mag podniósł wzrok.
- Mógłbyś przybliżyć nam naturę owego "zła", Aggronorze synu Buffina? - zapytał.  

Gordian Morii:
-Pomóc?- zapytał zdziwiony krasnolud spoglądając w stronę pytającego - Ja nie proszę was o pomoc, a po prostu przybliżam wam nieco historię naszej bytności na wyspie, o której zapewne dowodzący wami hrabia chciał się dowiedzieć...- urwał spoglądając na elfa.
-Ja jednak chciałbym w ramach sąsiedzkiej przyjaźni ofiarować wam naszą pomoc.- rzekł elf - Postaram się o to by mój król udzielił mi wsparcia oddziału zbrojnych byśmy mogli razem spróbować zniszczyć to pradawne zło, które czyha na nas wszystkich tam na dnie kopalni. Razem będziemy mieli większe szanse.- dodał przerwało mu pytanie Diomedesa.
-Oczywiście bestia została już dwukrotnie zepchnięta w otchłań, lecz mimo to jakimś cudem udaje jej się podnieść na nogi i zaatakować ze wzmożoną siłą.- odpowiedział krasnolud. Pytanie Zelerisa trochę zadziwiło krasnoluda więc chwilę szukał odpowiedzi jak nazwać to co ich atakuje.
-Magu, nie wiem jak nazwać to zło gdyż nie mamy jakiegoś szczególnego określenia czym jest ta bestia. Na pewno jest to coś w rodzaju demona, ale nie takiego nieczystego ducha jakie spotkać można od wieków na wszelkich krańcach świata. Zły jest czymś o wiele starszym, jest niezwykle potężny i mimo, to że próbowaliśmy na wiele sposobów zabić bestię nasza broń się niego nie ima. 

Eric:
- Wasz ród nie bara się magią, zgadza się? Może obecni tu magowie byliby w stanie coś poradzić w związku z tym demonem... Ewentualnie inkwizycja, która też zajmuje się mrocznym pomiotem. Czyli zwykłym mieczem nic się nie zdziała? Ehh... Szkoda. To nieco utrudnia sprawę.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej